Klient walczy z Polską Telefonią Cyfrową

    Klient walczy z Polską Telefonią Cyfrową

    Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Andrzej Sadoczyński z dokumentami od Ery.

    Andrzej Sadoczyński z dokumentami od Ery. ©Łukasz Capar

    Jeśli ci ukradną telefon komórkowy, możesz wpaść w spore tarapaty. Nawet wtedy, gdy natychmiast zgłosisz sprzedawcy, że go straciłeś.
    Andrzej Sadoczyński z dokumentami od Ery.

    Andrzej Sadoczyński z dokumentami od Ery. ©Łukasz Capar

    Przekonał się o tym Andrzej Sadoczyński z Dębnicy Kaszubskiej.

    W marcu ub. roku pan Andrzej zostawił swój telefon komórkowy w samochodzie. Przez roztargnienie nie zamknął szyby w aucie. Gdy wrócił, telefonu już nie było. - Wiedziałem, że w tej sytuacji należy zgłosić kradzież w salonie sprzedaży, tym bardziej, że na karcie miałem jeszcze impulsy za 260 złotych, których nie zdążyłem wykorzystać - mówi pan Andrzej.

    - Zrobiłem to w salonie przy ulicy Wojska Polskiego. Sprzedawca powiedział, że nie ma sprawy. Zablokował telefon, zaproponował mi nowy i podpisanie nowej umowy. Zgodziłem się na to.

    Era liczy kary

    Po trzech miesiącach okazało się jednak, że sprawa jest, bo pan Andrzej otrzymał od Polskiej Telefonii Cyfrowej, właściciela sieci Era, informację, że ma zapłacić karę za niedoładowanie poprzedniego telefonu. W sumie ponad 700 złotych. - To był dla mnie szok. Zacząłem sprawdzać, co się stało - relacjonuje pan Andrzej.

    - W innych salonach sprzedaży usłyszałem, że nie musiałem podpisywać nowej umowy. Wystarczyło, żebym otrzymał duplikat telefonu i wtedy kontynuowałbym pierwszą umowę. Wyszło na to, że świadomie wprowadzono mnie w błąd. Pan Andrzej uznał, że będzie walczył o prawdę. - Mam tylko 600 złotych renty. Nie stać mnie na tak wysokie kary. Dlatego robiłem wszystko, aby nie mieć kłopotów - wyjaśnia.

    Tymczasem Era naliczyła mu kolejne kary za niezapłacone faktury. Zaczął więc szukać wsparcia u powiatowego rzecznika konsumentów, który był przeświadczony, że pan Andrzej ma rację. Nic jednak nie wskórał, bo departament windykacji PTC stanął na stanowisku, że po kilku miesiącach nie da się udowodnić, czy pan Andrzej został wprowadzony w błąd.

    Sprawa trafiła także do gdyńskiego oddziału Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który dążył do rozstrzygnięcia polubownego tego konfliktu. PTC jednak nie zdecydowała się na rozpatrzenie sprawy przez sąd polubowny. Uznała, że pan Andrzej nie reagował na jej wezwania do uiszczenia naliczonej mu kary w ratach.

    Pieniądze albo sąd

    W efekcie pod koniec maja br. pan Andrzej otrzymał od PTC ostateczne wezwanie do zapłaty należności i karnych odsetek. Jeśli tego nie zrobi, trafi do Krajowego Rejestru Długów oraz Europejskiego Rejestru Informacji Finansowej. Jego wierzytelności mogą być także sprzedane firmie windykacyjnej, a sprawa może trafić do sądu.
    Dlatego pan Andrzej, którego nie stać na pokrycie blisko 800 złotych wierzytelności, przyszedł do naszej redakcji. Skontaktowaliśmy się z biurem prasowym PTC, które przeanalizowało sytuację abonenta.

    Nie ma wyjątków

    - Nie możemy zmienić naszego stanowiska, bo inaczej musielibyśmy podobnie potraktować wielu innych klientów - powiedziała nam Agata Habel z biura prasowego PTC.

    Jednak ostatecznie poinformowała nas, że Era zgodzi się ponownie na rozłożenie należności na 10 rat. Pierwszą w wysokości 155,47 zł pan Andrzej ma zapłacić do końca czerwca. Pozostałe 9 rat będzie płacił co miesiąc w wysokości 70 złotych. - Jeśli abonent nie przyjmie tych warunków, to na nowo otrzyma ostateczne wezwanie do zapłaty - dodaje Habel.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (12)

    Wszystkie komentarze (12) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo