Życie i zdrowie dzieci było zagrożone

    Życie i zdrowie dzieci było zagrożone

    Bogumiła Rzeczkowska

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Irena Breguła w pracy.

    Irena Breguła w pracy. ©Justyna Wawak

    Sześć punktów karnych i 200 złotych mandatu - na tyle wyceniła słupska policja potrącenie pani "anioł".
    Irena Breguła w pracy.

    Irena Breguła w pracy. ©Justyna Wawak

    Pani przeprowadzała dzieci przez pasy. O zagrożeniu życia uczniów w raportach nie wspomniano.

    12 grudnia ub.r. dla Ireny Breguły był zwyczajnym dniem pracy. O godz. 11.30 w czasie długiej przerwy pani "anioł" przeprowadzała dzieci przez jednię. Pani Irena ze znakiem STOP weszła na przejście dla pieszych z grupą trzecio- i czwartoklasistów.

    Jadące od strony ulicy Sobieskiego samochody zatrzymały się - relacjonuje Irena Breguła.
    - Rozglądałam się w obie strony i nagle poczułam uderzenie w lewy bok i niesamowity ból. Zanim upadłam na jezdnię, zdążyłam zasłonić dzieci. One szybko przebiegły i stanęły roztrzęsione na chodniku.

    Kobieta wstała o własnych siłach, usiadła na pobliski murek. Według pokrzywdzonej, jadąca wrzosowym maluchem kobieta zatrzymała auto dopiero za przejściem.

    - Wychyliła głowę i powiedziała: bardzo panią przepraszam, to moja wina - twierdzi Irena Breguła. - Ale od razu odjechała i skręciła w boczną uliczkę. Wtedy ktoś wezwał pogotowie i policję. Karetka zabrała mnie do szpitala.

    Prześwietlenie nie wykazało żadnych złamań. Pokrzywdzona dostała skierowanie do lekarza rodzinnego. - Policja przywiozła mnie ze szpitala przed szkołę. Byłam cała obolała. Powoli wychodziły siniaki. Dostałam dziewięć dni zwolnienia lekarskiego.
    Pani Irena ma żal, że po zdarzeniu nikt z nią nie kontaktował się - ani kierująca, ani policja. I nie wie, jak ma dochodzić odszkodowania.

    Jak poinformował nas Jacek Bujarski, rzecznik słupskiej policji Kierowca - 69-letnia Iwona M. została ukarana 200-złotowym mandatem i sześcioma punktami karnymi. Policja skwitowała zdarzenie jako kolizję, a w dokumentach sprawy nie ma śladu, że Irena Breguła - zawodowy "anioł" - właśnie przeprowadzała dzieci przez jezdnię.

    - Bo liczy się skutek - wyjaśnia Marek Komodołowicz, szef słupskiej drogówki. - Tylko ta pani została potrącona, dzieci nie ucierpiały. W takich sytuacjach od opinii lekarza zależy, czy robimy z tego kolizję, czy wypadek. Jeśli obrażenia powodują rozstrój czynności ciała na czas poniżej siedmiu dni to kolizja. Jednak jeśli później okaże się, że pokrzywdzony choruje dłużej, to prowadzimy sprawę jako wypadek. Ta pani powinna nam to zgłosić. Będzie też mogła ubiegać się o odszkodowanie z OC kierowcy.

    Według Komodołowicza, za spowodowanie kolizji sześć punktów karnych to obowiązująca stawka. Szef drogówki nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego kierującej kobiety nie ukarano 8 punktami za nieustąpienie pierwszeństwa pieszym na przejściu i 6 punktami za niedostosowanie się do poleceń "anioła", czyli osoby uprawnionej do kierowania ruchem.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (10)

    Wszystkie komentarze (10) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo