Spółdzielnia zamyka bramę przed przedsiębiorcą

    Spółdzielnia zamyka bramę przed przedsiębiorcą

    Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Andrzej Grzybowski przy bramie, która może doprowadzić do upadku jego firmę.

    Andrzej Grzybowski przy bramie, która może doprowadzić do upadku jego firmę. ©Fot. Łukasz Capar

    Andrzej Grzybowski ze Słupska boi się bankructwa. Spółdzielnia Czyn chce zamknięcia bramy, przez którą klienci dojeżdżają do jego zakładu.
    Andrzej Grzybowski przy bramie, która może doprowadzić do upadku jego firmę.

    Andrzej Grzybowski przy bramie, która może doprowadzić do upadku jego firmę. ©Fot. Łukasz Capar

    Andrzej Grzybowski od 20 lat prowadzi działalność gospodarczą w podwórku kamienic przy ul. Wileńskiej 12 i 12a. Najpierw obsługiwał punkt serwisowy firmy Polar. Później wykupił od tej firmy budynek i rozwinął działalność, świadcząc także usługi związane z klimatyzacją.

    - Od pewnego czasu mam coraz większe problemy z mieszkańcami budynków spółdzielczych - opowiada Grzybowski. - Ciągle mają o coś pretensje, a gdy odmówiłem zgody na ustawienie pod moimi oknami śmietników, usłyszałem, że mnie tu nie chcą.

    Szybko okazało się, że to nie są tylko pogróżki. Spółdzielnia zaczęła wygradzać działkę, a niedawno zainstalowano także bramę od strony wjazdu z ulicy Wileńskiej, jedynego dojazdu prowadzącego do zakładu Grzybowskiego.

    - Boję się, że niedługo zostanie ona zamknięta na klucz, a wtedy stracę klientów. Wystąpiłem już nawet do spółdzielni o zgodę na wjazd dla mnie i moich klientów. Dostałem odpowiedź negatywną - relacjonuje Grzybowski.

    Słupszcznin próbował nawet interweniować u prezydenta Słupska w tej sprawie, ale usłyszał, że to nie jest problem ratusza, ale sprawa między nim a spółdzielnią. Jednocześnie dowiedział się, że zgodę na zainstalowanie bramy wydał wojewoda pomorski.

    - Nie chcemy nikogo niszczyć, ale musimy realizować wolę mieszkańców spółdzielni - tłumaczy z kolei Halina Ignacik, członek zarządu SM Czyn.
    - Członkowie spółdzielni zdecydowali o wygrodzeniu ich działki. W ten sposób chcą poczuć się bezpieczniej. Problem w tym, że do zakładu pana Grzybowskiego przyjeżdża wiele samochodów, które zajmują miejsca do parkowania mieszkańców budynków. Poza tym - jak mówią spółdzielcy - pan Grzybowski myje na podwórku samochody i prowadzi codziennie bardzo długo swoją działalność. To przeszkadza mieszkańcom.

    Ignacik przyznaje, że słupski ratusz nie chciał dwa razy wydać pozwolenia na zamknięcie podwórka bramą. Zgodził się na to wojewoda pomorski.

    - Działaliśmy zgodnie z prawem. Decyzja jest ostateczna - podkreśla Ignacik. - Szkoda, że pan Grzybowski nigdy nie zwrócił się do nas, aby zorganizować spotkanie ze spółdzielcami. Może powinien zacząć od tego, a nie biegać ze skargami do różnych instytucji - sugeruje Ignacik.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (8)

    Wszystkie komentarze (8) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo