Słupszczanka czuje się oszukana przez Neonet - Kupiłam nową,...

    Słupszczanka czuje się oszukana przez Neonet - Kupiłam nową, zepsutą lodówkę

    Fot. Łukasz Capar

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Wioletta Rządkowska przy nowej, ale niesprawnej lodówce.

    Wioletta Rządkowska przy nowej, ale niesprawnej lodówce. ©Fot. Łukasz Capar

    Nasza Czytelniczka ze Słupska kilka dni temu kupiła lodówkę. Po dostarczeniu urządzenia do domu okazało się, że jest zepsuta.
    Wioletta Rządkowska przy nowej, ale niesprawnej lodówce.

    Wioletta Rządkowska przy nowej, ale niesprawnej lodówce. ©Fot. Łukasz Capar

    Pracownicy sklepu odmówili przyjęcia bubla.

    Pani Wioletta wraz z mężem postanowiła zrobić większe zakupy w słupskim Neonecie. Od razu kupili chłodziarko-zamrażarkę oraz kuchenkę gazową. - Wydaliśmy na to dużą kwotę. Oszczędzaliśmy na te zakupy przez dłuższy czas - wyjaśnia Wioletta Rządkowska.

    Państwo Rządkowscy nie sprawdzili lodówki w sklepie. Doszli do wniosku, że zrobią to w domu. Pracownicy sklepu zgodzili się na to. Nie podbili nawet gwarancji, by w razie kłopotu klienci mogli bez problemu oddać sprzęt.

    - Nie sprawdziliśmy lodówki w pierwszy dzień. Żywność włożyliśmy do niej później - dodaje pani Wioletta. - Dopiero wtedy okazało się, że zamrażalnik nie działa, a mięso całkowicie się rozmroziło.

    Pani Wioletta od razu poinformowała o tym sprzedawców i zawiozła z mężem lodówkę do sklepu. Tam jednak odmówiono jej przyjęcia z powrotem trefnego towaru. - Ekspedient powiedział, że nie może przyjąć używanej lodówki - skarży się kobieta.

    - Próbowałam go przekonać, że jedyną możliwością sprawdzenia zamrażalnika jest zamrożenie w nim jedzenia. Zdenerwowana oddałam też kuchenkę gazową, którą przyjął bez problemów.

    Pracownicy słupskiego Neonetu nie czują się winni.

    - Nie podbijamy od razu gwarancji, aby klient mógł sprawdzić dokładnie produkt w domu - wyjaśnia Krzysztof Przygoda, pracownik Neonetu. - Tę lodówkę uznaliśmy za używaną, bo była pobrudzona krwią. Poza tym klienci oddali ją dopiero po pięciu dniach. Jeśli ktoś uważa, że ma popsuty sprzęt, powinien go oddać od razu w stanie, w jakim został zakupiony.
    Ekspedienci poinformowali klientkę, że jedyną możliwością rozwiązania problemu jest oddanie lodówki do serwisu.

    - Kiedy przyszedł serwisant, powiedział, że z tak absurdalną sytuacją nigdy się nie spotkał - mówi czytelniczka.

    - Jego zdaniem sklep powinien przyjąć zepsuty towar i wymienić na nowy. Przez to czekam już kilkanaście dni i nie mam nawet gdzie trzymać jedzenia. Szczepionkę dla dziecka przechowuję w lodówce u swojej matki.

    - Pracownicy sklepu wprowadzili klienta w błąd - wyjaśnia Marek Zapolski, miejski rzecznik konsumentów. - Nie podbijając od razu gwarancji, zasugerowali, że w razie czego wymienią sprzęt lub będzie go można oddać.

    Kierownik serwisu Beko zapowiada, że postara się szybko pomóc klientce. - Już dziś lodówkę naprawią serwisanci z naszej firmy - wyjaśnia Dariusz Kępka, kierownik serwisu centralnego marki Beko. - Sprowadziliśmy odpowiednią część, która była uszkodzona. Teraz wystarczy ją tylko wymienić.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (53)

    Wszystkie komentarze (53) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo