101. wyprawa w plener w okolicach Ustki

    101. wyprawa w plener w okolicach Ustki

    Zygmunt Nowak redakcja@gp24.pl

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Dyżurujący na punktach uczniowie z Miastka musieli wytrzymać kilka godzin w deszczu i sztormie.

    Dyżurujący na punktach uczniowie z Miastka musieli wytrzymać kilka godzin w deszczu i sztormie.

    Zziębnięci, ale zadowoleni - tak wyglądali w sobotę uczestnicy 101. rekreacyjnej imprezy na orientację, którzy dotarli do mety w Poddąbiu.
    Dyżurujący na punktach uczniowie z Miastka musieli wytrzymać kilka godzin w deszczu i sztormie.

    Dyżurujący na punktach uczniowie z Miastka musieli wytrzymać kilka godzin w deszczu i sztormie.

    Dziękujemy

    Dziękujemy


    Dziękujemy za pomoc w organizacji imprezy: Nadleśnictwu Ustka za drewno na ognisko, Julii Pater i jej współpracownikom z zajazdu "U Julii" w Poddąbiu za wspaniałe przyjęcie z gorącą herbatką włącznie, słupskiemu PPKS-owi za transport oraz uczniom z miasteckiego Gimnazjum, którzy dyżurowali na trasie.



    Pokonaliśmy pięciokilometrową trasę z Dębiny do Poddąbia w gminie Ustka. Okazało się, że turystom ze Słupska, Dretynia, Miastka i Główczyc kaprysy sztormowej pogody niestraszne.

    - To była prawdziwa przygoda, o jakiej od dawna marzyliśmy - ocenia Stanisław Wilgosiewicz. - Na początku trasy mieliśmy dylemat, czy pójść górą, czy dołem. Część wybrała sztormową plażę i prawie kąpiel, ale żaden z nas nie żałował wyboru trasy. Rzeczywiście, widok plaży zalewanej woda nie nastrajał do spaceru nad morzem.

    Ci, którzy zdecydowali się na tę wędrówkę, musieli co chwile umykać przed falami, albo ratować się przed wodą, skacząc z kamienia na kamień.

    Dobrze, że w termosach była gorąca kawka. Pomagała
    znieść zimny, porywisty wiatr.

    - Byłam jedną z pierwszych osób, które zdecydowały się na przejście plażą, której czasami w ogóle nie było - wyjawia Aleksandra Kul. - Ale jakie mam teraz wspaniałe wrażenia, a ile jodu w sobie?!!!

    - Dobrze, że mieliśmy kawę w termosach, bo wiatr i deszcz był jak nigdy - mówi Marek Janusewicz z Główczyc. - Jak zawsze, tak i na tę imprezę stawiłem się z rodzinką. Na szczęście na mecie czekało na nas ognisko i wnętrza zajazdu "U Julii".

    Jak zwykle pierwszy na mecie był Lech Wieszun z Dretynia, który wyprzedził nawet swoją żonę Lucynę. Ponieważ obchodziliśmy Mikołajki, więc na trasie pojawili się Mikołajowie, a niektórzy - jak Teresa Janusewicz - obdarowywali nas słodkościami i prezentami.

    Turyści zasypywali nas pytaniami. Czy odbędą się kolejne imprezy z "Głosem w plener“. Odpowiadamy, że w tym roku już nie. Zatem do zobaczenia wiosną!

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo