Kret miał przynieść śmierć

    Kret miał przynieść śmierć

    Michał Kowalski michal.kowalski@gp24.pl

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Obraz ducha. Ilustracja z książki L. Turneyssena (uczeń Paracelsusa), Quinta essentia, Lipsk 1574.

    Obraz ducha. Ilustracja z książki L. Turneyssena (uczeń Paracelsusa), Quinta essentia, Lipsk 1574.

    Próżno dziś szukać lokalnych duchów, które mogłyby nas straszyć. Wiedzę o strachach regionu słupskiego zabrali dawni mieszkańcy.
    Obraz ducha. Ilustracja z książki L. Turneyssena (uczeń Paracelsusa), Quinta essentia, Lipsk 1574.

    Obraz ducha. Ilustracja z książki L. Turneyssena (uczeń Paracelsusa), Quinta essentia, Lipsk 1574.

    Legendy i mity to tradycja danej ziemi. Słupska ciągłość tradycji została przerwana w 1945 roku, kiedy dawni mieszkańcy musieli odjeść. Zabrali ze sobą dobytek, ale i rzecz najcenniejszą - kulturę. A z nią mity i opowieści - były ciekawe i na swój sposób wyjątkowe. I przede wszystkim straszne.

    Diabeł i Krummel

    Najbardziej znane obecnie opowieści o strachach z regionu słupskiego dotyczą dwóch postaci - pierwszą jest diabeł z Gardny, który ponoć założył się z lokalnym chłopkiem roztropkiem o to, że jest w stanie w ciągu jednej nocy zbudować kościół na środku jeziora. Chłopek uwierzył stawiając na szali zakładu swoją duszę.

    Diabeł rozpoczął pracę i prawie ją skończył. Chłopek był sprytniejszy - obudził wiejskiego koguta, który swoim pianiem obwieścił światu poranek. Wkurzony diabeł zburzył dopiero co postawiony kościół - teraz ma być to kamienna wyspa na środku jeziora, ponoć na jednym z kamieni jest odciśnięte kopyto diabelskie.

    Znane też jest podanie o rycerzu Krummelu, którego dusza do dnia dzisiejszego błąka się po okolicach Duninowa.

    Jego ród związany był z tą podsłupską miejscowością od XIV do XIX wieku. Bohater tej opowieści nie przykładał zbyt dużej uwagi do swojej reputacji - wiódł hulaszcze życie, do czas, gdy w amoku postanowił obrabować kościół znajdujący się na wzgórzu Rowokół.

    W chwili, gdy chciał ukraść znajdujący się tam obraz Matki Boskiej zerwała się burza. Dopiero wtedy rycerz uświadomił sobie swojego grzechy i odstąpił od niecnego postępku. Jednak nie pomogła mu nawet pielgrzymka w ramach odkupienia win do Ziemi Świętej. Jego dusza została potępiona i jak już wspomnieliśmy ponoć błąka się w okolicach Dunionowa do dziś.

    Chodź ze mną

    Mieszkańcy Provinz Pommern nie różnili się niczym od innych ziem. Wierzyli, że śmierć jest przejściem z "namacalnej rzeczywistości w bezkształtną ciemność" (jak pisał F.Adler w 1936 roku), że wszelkimi możliwymi sposobami trzeba utrudnić powracanie zmarłych z zaświatów, bo powrót raczej nie oznacza czegoś dobrego. Według lokalnych wierzeń zmarli zazwyczaj powracali po to, by załatwić niezałatwione sprawy.

    Żywych przed zmarłymi ostrzegały przede wszystkim zwierzęta. Słupski badacz kultury Walter Witt przytaczał wierzenia, według których, zwłoki każdego kto życzył źle zwierzętom, były przez nie póniej wygrzebywane po śmierci. Niemniej jednak właśnie wycie psów miało oznaczać zbliżanie się zmarłego.

    Podobnie jak pohukiwanie puszczyka. W Karzcinie pod Słupskiem pohukiwanie tłumaczono jako słowa: "Chodź ze mną". W podbytowskim Budowie puszczyk miał nieść ze sobą pewną śmierć jednego z domowników. Koło Lęborka była to gdacząca kwoka do środka domu, którą trzeba było natychmiast zabić.

    Innym zwierzęciem mającym zdolność widzenia duchów miał być koń. Jego zachowanie zawsze było przedmiotem analizy podczas pogrzebu. W Bobrownikach pod Słupskiem wierzono, że jeżeli konie, które ciągnęły karawan za bardzo rozglądały się na boki to mogło to oznaczać rychła śmierć członka rodziny zmarłego.
    Podobnie traktowano.. kreta. Przykładowo w Gogolewku, zwiastunem śmierci miał być jego świeżo wykopany kopczyk.

    Śmierć przychodziła też we śnie jako objawienie. Wspomniany Witt przytaczał opowieść chłopa z Warcimina pod Słupskiem, któremu przyśniła się jasna postać, która zapowiedziała odejście jego syna.

    Przerażenie według badaczy

    Mniej znane strachy z naszego regionu spisała znana badaczka kultury Magdalena Bonowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

    Takimi były np. zmarłe matki. Powszechnie wierzono, że wracały one, by myć swoje narodzone dzieci. Taką opowieść przytaczano np. w Rekowie koło Bytowa, gdzie zmarła matka miała przez kilka kolejnych tygodni przychodzić do maleńkiego dziecka, karmić je piersią i głaskać po głowie.

    Duchy Provinz Pommern dbały też o swoje dobra rodowe. Przykładowo w Wolinii koło Słupska duchy Puttkamerów dbały o piękny sad należący do rodu. Podobnie działo się w Warciminie i w Skarszewie - tam z kolei w roli głównej zastąpił zmarły zarządca spichrza.

    Duchy powracały też by zakończyć niezałatwione sprawy. Znana opowieść spod Bytowa dotyczyła pastora, który odmówił umierającemu mężczyźnie udzielenia komunii. Ten powrócił po śmierci. Pastor musiał się zgodzić. Wtedy mężczyzna odszedł.

    Duchów można było się pozbyć w sposób zupełnie niewytłumaczalny. Przykładowo Dretyniu opowiadano, że po okolicznych lasach błąka się kobieta, której może pomóc tylko mężczyzna urodzony w niedzielę.

    Niektóre wierzenia mogą dziś budzić przerażenie. W okolicy Łeby wierzono, że dusze zmarłych dzieci bez chrztu błąkają się po lasach w postaci błędnych ogników. Z kolei między Wołczą Wielką, a Małą w okolicy Miastka upiorny "dziki myśliwy" polował na dzieciobójczynie. Zabijał je i zabierał do piekła.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo