Włodzimierz Smolarek: obaj mamy krzywe nogi

    Włodzimierz Smolarek: obaj mamy krzywe nogi

    nowiny24.pl

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Euzebiusz Smolarek w meczu z Belgią z 2007 roku w Chorzowie, w którym wygrana 2-0 (po golach "Ebiego”) dała nam historyczny awans na mistrzostwa

    Euzebiusz Smolarek w meczu z Belgią z 2007 roku w Chorzowie, w którym wygrana 2-0 (po golach "Ebiego”) dała nam historyczny awans na mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii. ©Marek Dybaś

    On ma piłkę i po mnie, i po dziadku. Łączy nas to, że obaj mamy krzywe nogi i kochamy futbol - Włodzimierz Smolarek opowiada o Ebim.
    Euzebiusz Smolarek w meczu z Belgią z 2007 roku w Chorzowie, w którym wygrana 2-0 (po golach "Ebiego”) dała nam historyczny awans na mistrzostwa

    Euzebiusz Smolarek w meczu z Belgią z 2007 roku w Chorzowie, w którym wygrana 2-0 (po golach "Ebiego”) dała nam historyczny awans na mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii. ©Marek Dybaś

    37 zdjęć
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Głosu Pomorza

    Leo i Ebi - tych dwóch imion od soboty nie mogą zapomniec kibice pilkarscy w Polsce. Wśród 50 tysiecy kibiców na chorzowskim stadionie byli i nasi d

    Byliśmy w Chorzowie

    Link do głównego zdjęcia

    Leo i Ebi - tych dwóch imion od soboty nie mogą zapomniec kibice pilkarscy w Polsce. Wśród 50 tysiecy kibiców na chorzowskim stadionie byli i nasi dziennikarze. ©Fot. Piotr Czaplinski


    Kiedyś o Ebim mówiło się, że to dziecko "tego" Włodka Smolarka. A dziś Euzebiusz to bohater narodowy. Wszystko zmieniło się w ciągu 20 minut.

    O 21.16 w sobotę 17 listopada Ebi zasalutował do 50 tysięcy kibiców na Stadionie Śląskim. Tak cieszył się po zdobyciu pierwszej bramki w najważniejszym dla Polaków meczu eliminacji do mistrzostw Europy. O 21.36 znowu skakał z radości. Drugi gol strzelony Belgom i zarazem dziewiąty w eliminacjach oznaczał, że nikt i nic nie odbierze Polakom wyjazdu na turniej najlepszych reprezentacji Europy.

    - Mówiłem, że chcę być ważnym zawodnikiem w reprezentacji, no i to zrobiłem - stwierdził po wszystkim.

    Cała Polska zaczęła odmieniać nazwisko Smolarek przez wszystkie przypadki.
    Podobnie jak 25 lat temu, gdy podczas meczu z ZSRR ojciec Euzebiusza w narożniku boiska przez długi czas utrzymywał piłkę. Mijały cenne sekundy, Polacy bronili bezbramkowego remisu, aż w końcu - awansowali do półfinału mistrzostw świata. I zdobyli brązowy medal. Ebi miał wtedy dopiero półtora roku.

    Za ojcem: marsz

    - Wiedziałem, że będzie dobrym piłkarzem. Nie mógł więc dostać innego imienia jak Euzebiusz, oczywiście, od portugalskiej legendy futbolu - Eusebia - wspomina pan Włodzimierz.

    Zanim Ebi zaczął regularnie kopać piłkę, wychowywał się w Aleksandrowie Łódzkim. Jego ojciec biegał wtedy w koszulce Widzewa Łódź.

    Pierwsze gole pięcioletni Ebi zaczął strzelać we Frankfurcie, bo do miejscowego Eintrachtu przeniósł się pan Włodzimierz. Ale tak naprawdę Euzebiusz piłkarskie nauki pobierał w Holandii, a dokładnie w Feyenoordzie Rotterdam, czyli w jednej z dwóch najlepszych futbolowych szkółek tego kraju. Nie było łatwo.

    - Szkolący wtedy młodzież Arno Pijpers, obecnie trener Kazachstanu, stwierdził, że Ebi jest słaby - opowiada dziennikarz Leszek Bartnicki, specjalista od futbolu holenderskiego. - Zasugerował mu przejście do młodszej grupy.

    Na szczęście młodziutki Smolarek nic sobie z tego nie robił.

    - Po latach pokazałem chyba trenerowi, jak bardzo się mylił - mówił Smolarek junior w październiku, gdy w meczu z Kazachstanem strzelił trzy gole w ciągu 9 minut i z 0-1 zrobiło się 3-1.

    Ebi miał wielkie wsparcie w ojcu.

    - Wytykałem mu błędy i chwaliłem za postępy. Wydoroślał już w wieku 16 lat. Wtedy przekonałem się, że będzie świetnym grajkiem - wspomina pan Włodzimierz.

    Euzebiusz od zawsze był szczupłym, a nawet wątłym zawodnikiem.

    - Gdy miał 18 lat, zauważył go Leo, ówczesny trener pierwszej drużyny Feyenoordu. Stworzył program treningowy dla niego, bo chciał mu dodać masy - tak wspomina Smolarek senior początki współpracy obecnego trenera polskiej kadry Leo Beenhakkera z jego synem.

    Po prawie 10 latach obaj okazali się głównymi autorami polskiego awansu do euro. W chorzowskim "kotle czarownic", na oczach całej Polski, szczerze sobie dziękowali i gratulowali.

    Marihuana albo makowiec

    Ten sukces biało-czerwonych w dużej części ma kolor pomarańczowy. Z Holandii Ebi wyniósł wiele cech.

    - W młodości musiałem go pilnować. Trochę nie chciało mu się uczyć, ale ze mną było podobnie. Nauczyłem go dyscypliny, w Holandii to podstawa. Liczy się punktualność i porządek - często podkreśla pan Włodzimierz.

    Włodzimierz Smolarek w meczu z Belgią z 1985 roku w Chorzowie, w którym remis 0-0 dał nam awans na mistrzostwa świata do Meksyku.
    (fot. (Archiwum PAP))

    A Ebi nigdy nie był prymusem, szkołę jednak skończył. Gdy miał prawie 20 lat, dostał profesjonalny kontrakt w Feyenoordzie i nauki nie kontynuował.

    - Jak masz kilkanaście lat, to jeszcze nie wiesz, czy uda ci się żyć z piłki. Mojego brata dopadła kontuzja i zrezygnował z gry. Ja miałem więcej szczęścia - przyznaje Euzebiusz.

    W jego karierze było kilka zakrętów. Choćby gdy podejrzewano go o palenie marihuany. Miał to wykazać test.

    - Nikt mi nie udowodnił, że paliłem. Równie dobrze mogłem być biernym palaczem. O to w Holandii nie trudno - tłumaczył się.

    Ojciec w jednym z wywiadów usprawiedliwiał syna mówiąc, że zawinił… makowiec, który przywiózł z Polski.

    Czuje się Polakiem

    - W Holandii Ebi nauczył się profesjonalizmu. Teraz śmiało mogę stwierdzić, że się odnalazł w stu procentach. W meczach reprezentacji Polski pokazał światową klasę - oświadcza pan Włodzimierz.

    A tak niewiele brakowało, by Ebi zamiast dla Polski strzelał gole dla Holandii. Mając 16 lat, musiał zdecydować, czy chce grać w młodzieżowej kadrze pomarańczowych, czy w biało-czerwonych.

    - Mam dwa paszporty, ale czuję się Polakiem. Poza tym większe szanse na grę mam w polskiej reprezentacji - powtarzał.

    - Z całym szacunkiem dla Ebiego, w holenderskiej kadrze raczej miejsca by nie znalazł. W tamtym kraju nazwisko Smolarek to uznana firma, jednak trudno byłoby mu wskoczyć na miejsce wielkich gwiazd: Robbena czy van Nistelrooya - analizuje Bartnicki. - A u nas jest piłkarzem trudnym do zastąpienia.

    Pan Włodzimierz uważa, że syn na pewno znalazłby miejsce w zespole Marco van Bastena.

    - Ale ja mogę być nieobiektywny. Zresztą, to wie chyba tylko van Baasten.
    Ebi odziedziczył po ojcu waleczność i ambicję. - Włodek zawsze dawał z siebie wszystko - wspominają koledzy z reprezentacji.

    Klątwa Smolarków

    Smolarek senior mieszka na stałe w Holandii i trenuje grupy młodzieżowe Feyenoordu. Ze względu na turniej, w którym grali jego podopieczni, nie przyleciał do Chorzowa na mecz z Belgią. Za to następnego dnia "wpadł" do Polski na kilka godzin, na zaproszenie telewizji nsport.

    - Takie momenty zdarzają się tylko raz na kilka lat - uśmiecha się. - Muszę przyznać, że dobrze zrobił, zostając piłkarzem. Już mnie dogonił w strzelaniu goli w reprezentacji.

    - Jak byłem młodszy, tata często doradzał mi, jak ustawiać się przed bramką. Bardzo cenię jego uwagi.

    Syn z ojcem nie widują się często. Ebi gra teraz w hiszpańskim Racingu Santander. Irytuje go porównywanie z ojcem jego sposobu gry i sukcesów.

    - Futbol się zmienia, jest dużo szybszy niż kiedyś - oznajmia.

    Ale kibice i media to uwielbiają. Po eliminacyjnym meczu z Portugalią w 2006 roku mówiło się o "klątwie Smolarków". Bo w ostatnich 20 latach praktycznie tylko oni dwaj potrafili strzelić gole Portugalczykom. Włodzimierz - w wygranym meczu w 1986 roku, a Ebi dwa - właśnie w ubiegłorocznym spotkaniu, w szczęśliwych dla nas eliminacjach do euro. Ale we wrześniu tego roku bramkarza Portugalii pokonali też Mariusz Lewandowski i Jacek Krzynówek.

    - Mnie udało się zdobyć z reprezentacją brązowy medal mistrzostw świata. Teraz czekam aż z medalem z mistrzostw Europy wróci Ebi - uśmiecha się Smolarek senior.

    Euzebiusz, który bez powodzenia występował na ostatnim mundialu w Niemczech, odpowiada w swoim stylu: - Musimy tak dalej robić, jak robiliśmy do tej pory. Wtedy będzie dobrze.

    Obaj przekomarzają się, że jeden z nich jest lub był lepszym piłkarzem. Ale na boisku nie da się tego porównać.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo