Holenderskie doświadczenia słupskich pracowników

    Holenderskie doświadczenia słupskich pracowników

    Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Magdalena Gargol z biura F.A.S. Packing w Słupsku.

    Magdalena Gargol z biura F.A.S. Packing w Słupsku. ©Krzysztof Tomasik

    49-letnia Krystyna ze Słupska zemdlała przy pakowaniu pomidorów w holenderskiej hali pod Stelledam.
    Magdalena Gargol z biura F.A.S. Packing w Słupsku.

    Magdalena Gargol z biura F.A.S. Packing w Słupsku. ©Krzysztof Tomasik

    Pogotowie jednak wezwano dopiero wtedy, gdy polscy pracownicy demonstracyjnie opuścili miejsca pracy.

    Do tej sytuacji doszło w miniony czwartek po pierwszej przerwie w "Hali u Jana", gdzie pracują pracownicy wysłani do Holandii przez agencję pośrednictwa pracy For All Seasons Packing ze Słupska. Pani Krystyna dojeżdża tam z miejscowości Stelledam, położonej 35 kilometrów od Rotterdamu, gdzie znajdują się stancje sezonowych robotników.

    - Nagle poczułam się źle. Zemdlałam i przez dłuższy czas nikt mi nie pomagał, a gdy w końcu pojawiło się pogotowie, to ratownicy nie mieli nawet noszy - opowiada słupszczanka. Jest zdziwiona, że lekarz, do którego w końcu trafiła, badał ją bez obecności tłumacza i zapisał jedynie czopki przeciwbólowe.

    - Strasznie bolała mnie głowa, ale nie wykonano żadnego badania głowy - mówi zdenerwowana kobieta.

    Nie chce się przedstawiać, bo nie zamierza denerwować swojej rodziny w Słupsku, która jeszcze nie została powiadomiona o tym, że zachorowała w Holandii. Za to słupszczanin Mirosław Berliński, który też wyjechał do pracy za pośrednictwem For All Seasons Packing i zna panią Krystynę, słyszał od jej kolegów, że rzeczywiście długo trwało, zanim wezwano do niej pogotowie.

    - Tu wiele osób ma różne zastrzeżenia, ale nikt nic nie mówi, bo tacy uciążliwi pracownicy zaraz są odsyłani do domu - dodaje.

    Tymczasem Magdalena Gargol, kierownik słupskiego biura F.A.S. Packing przyznaje, że rzeczywiście doszło do opisanej przez nas sytuacji, ale nie było tak, że firma nie chciała wzywać karetki pogotowia, jak sugerują nasi informatorzy.

    - Najpierw pani Krystyna została przeniesiona do kantyny, gdzie Holendrzy próbowali jej pomóc. Ale ponieważ sobie nie radzili, więc wezwano pogotowie ratunkowe - wyjaśnia pani Gargol. - Ratownicy skierowali pracownicę do lekarza rodzinnego. On stwierdził, że to nie była padaczka. Istotnie zapisał jej leki przeciwbólowe i zaordynował wykonanie badania krwi. Teraz czekamy na jego wyniki. Ta pani czeka na nie na stancji. Jest pod opieką.

    Gargol zapewniła nas także, że wszyscy pracownicy, którzy za pośrednictwem F.A.S. Packing wyjeżdżają do pracy w Holandii, opłacają ubezpieczenie zdrowotne.

    - Co tydzień potrąca im się składkę ubezpieczeniową, która uprawnia do korzystania ze świadczeń na takim samym poziomie, z jakiego korzystają Holendrzy - dodaje.
    Czy polscy robotnicy mogą się poskarżyć w kraju, jeśli uważają, że nie zapewniono im odpowiedniej opieki lekarskiej podczas pracy za granicą?

    - Jeśli są legalnie zatrudnieni w innym kraju i płacą tam podatki oraz wymagane składki, to są skazani na funkcjonujący tam system ochrony zdrowia i mogą się jedynie zwracać do swojego pracodawcy, aby wywiązywał się ze spoczywających na nim obowiązkach - uważa Mariusz Szymański, rzecznik prasowy pomorskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

    Inaczej sytuacja wygląda, gdy Polacy wyjeżdżają jako turyści i posługują się Europejską Kartą Ubezpieczenia Zdrowotnego. Wtedy mogą oczekiwać pomocy ze strony NFZ.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (29)

    Wszystkie komentarze (29) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo