Prezentujemy słupską ul. Kilińskiego

    Prezentujemy słupską ul. Kilińskiego

    archiwum

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Ulica Kilińskiego, w tle budynek dawnego browaru.

    Ulica Kilińskiego, w tle budynek dawnego browaru. ©Fot. Łukasz Capar

    Ulica Kilińskiego to jedna z najbardziej znanych, nie tylko wśród słupszczan, ulic miasta.
    Ulica Kilińskiego, w tle budynek dawnego browaru.

    Ulica Kilińskiego, w tle budynek dawnego browaru. ©Fot. Łukasz Capar

    Czekamy na zgłoszenia

    Czekamy na zgłoszenia


    Raz w tygodniu na naszych łamach prezentujemy słupskie ulice. Czekamy na Państwa zgłoszenia. Jeśli chcecie zaprosić nas na swoją ulicę i pochwalić się nią, pokazać jej wady, dzwońcie pod numer tel. 059 848 81 53. Dotychczas byliśmy już na ul. Wiatracznej, al. 3 Maja, ul. Długiej, Sierpinka, Mostnika, Sportowej, Morcinka, Piotra Skargi, Szczecińskiej, górnej, Mickiewicza, Szarych Szeregów, Wolności, Partyzantów, Grottgera, Garncarskiej, Grunwaldzkiej, Krzywoustego, Owocowej, Lutosławskiego, Banacha, Kopernika, Hubalczyków, Szafranka i Westerplatte. W następnym tygodniu opiszemy ul. Armii Krajowej.



    Wszystko dzięki Szkole Policji i mieszczącemu się tu niegdyś browarowi. Lokatorzy nie czują się jednak z tego powodu wyróżnieni. Mieszkają w zaniedbanych kamienicach, a ich dzieci nie mają gdzie się bawić.

    Ulica Kilińskiego, mimo że mieści się dość blisko centrum, niezbyt często jest odwiedzana przez ekipy remontowe, które odnawiają stare kamienice.

    - Niektóre z bloków są ładnie zdobione sztukaterią - przyznaje Wiesław Koczyński, były mieszkaniec. - Mieszkałem tu wiele lat i nigdy nie odnowiono żadnego bloku. Wciąż jest tak samo. Ulica niszczeje w oczach. Żaden z budynków nie został nawet ocieplony. Nie raz spotykam sąsiadów, którzy skarżą się, że w ich domach na ścianach pojawia się grzyb i wilgoć. Do tego zapomina się o dzieciach, bo nie ma nawet jednego porządnego placu zabaw.

    Budynki odstraszają nie tylko z zewnątrz. Klatki schodowe są w równie opłakanym stanie. Tylko niektóre kamienice mają zainstalowane domofony, które utrudniają wejście obcym osobom.

    - Codziennie na mojej klatce schodowej leży mnóstwo śmieci - skarży się Barbara Jastron, mieszkanka. - Najczęściej są to butelki po tanim winie. Zdarza się nawet, że tutejsi pijacy traktują nasze klatki schodowe za darmowe szalety miejskie. Niekiedy zdarza mi się wdepnąć rano w kałużę moczu. Nie wspominając już o okropnym fetorze.

    Tu znajduje się ul. Kilińskiego


    Wyświetl większą mapę

    Ulica z procentami

    Niegdyś na ulicy mieściło się kilka browarów. Najbardziej znanym był Stern, który prosperował na tyle dobrze, że właściciel Richard Haydemann, postanowił otworzyć dużą fabrykę. Na początku XX wieku stworzył linię butelkową napędzaną maszyną parową. Jego piwo było znane na całym Pomorzu oraz zdobywało międzynarodowe nagrody.

    W 1912 roku na terenie Sterna odkryto źródła wody. Dzięki temu browar zaczął sprzedawać także wodę mineralną. Firma działała z powodzeniem przez kilkadziesiąt lat.

    Innym browarem na ul. Kilińskiego była Korona. Browar ten znajdował się na terenie dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 7. Produkował piwo jasne i mocne typu koźlak, Kronennbock. Jego właścicielem był Louis Mundt, który próbował także wyprodukować piwo ryżowe. Gdy wycofał się z biznesu, stworzył rower wodny, którym po Słupi można było dopłynąć do Ustki.

    Najlepsze wytrawne i półsłodkie

    Dziś przy ulicy Kilińskiego nie ma już żadnego browaru. Jest za to jedyny w mieście sklep winiarski. Sklep Wina Świata istnieje tu od ośmiu lat i oferuje swoim klientom wina nawet z najbardziej oddalonych krajów.
    - Mimo to wciąż najchętniej kupowane są wina z Francji, Włoch czy Hiszpanii - tłumaczy Agnieszka Zarzycka, sprzedawczyni.

    - Zdarza się, że przyjeżdżają do nas klienci spoza Słupska. Można u nas kupić nie tylko najlepsze wina, ale także inne trunki. W tej chwili najdroższy jest koniak Hennessy, który kosztuje 1600 złotych. Za wina trzeba zapłacić od kilkudziesięciu do około 600 złotych.

    Policja przy podstawówce

    Jedynym plusem ulicy wydaje się być bliskie położenie podstawówki. Szkoła Podstawowa nr 7 im. Władysława Broniewskiego istnieje tu od 1955 roku. Początki nie były łatwe. W Słupsku brakowało nauczycieli, dlatego wielu pierwszych nauczycieli przeszło tu ze Szkoły Podstawowej nr 6.

    W 1997 roku uczniom udało się nawet pobić rekord Guinnessa w długości łańcucha choinkowego, który był dłuższy od dotychczasowych rekordzistów o 100 metrów i wynosił po rozłożeniu prawie 156,5 kilometrów. - Staram się zawsze zapewniać podopiecznym wiele atrakcji - tłumaczy Jacek Koryczan, dyrektor szkoły. - Zapraszam teatry z całego kraju lub organizuję przedstawienia. Jednym z ostatnich był pokaz tańca break dance, który bardzo podobał się uczniom.

    Tuż za podstawówką znajduje się I Społeczne Liceum Ogólnokształcące, w którym mogą się uczyć także dorośli.

    Nieco dalej mieści się umowny symbol tej ulicy, czyli Szkoła Policji. To właśnie z nią głównie kojarzona jest ul. Kilińskego. Początki słupskiej Szkoły Policji sięgają połowy lat 40. ubiegłego wieku. W czerwcu 1945 roku komendant główny MO polecił utworzyć w Słupsku Centrum Wyszkolenia Milicji Obywatelskiej. W latach 90. zmieniła ona nazwę na Szkołę Policji. Placówka zachowała swój merytoryczny profil i do tej pory specjalizuje się w kształceniu policjantów służby prewencyjnej.

    Most Kaszubski, początek XX wieku.
    (fot. archiwum)

    Historia ulicy

    Ulica Jana Kilińskiego w przeszłości nosiła nazwy Lazaretowej, potem Prezydenckiej, a od 1926 roku, kiedy to do Słupska przyjechał prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg, nosiła jego nazwisko. Dawniej ulica słynęła z browarów, tu znajdował się browar Korona, a także Stern (od 1872 rok). Po wojnie była to Browarnicza Spółdzielnia "Praca". Obecnie niestety od lat browar jest zamknięty po przejęciu go przez "Brok". Po wojnie ponurą sławę ulica zyskała dzięki umiejscowieniu tutaj katowni UB (przed wojną znajdował się tutaj Urząd Zaopatrzenia). Obecnie w budynku przypominającym zamek znajduje się I Społeczne Liceum Ogólnokształcące. Przy ulicy Kilińskiego znajduje się także Szkoła Podstawowa nr 7 (budowę gmachu rozpoczęto w 1955 roku), a także Szkoła Policji (dawniej jako Centrum Wyszkolenia Milicji Obywatelskiej). Przez ulicę Kilińskiego (od ul. Partyzantów do ul. Kaszubskiej) biegła też linia tramwajowa w kierunku stadionu.

    (sten)



    Tu mieszkam, ul. Kilińskiego
    (1) Irena Krzyżanek,
    emerytka
    - Mieszkam na tej ulicy od 1982 roku. Trochę za mało się tu zmienilo przez wszystkie lata. Inne ulice w centrum miasta zostały już dawno odnowione, a Kilińskiego jak była przytłaczająca, tak jest do tej pory. Chciałbym, żeby kiedyś powstał tu jakiś park lub kwiecisty skwer, gdzie mogłabym usiąść na ławce i odpocząć. Nie narzekam na dojazd, bo stąd wszędzie jest blisko nawet piechotą. Przydałoby się miejsce, gdzie moglibyśmy pospacerować, bo ulica jest blisko cmentarza, przez co jest też dość ruchliwa.
    (2) Ryszard Sikorski,
    filmowiec
    - To bardzo specyficzna ulica, bo wybudowane tu kamienice stoją na palach. Kiedyś w tym miejscu były bagna. Dlatego chciałbym, żeby postawiono tu znaki ograniczające prędkość pojazdów. Za każdym razem, kiedy przejeżdża samochód ciężarowy, moja podłoga drga i trzęsą się przedmioty w domu. W czasie silnych deszczów zawsze mamy podmokłe piwnice. Zdarzało się nawet, że zalewało je, a poziom wody sięgał nawet półtora metra. Przez to nie mam nawet gdzie trzymać rowerów. Nie podoba mi się to, że mieszkańcy Słupska i słuchacze Szkoły Policji stawiają auta na parkingu przeznaczonym dla mieszkańców.
    (3) Laura Brysik,
    gimnazjalistka
    - To jedna z brzydszych i najmniej zadbanych ulic w mieście. Jedynym plusem jest to, że młodsze dzieci mają blisko do podstawówki. Sama muszę iść do gimnazjum aż na ulicę Lotha. Nie ma też żadnych atrakcji dla młodzieży. Najczęściej spotykam się ze znajomymi na ulicy Słowiańskiej, bo tam jest boisko. Niektórzy grają też na boisku podstawówki, ale mi się ono nie podoba, bo jest zniszczone. Żadnych udogodnień dla mieszkańców raczej tu nie ma. Dobrze, że chociaż na przejściu dla pieszych nie trzeba długo czekać, bo światło szybko zmienia się na zielone.
    (4) Katarzyna Zaborowska,
    uczennica
    - Ta ulica ma dużo plusów. Najbardziej cieszy mnie to, że mam blisko do szkoły. Placów zabaw może nie ma, ale za to dość niedaleko jest ładny park nad stawkiem, gdzie przyjemnie jest posiedzieć i rozmawiać z koleżankami. Do tego zbudowano tam bardzo ładną fontannę, strzelającą w górę strumieniem wody. Trochę brakuje mi tu pizzerii, ale to nie problem, bo niedaleko, w centrum, jest wiele lokali gastronomicznych. Szkoda tylko, że mimo znajdującej się tu Szkoły Policji nie czuję się bardziej bezpieczna niż w innych częściach miasta.
    (5) Anna Borek,
    handlowiec
    - Bardzo przyjemnie mi się tu mieszka, pomimo tego, że ulica jest dość ruchliwa. Mieszkania są duże i przestronne, więc mieszkańcy raczej nie narzekają. Ulica nie znajduje się w centrum miasta, ale i tak jest wszędzie blisko. Chciałabym, żeby w niedalekiej przyszłości powstało tu nieco więcej sklepów, bo teraz jest tylko kilka spożywczych. Po wszystkie zakupy trzeba chodzić na ulicę Kopernika lub na targowisko przy ulicy Wolności. Najlepiej, gdyby powstała w pobliżu jakaś galeria handlowa.
    (6) Justyna Świacka,
    technik gastronomii
    - To jedna z najbardziej niebezpiecznych ulic w mieście. Strach puszczać tu dzieci same na podwórko. Jedyne piaskownice, jakie pozostały, są zanieczyszczone psimi odchodami. Codziennie stoją grupy młodych osób w klatkach schodowych. Zdarza się, że piją alkohol. Większość klatek nie ma domofonów, więc pijaki wykorzystują je jako darmowe toalety. Nie odstrasza ich nawet bliskie sąsiedztwo policji. Wszystkie bloki są w opłakanym stanie. Elewacje większości z nich dosłownie sypią się na głowy przechodniów.
    (mm, fot. jw)
    Tu pracuję, ul. Kilińskiego

    Agnieszka Zarzycka, ekspedientka
    - Ulica Kilińskiego nie różni się niczym szczególnym od innych ulic w mieście. Jak wszędzie, tu także jest dość szaro i ponuro. Widać, że kamienice nie były od dawna odnawiane. Przydałoby się odremontować elewacje, bo niektóre z budynków są całkiem ładnie zdobione. Jedynym plusem mieszkania tu jest niewielka odległość od centrum. Mieszkańcy mają też kilka sklepów ogólnospożywczych. Poza tym dzieci mieszkające tu mają blisko do szkoły. Trudno jest mi powiedzieć, czy jest tu bezpiecznie, bo przebywam na ulicy tylko w godzinach otwarcia sklepu.

    Anna Gliszczyńska, pracownik biblioteki
    - Miejsce nie należy do atrakcyjnych. Kamienice są w opłakanym stanie. Wszędzie widać odpadający tynk. Dziwi mnie stan jezdni na tak zaniedbanej ulicy. Jest ona w dość dobrym stanie. Gorzej jest tylko na moście. Po każdym deszczu są tam dość duże kałuże. Niestety, nie ma się tam gdzie schować, więc nie raz widziałam, jak uczniowie ochlapywani byli przez kierowców. Nie chciałabym tu mieszkać, bo to bardzo zatłoczona ulica. Mieszkańcy z pewnością słyszą w domach samochody. Dobrze, że przed szkołą są barierki ochronne. Dzięki nim dzieci nie przebiegają przez jezdnię.

    Małgorzata Warmińska, pedagog
    - To bardzo specyficzna ulica. Nie mieszkają tu bogaci ludzie. Są tu od pokoleń i wszyscy dobrze się znają. Wielu mieszkańców jest bezrobotnych. W nawierzchni jezdni w niektórych miejscach są koleiny lub dziury, przez co nie raz zostałam ochlapana. Wydaje mi się, że drogowcy powinni wymienić kostkę brukową na moście, bo jest ona bardzo śliska. Wciąż słyszę też, jak przechodnie narzekają na zbyt wąskie chodniki. Największym problem uczniów dojeżdżających do szkoły jest brak wiaty na przystanku, a niektórzy z naszych podopiecznych dojeżdżają do szkoły z Siemianic.

    Leokadia Piechociak, dba o bezpieczeństwo dzieci
    - Cieszę się, że mogę tu pracować, bo zarówno uczące się tu dzieci, jak i mieszkańcy są dla mnie bardzo mili. Największą zmorą ulicy są bezmyślni, śpieszący się wszędzie kierowcy. Nie raz już miałam do czynienia z nieodpowiedzialnymi kierowcami, głównie ciężarówek. Ostatnio jeden z prowadzących samochód nie zatrzymał się na mój znak oraz przejechał, choć miał czerwone światło. Innym razem kierowca jechał tak szybko, że zahaczył o mój znak "stop", którym sygnalizuje, by ktoś się zatrzymał. Tutejsi kierowcy to dla mnie prawdziwy horror, ale nie chcę narzekać.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (4)

    Wszystkie komentarze (4) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo