Region > Prezesowi Radia Koszalin wszystko kojarzy się z...

    Region > Prezesowi Radia Koszalin wszystko kojarzy się z seksem

    Źródło: Gazeta Wyborcza

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Specjalistka ds. marketingu w publicznym Radiu Koszalin została przesunięta do liczenia zużycia smarów w samochodach, bo zwróciła uwagę prezesowi, żeby w pracy nie mówił ciągle o seksie - pisze dzisiejsza Gazeta Wyborcza.
    W radzie nadzorczej Radia Koszalin SA wciąż zasiadają ludzie z nadania Samoobrony, LPR i PiS.

    Adam Stacewicz, prezes i redaktor naczelny koszalińskiego radia, nigdy nie krył, komu zawdzięcza stanowisko. W wywiadzie dla lokalnej gazety mówił: "Trafiłem tu dlatego, że przyjaźnię się z Janem Łącznym [bliski współpracownik Leppera]. To człowiek, którego ja bardzo szanuję. Poznałem go jako dziennikarz na pierwszych blokadach rolniczych. On zawsze mówił, że ceni moją pracę, zawsze gratulował mi moich reportaży".

    Po odejściu Leppera z rządu Stacewicz wystarał się o poparcie PiS.

    Niegdyś pracował w publicznej telewizji, ale wyleciał po skandalu, gdy pewna kobieta zarzuciła mu, że ją pobił. W środowisku dziennikarskim ma złą opinię. Oto jedna z nich: - Stacewicz zgłosił się z sensacyjnym tematem do naszej redakcji, kiedy pracowałem w "Głosie Pomorza" - opowiada Tomasz Ogonowski, obecnie zastępca szefa TVN 24 w Szczecinie. - Zweryfikowałem jego rewelacje, okazało się, że nas oszukał, próbując załatwić swoje rodzinne sprawy naszymi rękami. Zerwałem z nim wszelkie kontakty.

    Stacewiczowi wszystko kojarzy się z seksem. Jedną z jego pierwszych decyzji było ozdobienie gabinetu prezesa dwoma płótnami. Na jednym widnieje od przodu ciało kobiety - od ud do szyi - jedynie w stringach. Na drugim - nagie kobiece pośladki.

    Otwarcie przeciwstawiła się zachowaniu prezesa pani N., specjalistka ds. marketingu w Dziale Promocji i Marketingu Radia Koszalin SA.

    - Atmosfera podtekstów seksualnych we wszystkich wypowiedziach, przy wszystkich spotkaniach przybrała rozmiary, które stały się niesmaczne - opowiada. - Odniosłam wrażenie, że ocenia się nas nie przez pryzmat umiejętności czy kwalifikacji, ale seksualności.

    N. wielokrotnie zwracała prezesowi uwagę. W maju na oficjalnym kolegium pracowników spółki oświadczyła, że jego postępowanie jest niewłaściwe. Efekt? Została odsunięta od udziału w kolegiach, a w październiku doręczono jej wypowiedzenie warunków pracy, proponując stanowisko specjalisty ds. transportu i zaopatrzenia. Za mniejsze pieniądze miałaby teraz prowadzić rejestr zużycia smarów i dbać o terminową wymianę oleju w samochodach służbowych.

    N. skierowała sprawę do sądu pracy. Pracownicy radia, którzy do tej pory milczeli, zapewnili ją, że będą świadczyć w sądzie.

    W rozmowie z "Gazetą" Stacewicz wykpiwa zarzuty: - Ta pani ma jakiś problem. W pozwie zwróciła uwagę na obrazy w moim gabinecie, które nie przeszkadzały nawet biskupowi, który u mnie gościł.

    Tymczasem cztery działające w radiu związki zawodowe protestują przeciwko polityce PiS-owskiej rady nadzorczej i Stacewicza. W liście otwartym piszą o działaniach rady, które pogorszyły sytuację finansową spółki, oraz o "powoływaniu do Zarządu RK osób z nadania politycznego, niekompetentnych, nie mających doświadczenia w zarządzaniu".

    Powołane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji rady nadzorcze publicznych rozgłośni są kadencyjne, podobnie jak sama Rada. Do ich zmiany niezbędna jest zmiana obecnej PiS-owskiej KRRiT.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo