dodano: 20 lutego 2010, 21:00
tagi:animalskotylęborkprzytulisko
Wciąż bez decyzji w sprawie przytuliska dla kotów w Lęborku
Nadal nie wiadomo, jakie będą losy przytuliska dla kotów, które w Lęborku chce prowadzić lokalny oddział stowarzyszenia Animals. Miasto chce przekazać teren, ale odpłatnie.
Problem z kotami w mieście powinien zostać rozwiązany – twierdzą mieszkańcy.
(Fot. Krzysztof Falcman)
W połowie ubiegłego roku władze miasta prowadziły rozmowy z miłośnikami zwierząt na temat rozwiązania problemu bezpańskich kotów. Do tej pory wałęsające psy trafiały do schroniska w Małoszycach, z którym miasto ma podpisaną umowę na ich wyłapywanie i utrzymywanie.
Tyle że do Małoszyc nie trafiają koty.
Zdaniem Animalsów liczba tych zwierząt na terenie Lęborka jest bardzo duża, a problem powinien zostać rozwiązany jak najszybciej.
Na spotkaniu urzędników z miłośnikami zwierząt zdecydowano się połączyć siły. Miasto sfinansowało zakup puszek i worków z karmą oraz leki antykoncepcyjne dla kotów. Produkty zostały przekazane przez wolontariuszy Animals osobom opiekującym się kotami. Kolejnym krokiem miała być współpraca miasta i Animalsów w powstaniu azylu dla kotów.
– Obejrzeliśmy kilka lokalizacji. Najbardziej odpowiadały nam tereny na ulicy Pionierów, niedaleko oczyszczalni ścieków – przyznaje Agnieszka Śpiewak z OTOZ Animals w Lęborku. Okazuje się jednak, że miasto zażądało za ten teren sumy, która zdaniem Animalsów jest za wysoka. – Urzędnicy chcą za dużo. My takich pieniędzy nie mamy – twierdzi Agnieszka Śpiewak.
– Gdyby Animals chciało zakupić teren na własność, to należy zastosować stawkę według wyceny niezależnego biegłego, która może wynosić w granicach 30-45 zł za metr kwadratowy – mówi Włodzimierz Klata, burmistrz Lęborka.
– Jeśli stowarzyszenie Animals zdecydowałoby się władać terenem na podstawie umowy dzierżawy, wtedy stawka miesięcznego czynszu będzie groszowa. Jak wysoka? Tego nie udało się nam dowiedzieć.
Burmistrz nie wyklucza jednak negocjacji z działaczami Animalsów. Na razie jednak konkretów w tej sprawie nie ma. Póki ich nie ma, nie rozpoczęto też zapowiadanej akcji sterylizacji kotów, której współfinansowanie miasto uzależniło od powstania schroniska.
– Schronisko z prawdziwego zdarzenia jest w Lęborku absolutnie potrzebne. My jako stowarzyszenie pożytku publicznego możemy pomóc, ale całego przedsięwzięcia nie udźwigniemy. Do tego potrzebna jest współpraca z gminą, bo rozwiązanie problemu bezdomnych zwierząt należy do zadań własnych gminy – mówi Ewa Gebert, prezes gdyńskiego oddziału OTOZ Animals.
– Spotkamy się powtórnie z władzami dla ustalenia wszystkich szczegółów dotyczących kupna tego terenu czy ewentualnej dzierżawy, a także zasad późniejszej współpracy – zapowiada Agnieszka Śpiewak z lęborskich Animalsów. – Możemy i chcemy pomóc w prowadzeniu przytuliska, ale sami nie podołamy – mówi Ewa Gebert.
Przeczytaj więcej
