Prezentujemy słupską ul. Garncarską

    Prezentujemy słupską ul. Garncarską

    archiwum

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Ulica Garncarska w Słupsku.

    Ulica Garncarska w Słupsku. ©Justyna Wawak

    Ulica Garncarska jest wizytówką miasta dla turystów przyjeżdżających od strony Gdańska. Trzeba przyznać, że przyjemnie się nią jedzie.
    Ulica Garncarska w Słupsku.

    Ulica Garncarska w Słupsku. ©Justyna Wawak

    Czekamy na zgłoszenia

    Czekamy na zgłoszenia


    Raz w tygodniu na naszych łamach prezentujemy słupskie ulice. Czekamy na Państwa zgłoszenia. Jeśli chcecie zaprosić nas na swoją ulicę i pochwalić się nią, pokazać jej wady, dzwońcie pod nr tel. 059 848 81 21. Dotychczas byliśmy już na ul. Wiatracznej, al. 3 Maja, ul. Długiej, Sierpinka, Mostnika, Sportowej, Morcinka, Piotra Skargi, Szczecińskiej, Górnej, Mickiewicza, Szarych Szeregów, Wolności, Partyzantów i Grottgera. W następnym tygodniu opiszemy ul. Arciszewskiego.



    Ulica nie bez powodu została nazwana Garncarską.
    Na początku XIX wieku przemysł garncarski w Słupsku stał na bardzo wysokim poziomie. Tylko przypadek sprawił, że w trakcie pogłębiania koryta rzeki Słupi natrafiono na okazałą kolekcję ceramiki ludowej, pochodzącej z mieszczących się przy tej ulicy warsztatów garncarskich.

    Teraz ul. Garncarska jest jedną z nowocześniejszych wizytówek miasta. Kolorowe, odnowione bloki i kamienice są chlubą mieszkańców. - Nie wyobrażam sobie mieszkać w innej części miasta - mówi Barbara Kasiczak, mieszkanka. - Nigdy nie mam problemów ze zorganizowaniem wolnego czasu dla odwiedzających mnie gości. Zawsze zapraszam ich do pobliskiego muzeum i na herbatę do Spichlerza Richtera. Wszyscy są zachwyceni wystawą prac Witkacego.

    Długą drogę do centrum rekompensują nam spacery nad brzegiem rzeki Słupi. Bardzo przyjemnie jest tu wiosną posiedzieć na ławce czy pokarmić z dziećmi łabędzie i kaczki.

    Wieczorne libacje nad Słupią

    Utrapieniem spacerowiczów są przesiadujący na ławkach nad brzegiem rzeki pijacy. - Siedzą tu prawie codziennie - twierdzi Joanna Nawolna, mieszkanka jednego z pobliskich bloków. - Wcześniej można ich było spotkać tylko wieczorami, ale ostatnio potrafią przesiedzieć tu cały dzień. Strach wyjść na spacer, bo zaczepiają i pytają o drobne pieniądze. W nocy często awanturują się i nie dają spać. Po libacjach pozostają tylko góry śmieci i butelki winach.

    Biegiem po pasach

    Mieszkańcy narzekają też na nieprzemyślane rozwiązania na pobliskich przejściach dla pieszych. - Aby przejść na zielonym świetle na przykład przy muzeum, trzeba czekać nawet kilka minut - skarży się Artur Nowicki, słupszczanin. - Kiedy już się zapali, trudno jest zdążyć przejść na drugą stronę, bo gaśnie po kilku sekundach.

    Kierowcy są bardzo niewyrozumiali. Nie raz widziałem, jak trąbią na niepełnosprawnych starających się dostać na drugą stronę. Lepiej widzą tę ulicę mieszkające tu dzieci, które mają place zabaw z piaskownicami i huśtawkami.

    - Jeśli nudzi nam się na naszym placu zabaw, zawsze można pobawić się w Parku Kultury i Wypoczynku - mówi Kasia Pułaska. - Tam jest chyba największy plac zabaw w mieście i skate park. Latem organizowane są tam koncerty i festyny. Cieszy mnie to, że mam z ulicy Garncarskiej blisko do parku.

    Panie od stóp do głów

    Wszystkie mieszkanki tej ulicy najlepiej wspominają istniejący tu jeszcze kilka lat temu salon kosmetyczny "Praktyczna Pani", który w czasach PRL-u, był stałym miejscem spotkań kobiet. - Był to jeden z większych salonów w Słupsku. Zajmował całe górne piętro bloku - wspomina Anna Maksymiuk, właścicielka studia fryzjerskiego "Trend", znajdującego się w miejscu "Praktycznej Pani".

    - Każda kobieta mogła w nim zadbać o siebie w sposób kompleksowy. Panie plotkowały tam całymi dniami, a w tym czasie fryzjerka czesała im włosy, potem zabierano się za manicure i pedicure - dodaje pani Anna.

    Historia ulicy


    Dzisiejsza ul. Garncarska, początek ubiegłego wieku.
    (fot. archiwum)

    Historia ulicy


    Ulica Garncarska była dawniej miejscem rzemieślników. To przy niej rozlokowane były zakłady garncarskie, które przetrwały do XX wieku. Stąd też przedwojenna jej nazwa - Miasto Garncarzy. Przez pewien czas przed wojną część ulicy od Pobożnego do Sierpinka nosiła nazwę Szosowej. W XIX wieku w budynku pod numerem 3-4 mieściło się starostwo. Oprócz tego mieścił się też tu warsztat meblarski. Z przedwojennej zabudowy ocalała jedna okazała kamienica i kilka mniejszych. Obecnie w jednym z powojennych budynków mieści się siedziba Naczelnej Organizacji Technicznej - Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych. Przez ulicę Garncarską biegła linia tramwajowa kierunku koszar, a przez kilkanaście lat także trolejbusowa. (sten)



    Tu mieszkam

    Kazimierz Przydacz, emeryt

    - Mieszkam tu od kilku lat. Przyjemnie mi tu jest. Sąsiedzi są mili, a dzieci mają ładny plac zabaw. Mam piękny widok na rzekę. Zawsze można też wybrać się na spacer do Parku Kultury i Wypoczynku. Cieszy mnie to, że większa część ścieżek w parku została odnowiona. Szkoda tylko, że zapomniano o tej przy moście Zamkowym. Dużym utrudnieniem są też nieprzemyślane przejścia dla pieszych z sygnalizacją świetlną.

    Karol Piekac, student

    - Cieszę się, że mieszkam na ulicy Garncarskiej, mimo że nie znajduje się w centrum. Na szczęście przejeżdża przez nią wiele autobusów. Ponadto w pobliżu jest kilka ciekawych lokali. Lubię wybrać się do kręgielni, Herbaciarni, czy na spacer nad rzekę. Przeszkadza mi widok meneli. Największym minusem jest ciągły hałas. Nic przecież nie mogę poradzić, bo mieszkam w końcu przy drodze wyjazdowej.

    Janina Raj, emerytka

    - Mam tu ładne mieszkanie i zadbaną klatkę schodową. Dla mnie więc mieszkanie tu jest przyjemnością. Stosunki między sąsiadami są dobre. Lubię też sprzedawców z pobliskich sklepików. Najchętniej na spacery wybieram się nad rzekę i do parku. Przeszkadza mi jazgot za oknami. Najgorzej jest kiedy przejeżdżają tiry. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie w Słupsku obwodnicy. Póki co przydałyby się bariery dźwiękoszczelne.

    Tu pracuję

    Aleksander Geńsla, pracownik zakładu szewskiego

    - Zakład, w którym pracuję, istnieje tu od 34 lat. Przez ten czas mogłem więc zaobserwować, jak ta ulica zmienia się na lepsze z roku na rok. Mieszkańcy muszą być zadowoleni, bo ich bloki zostały odnowione. Mają też blisko do parku. Brakuje mi przystanku autobusowego. Często spotyka się tu osoby pijące tanie wina. Do zakładu próbowano się włamać już kilka razy. Zdarzały się też powybijane szyby.

    Przemysław Wąsik, pracownik kwiaciarni

    - Dla mnie to zbyt ruchliwa ulica. Drażnią mnie przejścia dla pieszych, gdzie światło zielone dla przechodniów trwa niecałą minutę. Plusem jest bliskie usytuowanie parku. Chciałbym, aby w przyszłości powstał tu parking, bo dostawcy nie mają gdzie postawić samochodów. Nie raz zdarzyło się, że któryś z dostawców dostał mandat za złe parkowanie.

    Małgorzata Tołoczko, właścicielka sklepu warzywniczego

    - Nie wyobrażam sobie mieć sklepu w innym miejscu niż tu. Przez lata zdążyłam już zaprzyjaźnić się z mieszkańcami. Chciałbym, aby usunięto kilka zakazów postoju, bo trudno blisko znaleźć parking. Nie tylko ja, ale także inni sprzedawcy narzekają na problemy z dowozem towarów, który, aby nie dostać mandatu, trzeba przynosić z parkingu przy ulicy Wiejskiej.

    Marcin Markowski
    redakcja@gp24.pl

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo