Magazyn
Jesteś tu: Strona główna Magazyn Artykuł

Janowa Dolina - historia ukraińskiej zbrodni

Dodano: 12 grudnia 2007, 0:10

Janina Pietrasiewicz-Chudy ze Słupska otrzymała pierwszą nagrodę w konkursie na wspomnienie. Przedstawiamy cały tekst jej pracy.
Janowa Dolina posiadała własne pieniądze, ważne tylko w tej miejscowości.

Janowa Dolina posiadała własne pieniądze, ważne tylko w tej miejscowości.

Strony o Wołyniu przedwojennym

Wszystkiego o Wołyniu przedwojennym można się dowiedzieć między innymi na stronach www.wolyn.ovh.org oraz www-kresy.pl/wolyn

Konkurs ogłosił i rozstrzygnął Uniwersytet Trzeciego Wieku przy Akademii Pomorskiej w Słupsku.

W tym roku skończyłam 75 lat i gdy napisałam tę cyfrę, to się przestraszyłam, że jestem taka stara, a ja przecież tego w ogóle nie czuję. Wszystko wydaje mi się, że było to tak niedawno, ale to stwierdzenie jest też prawdopodobnie oznaką starości.
Mam opisać wspomnienia, a że wszystko zaczyna się od urodzenia, więc i ja tak spróbuję.

Urodziłam się w obecnym województwie wielkopolskim. Z tego okresu naprawdę nic nie pamiętam, chyba tylko to, że mając 4 lata zjadłam bardzo dużo maku i zasnęłam pod łóżkiem i wszyscy mnie szukali.

Moi rodzice w poszukiwaniu pracy wyjechali na drugi koniec Polski - do Wołynia, a dokładnie do Janowej Doliny. Z tego okresu zapamiętałam już dużo więcej. Nad krętym i kapryśnym Horyniem rozpoczęto budowę osiedla pracowniczego w lasach przy kamieniołomach bazaltu, dając możność pracy i egzystencji tysiącom robotników i ich rodzinom.

Budowę rozpoczęto w 1931 roku. Osiedle to (Janowa Dolina) zaprojektowane zostało w bardzo nowoczesny sposób na wzór fiński. W przyległych do kopalni gęstych lasach wytyczono przecinające się pod kątem prostym ulice równoległe względem siebie, przecięte szeroką aleją spacerową (z lotu ptaka wyglądało to jak szachownica). Między ulicami pozostawiono 250-300- metrowe odcinki lasu.

Z jednej ulicy na drugą szło się przez las chodnikiem, wzdłuż którego posadzone były na pasie zieleni krzewy róż, a za tym pasem były już tylko las i puszcza.

Ulice te nie miały nazw, oznaczone były literami alfabetu: A, B, C, D, K, Z itd. Na ulicy A były domy wszystkie jednakowe, na ulicy B inne domy, ale też jednakowe. Ulica C również miała wszystkie domy jednakowe, ale inne niż te na ulicy A lub B. Domy były 2-, 4-o lub 6-rodzinne, budowane z drzewa.

Ośrodkiem życia społeczno-kulturalnego mieszkańców był w centrum osiedla imponujący wielkością Dom Społeczny, zwany Blokiem. Mieściła się w nim sala teatralno-kinowa, hotel z restauracją oraz świetlica z biblioteką.

Blok miał kształt szerokiej litery U. W środku tej budowli znajdowały się przepiękne klomby kwiatowe, fontanna, ławeczki i alejki spacerowe.

Bezsprzecznie Janowa Dolina była chlubą polskiej działalności gospodarczo-społecznej na Wołyniu i w niejednej publikacji miejscowość ta nazywana była cudem budowlanym.

Osiedle miało szkołę, przedszkole, posterunek policji, kaplicę, boiska sportowe, trzy plaże nad Horyniem, no a przede wszystkim była tam kopalnia kamieniołomów, zakłady kruszące kamień oraz tartak. Być może, że zbyt dużo miejsca poświęcam budowie osiedla, ale na swoje usprawiedliwienie mogę podać to, że ojciec mój był budowlańcem, a tym samym częściowo twórcą tego osiedla.

W naszej osadzie mieliśmy własne pieniądze, które były ważne tylko w Janowej Dolinie. Wyjeżdżając do innego miasta, pieniądze wymieniało się w kantynie - banku na "polskie" (ja do tej pory mam taką monetę i to jest mój największy skarb).

Osada nasza przed 1939 rokiem liczyła około 4 tys. mieszkańców z czego około 2,5 tys. zatrudnionych było w kamieniołomach. Ludność zamieszkująca Janową Dolinę to w 80 procentach Polacy. Na pozostałą ludność składali się Rosjanie, Czesi i Ukraińcy.

Jednak wszystko się kończy, sielankowe życie Osiedla, zostało brutalnie przerwane najazdem wojsk i okupacją radziecką.

Pamiętam nocne "napady" NKWD na mieszkania, rewizje, a po kilku minutach całe rodziny ładowano na samochody, które wyruszały w drogę na Sybir.

Plan Janowej Doliny.

Plan Janowej Doliny.

Pamiętam ciągły strach i myśli, kiedy będzie nasza kolej, kiedy po nas przyjdą.

Wkroczenie wojsk niemieckich nie zmieniło nic na lepsze, w dalszym ciągu eksploatowano kopalnię, a gestapo "zajęło się" aresztowaniami, bo przecież tych co NKWD nie zdążyło wywieźć na Sybir, to byli na pewno komuniści.

Ileż to mieliśmy szczęścia, że rodzina to wszystko przeżyła. Gdyby Rosjanie byli tydzień dłużej, to bylibyśmy na Syberii.

Gdyby nie fakt, że ojciec mój urodził się w Niemczech, to nie wyszedłby z więzienia gestapo (urodzenie mojego ojca w Niemczech też miało bardzo negatywne skutki, bo ciągle był zmuszany przyjąć statut folksdojcza, jednak on do końca pozostał Polakiem).

Niemcy stacjonujący w Janowej Dolinie - a było ich około 100 żołnierzy - zajęli Blok. Został on obwarowany dookoła wysoką palisadą z wyciętymi w niej otworami strzelniczymi.

Nocą z 21 na 22 kwietnia 1943r. (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) o północy ze wszystkich lasów okalających osiedle wyszli Ukraińcy.

Uprzednio przerwali łączność telefoniczną z siedzibą powiatu w Kostopolu, wysadzili w powietrze tory kolejowe, mosty, a droga dojazdowa była nie do pokonania, bo leżały na niej pościnane drzewa. Otoczyli osiedle, oblewali każdy budynek naftą lub benzyną, podpalając go smolnym łuczywem od strony wejścia.

Oknami wrzucali granaty i strzelali do uciekających nieraz już bardzo poparzonych ludzi. Strzelali, zabijali siekierami, widłami lub nożami. Napastników było bardzo dużo.

My mieszkańcy ulicy K, najdalej położonej od centrum osiedla, tej nocy nie nocowaliśmy w swoich domach. Część mieszkańców spała w centrum u rodziny, znajomych. My tj. mój ojciec i ja nocowaliśmy w kotłowni w Bloku. Mój ojciec znał język niemiecki i budował palisadę wokół Bloku. Dlatego pozwolono nam i paru innym rodzinom nocować w tej kotłowni.

Lipniki (pow. kostopolski) 1943 r. Zwłoki zamordowanych Polaków.

Lipniki (pow. kostopolski) 1943 r. Zwłoki zamordowanych Polaków. (fot. internet)

Moja matka rano 21 kwietnia wyjechała do rodziny do Równego odwieźć na "przechowanie" moją małą siostrzyczkę i miała wrócić następnego dnia. W nocy jednak obudziły nas huki strzałów i straszne krzyki.

Ukraińcy próbowali podpalić - i zdobyć również blok - siedzibę Niemców i główny punkt obrony. W pewnej chwili usłyszałam "Iwan chody siuda ja uże tut". Trudno ten wrzask zapomnieć.

Jednemu Ukraińcowi udało się najprawdopodobniej "przeskoczyć" palisadę. Atak został odparty, ludność cywilna przebywająca na terenie Bloku otrzymała od Niemców broń. Spoza obwarowanego drewnianymi palisadami obszaru, otworzyła zmasowany ogień z broni maszynowej, strzelając do wszystkiego, co się ruszało.

Ludzie uciekali z płonących domów w kierunku Bloku (gdzie uważali, że znajdą ochronę) i ginęli od kul niemieckich, a może też kul rodaków. Ci, którym nie udało się opuścić domów w przerażeniu, chowali się w piwnicach, mając nadzieję, że ogień nie przedostanie się do podmurówek.

Z tych ludzi nikt nie ocalał. Żar i dym był tak wielki, że udusili się, zostali spaleni na węgiel lub po prostu upieczeni. Stan oblężenia i masakry trwał aż do świtu.

Nadjechały posiłki niemieckie z Kostopola - drogą, z której trzeba było najpierw usunąć leżące na niej pościnane drzewa.

Lipniki (pow. kostopolski) 1943 r. Zwłoki zamordowanych Polaków.

Lipniki (pow. kostopolski) 1943 r. Zwłoki zamordowanych Polaków. (fot. internet)

Rano ruszyły patrole niemieckie na rozpoznanie terenu, złapano kilku ukraińskich bandytów, którzy furami przyjechali po "dobra" Lachów. Mój ojciec jako, że znał język niemiecki, jak również ukraiński (prowadząc budowle, zatrudniał Ukraińców, był nawet przez nich lubiany, bywał na ślubach, chrzcinach swoich pracowników) był tłumaczem, ja trzymałam się jego spodni i te największe tragedie widziałam.

Pamiętam małe dzieci nadziane na pale na Alei Spacerowej. Całe rodziny z nożami w plecach leżące w krzakach, spalone moje koleżanki. Opisem ogromu tej tragedii jest fragment wiersza nieznanego mi autora.

"Oczy wykuwano, piersi obcinano
i głową na dół na drzewach wieszano
Bulbowcy swe plany spełnili
Nas z naszych domów wypędzili".

Gdy ucichły strzały w pierwszej kolejności zajęto się rannymi, których umieszczono w Bloku. Widok był przerażający: jedni czarni, poparzeni, inni pokaleczeni, cali zbryzgani krwią, leżeli jeden przy drugim na gołej podłodze, jęcząc z bólu, błagając
o pomoc lub łyk wody.

Pozostała przy życiu jedna pielęgniarka była bezradna wobec tylu rannych, braku leków, chociażby tych, które uśmierzają ból. Pomoc ograniczała się do podawania wody.

Nie wiem, czy to "dobre" serce Niemców, czy może strach przed Bogiem, a może jeszcze coś zupełnie innego było powodem, że ranni tego samego dnia zostali odwiezieni samochodami wojskowymi do Kostopola.

Byłam w jednym z tych samochodów. Pamiętam, jak ukryci za drzewami bandyci strzelali do nas, mimo że samochody były oznaczone czerwonym krzyżem. Lęk dzieciństwa to tylko dwa słowa, ale do dnia dzisiejszego nie opuszczają mnie. Gdy jadę nocą samochodem, to nie wiem, kiedy z siedzenia zsuwam się na podłogę i nadsłuchuję, czy gdzieś nie słychać świstu kul.

Ci, co pozostali przy życiu, wykopali jeden bardzo długi grób, gdzie stał krzyż. Było to miejsce przeznaczone na budowę przyszłego kościoła. Pamiętam ten grób. Tę straszną "kupę" ludzkich ciał, popalonych, pomordowanych, wśród których były kobiety i dzieci. Według różnych źródeł dostępnej mi literatury, podawana jest liczba pomordowanych od 900 do 2000 ludzi.

Zarząd i pracownicy kamieniołomów bazaltu w Janowej Dolinie. Rok 1934.

Zarząd i pracownicy kamieniołomów bazaltu w Janowej Dolinie. Rok 1934.

Nie mogę pominąć historii krzyża. W 1938 roku zapadła decyzja budowy kościoła. Miejsce zostało wybrane, poświęcone i postawiono krzyż. Władze sowieckie swe rządy rozpoczęły od wydania rozkazu usunięcia stojącego krzyża. Nikt z Polaków tego rozkazu nie chciał wykonać.

Rosjanie wpadli więc na pomysł, aby ścinać drzewa wokół krzyża i któreś spadające drzewo upadnie na krzyż i "problem" zostanie rozwiązany. Drwale ścinali drzewa, ale one padały w różny sposób i żadne z nich krzyża nie uszkodziło. Ludzie mówili, że to cud. Dziś nieraz zastanawiam się nad tym, czy to umiejętności drwali, czy też może faktycznie cud.

Moja rodzina ocalała, ale moja mama tej jednej nocy zupełnie osiwiała. Janowa Dolina. Ilekroć wspomnę tę nazwę, widzę oślepiającą jasność, potworny huk, trzask ognia, słyszę krzyk i jęki palonych żywcem ludzi oraz wrzaski w języku ukraińskim. Do dnia dzisiejszego każdy Wielki Piątek poświęcam pamięci pomordowanych i mimo że minęło już tyle lat zawsze w tym dniu, same płyną mi z oczu łzy.

Po tych przeżyciach wyjechaliśmy do Włodzimierza Wołyńskiego, a że opisuję nie tylko wspomnień czar, więc z tego okresu też pozostały w pamięci moim zdaniem dość ciekawe, a może zabawne historie. Byliśmy nadzy, bosi i głodni, społeczeństwo Włodzimierza pomagało nam, ale ksiądz , który przyszedł odwiedzić uciekinierów zza Buga, nie mógł dać wiary naszym słowom i uważał nas za oszustów.

Ja handlowałam - wyglądałam na dużo młodszą, dawano mi 7-8 lat, a miałam już 11. Tatuś miał możliwość kupna zapałek. Chodziłam do młyna, gdzie przyjeżdżali Ukraińcy i za każdą paczkę zapałek dostawałam jajko. W ten sposób handlowały też inne dzieci, tylko ja jedna znałam język ukraiński, więc znana byłam przez Ukraińców jako "nasza detyna".

Dzięki temu to ja pierwsza miałam zawsze sprzedane zapałki i pełen koszyk jajek. Pamiętam, jak któregoś dnia niosłam jajka w koszyku do domu i tak bardzo zmarzły mi ręce, że nawet nie poczułam, kiedy upuściłam koszyk. Płakałam,
a jeszcze bardziej płakałam w domu, że nikt na mnie nie krzyczał, tylko mnie głaskano i pocieszano, a przecież wszyscy wiedzieli, że przez tydzień będziemy głodować.

Jeszcze jedno wydarzenie utkwiło mi bardzo w pamięci.

Wracałam z ojcem do domu przez dzielnicę, gdzie jeszcze miesiąc temu było getto. Wychodzimy na ulicę, prosto na niemieckiego żołnierza, a trochę dalej stał samochód, do którego upychano złapanych Polaków. Karabinem żołnierz zaczął popychać ojca w stroną samochodu. Nie wiem, skąd w tym momencie nauczyłam się języka niemieckiego, bo powiedziałam "byte her nicht mejmen main papa".

Państwowe Kamieniołomy w Janowej Dolinie.

Państwowe Kamieniołomy w Janowej Dolinie.

Żołnierz zrozumiał, spojrzał na mnie i tak jak gdyby się uśmiechnął. Kazał (po niemiecku) ojcu odprowadzić córkę do domu i wrócić z powrotem.

Gdy chcieliśmy iść prosto, rozkazał nam iść w lewo, bo w tej stronie nie było łapanki.

Gdy bandy Ukraińców przesuwały się na zachód, uciekliśmy z Włodzimierza w obawie przed ich morderstwami. I tak w roku 1945 w lipcu znaleźliśmy się w Słupsku. Tu się uczyłam, tu wyszłam za mąż, tu zaczęłam pracować.

Mam dwoje wspaniałych dzieci - Adama i Ewę. W domu wcale nie było raju, gdyż bicie między dziećmi nie zawsze kończyło się zabawą poduszkami. Dziś moje dzieci mają swoje własne dzieci i są wspaniałymi rodzicami.

Jeśli ktoś spytałby mnie, skąd jestem, to odpowiedź jest jedna - ze Słupska. Kocham to miasto, mam tu rodzinę, dużo przyjaciół, którzy byli przy mnie w najtrudniejszych chwilach. Tu jestem szczęśliwa, prawie całe moje życie związane jest z tym miastem.

Ale tam ukochany Wołyń, tam było moje dzieciństwo i to co powinno być najpiękniejsze, zostało mi w tak brutalny sposób skradzione, pozostawiając zawsze nie zagojoną ranę w sercu.

Wspomnienia swoje piszę w miesiącu październiku, w tygodniu według naszej wiary miłosierdzia bożego i przebaczania. Bardzo mocno zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę mogła przebaczyć. Być może tak, ale nigdy nie będę mogła zapomnieć.

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Kiedy bardziej się relaksujesz?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 115.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 59 848 81 36

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy tematyczne

Serwisy społecznościowe

gp24 jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.gp24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.