Komornik ściga emerytów

    Komornik ściga emerytów

    Bogumiła Rzeczkowska bogumila.rzeczkowska@gp24.pl

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Pani Ola z dokumentacją kredytową teściowej.

    Pani Ola z dokumentacją kredytową teściowej. ©Fot. Sławomir Żabicki

    Starszy człowiek to najlepszy klient banku. Kredyt bierze chętnie, na każdych zasadach. Za granicę nie ucieknie.
    Pani Ola z dokumentacją kredytową teściowej.

    Pani Ola z dokumentacją kredytową teściowej. ©Fot. Sławomir Żabicki

    Opinia

    Opinia


    Marta Zieleniewska, psycholog: - Zaciąganie kredytów przez emerytów to bardzo złożony problem. Jego źródłem może być po prostu nieroztropność, ale takie zachowanie może być także sygnałem zaburzeń. Dobre relacje z rodziną pozwalają ustalić, na co starsza osoba wydaje pieniądze. Czy realizuje marzenia o lepszym życiu? Czy komuś pieniądze ofiarowuje? Czy może dzieje się w jej życiu coś niedobrego? Spłacanie przez rodzinę nie jest zbyt dobrym pomysłem na rozwiązanie problemu, bo dłużnik zaczyna czuć się bezkarnie. Jeśli nie można się porozumieć, trzeba przyjść do specjalisty, ponieważ może być potrzebna terapia.



    Komornik do ZUS-u ma blisko. Tak samo jak emeryt do banku. I tak w kółko.

    Pani Helena ze Słupska zawsze lubiła mieć trochę grosza. Dobrej listonoszce każdego dnia trafiały się "obrywki". Oszczędnie się z nimi obchodziła, by nie powiedzieć, że skąpa była. Na książeczkach PKO przybywało. Ale dobre czasy minęły. Dzisiaj ma siedemdziesiątkę, kilkanaście lat wdowieństwa za sobą. I komorników z łapą na emeryturze. Bezczelni jacyś, zdzierają z tych marnych siedmiuset złotych.

    A co mi tam, teraz pożyję!

    Synowa Heleny nie chce pokazać twarzy. W gazecie woli być Olą. Ale swoją historię opowie, bo już nie ma sił.

    - To wstyd przecież. Kiedyś byłyśmy ze sobą tak zżyte, a teraz ona odwróciła się od wszystkich dzieci. Zawzięła się w sobie - mówi, powstrzymując płacz. - I za to wszystko nie powiedziała ani przepraszam, ani dziękuję. W styczniu przyrzekała, że więcej nie weźmie, a już na wiosnę poleciała do banku. I dalej te kredyty bierze. Chyba nam na złość. I pewnie myśli sobie, a co tam, siedzieć nie pójdę, pożyję sobie, a spłacać i tak nie będę.

    Wszystko wydało na początku roku. - Ode mnie z pracy na poczcie z kadr dzwonili, że mi wejdą na pensję, bo moja teściowa nie spłaca pożyczki, którą jej podżyrowałam - opowiada pani Ola. - Wzięła sześć tysięcy i przestała spłacać po trzech miesiącach.

    - Poszliśmy do niej ze szwagrem - ciągnie słupszczanka swoją opowieść. - Mamo, masz jakieś kłopoty? - pytamy. A ona nic. W końcu się przyznała. Do jedenastu kredytów! Razem 25 tysięcy złotych. A wszystko rosło! Bo przestała spłacać, a dalej pożyczała. Jak w sierpniu 2004 roku w GE Money Banku wzięła 4,6 tysiąca, to z tego było osiem. Szwagier rzucił się do szuflad, szaf, a tam same umowy, ulotki banków i agencji, wezwania do zapłaty. Brała po 1700 złotych, dwa, sześć, nawet siedem tysięcy. Wtedy miała cztery kredyty w GE Money Banku, w tym jeden spłacony, cztery - w Lukasie, w Millennium, Optimie, Providencie i tę pożyczkę emerycką z poczty. Tyle wykryliśmy. Wkrótce wyszło na jaw, że kilka pierwszych już spłaciła, ale doszły nowe. Szwagier wziął matkę pod pachę i do banków prowadził po kolei, bo tylko osobiście mogła sprawy wyjaśniać. Z nami nie chcieli rozmawiać.

    Rodzinna debata

    Syn pani Heleny uporządkował wszystko, bo ona pogubiła się w papierach. W komputerze podsumował kredyty, wydrukował. Posegregował raty i odsetki. Kilkaset kartek z tego wyszło. A ile jeszcze pożyczek pogubionych? Ile wezwań nieodebranych? Bo umówiła się z listonoszem, że listy będzie odbierać sama na poczcie, żeby się inne kredyty nie wydały.

    - Najstarszy syn teściowej, jak się dowiedział, to sam tysiąc złotych pożyczył od szefa. Myślał, że wystarczy. Za głowę się złapał, że tego aż tyle. Zwołaliśmy debatę rodzinną. To robimy zrzutkę. Bo mamie trzeba pomóc. Spłacaliśmy. Raz trzy tysiące, raz dwa. Teraz każde z pięciorga jej dzieci płaci dwieście -trzysta złotych miesięcznie - pani Ola rozkłada ręce. - Latem teściowa pracowała w kuchni i potem znowu wzięła pożyczkę, we wrześniu w Lukasie. Gdy szwagier pojechał spłacić tam raty, dowiedział się o kredycie z maja.

    Z dnia na dzień było tylko gorzej. Wychodziły na jaw kolejne długi. A to, że pani Helena pożyczyła tysiąc złotych od jednego biznesmena ze Słupska, co mu obiady gotowała. A to, że zastawiła w lombardzie lodówkę i pralkę córki, z którą mieszka. A to, że jeździła po kredyt do Banku Spółdzielczego w Sztumie. A to, że wzięła kredyt na bratową. I teraz ciotkę Dankę też trzeba spłacić. A na koniec, że tych kredytów i tak musi być więcej, bo od listopada emeryturę zajęli aż dwaj komornicy. O sprawach w sądzie nikt z rodziny nie wiedział.

    - W końcu szwagier zagroził teściowej, że jej dowód osobisty zabierze. Chciał, żeby się opamiętała. Na to ona zrobiła mu awanturę - mówi pani Ola.

    Mamo, opamiętaj się!

    Pani Helena nie kupuje towarów na raty. Bierze tylko gotówkę.
    - Najgorsze, że do dzisiaj nie wiemy, na co te pieniądze idą - przyznaje pani Ola. - Dręczy mnie, co ona robi z nimi robi. Jakie są jej pierwsze kroki za progiem banku? W domu ani śladu AGD, ani RTV. Elegancka, zadbana, ale nie przesadza z ciuchami. Mafia ją ściga? Na taką, co się da zastraszyć, też nie wygląda.

    Karty, hazard, ojciec Rydzyk, a może coś nieprzyzwoitego? Nic z tych rzeczy. Za silna, za twarda, za porządna i dewotką nie jest na pewno. Sanatoria? Hotele? Często wyjeżdża i może chce pokazać, że ją stać - tej wersji się trzyma rodzina. Ile jeszcze jest kredytów?

    - Czekamy na raport z Biura Informacji Kredytowej. Zmusiliśmy teściową, żeby złożyła wniosek o wykaz swoich długów. Najgorsze, że banki, w których nie spłaca rat, dalej dają jej pieniądze i nie sprawdzają, czy jest zadłużona - wzdycha synowa. - Jej brata długi doprowadziły do rozwodu i śmierci. Na teściowej nasze prośby i groźby nie robią żadnego wrażenia. Czasami nawet się śmiejemy, w jakim dzisiaj babcia jest banku.

    Takich dłużników parabanki mają wkalkulowanych w swoją działalność i "rozdają" pieniądze osobom niezdolnym kredytowo.

    - Oczywiście tak nie powinno być - mówi Monika Mieczkowska, inspektor z warszawskiego Biura Informacji Kredytowej, spółki akcyjnej, powołanej przez Związek Banków Polskich. - W chwili podpisania umowy trafia do nas informacja o kredycie udzielonym przez bank. Dane w naszym systemie są co miesiąc uaktualniane. Bank, który ma do nich dostęp, wie o każdej najmniejszej nieterminowej spłacie. W takiej sytuacji nie powinien udzielać kolejnych kredytów. Dziwię się, że słupszczance te same banki dawały pożyczkę. Tym bardziej, że część z nich współpracuje z nami. Takie działanie nie jest zgodne z Prawem bankowym. Jednak sporo agencji, SKOK-ów czy kas zapomogowo-pożyczkowych działa tylko na sobie znanych zasadach i nie korzysta z naszej bazy danych.

    Prawo jednak straszy ośmioma latami więzienia emerytów, nie parabanki i agencje. Naiwnych dłużników uznaje za oszustów, nachalnych wierzycieli za pokrzywdzonych.

    Niewypłacalni emeryci często są podejrzani o wyłudzenia kredytów. - Jedni są wykorzystywani przez inne osoby, dla których jako figuranci zaciągają kredyty. Drudzy wpadają w sidła parabanków na własne życzenie - ocenia Maria Pawłyna, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej. - Biorą kredyt, ale nie są w stanie go spłacić, szczególnie przy zakupach na raty. "Myślałem, że dam radę spłacać", tłumaczą na przesłuchaniach.

    Zwykle nie dają rady. - W przypadkach mniejszej wagi część spraw kończy się umorzeniami - mówi prokuratur. - Niestety, kierujemy też do sądu akty oskarżenia. Sprawy kończą się zazwyczaj karą więzienia w zawieszeniu i obowiązkiem naprawienia szkody.

    Emerytury w potrzasku

    Emerytury w potrzasku


    Komornicze zajęcia rent i emerytur procentowo w stosunku do wypłacanych świadczeń:
    - region słupski
    Bytów - 6,43 %
    Lębork - 4,78%
    Miastko - 4,24%
    Słupsk - 3,69%
    Człuchów - 2,04%
    Chojnice - 1,42%



    Jeśli krzywdzą siebie

    Co zrobić z nałogowym kredytobiorcą? Ubezwłasnowolnić? - pytają załamane rodziny.

    - Członkowie rodzin mogą wystąpić o ubezwłasnowolnienie. Jednak nie z powodu zaciągania pożyczek, ale dlatego, że starsza osoba działa z krzywdą dla siebie, bo nie jest w stanie kierować swoim postępowaniem - podkreśla sędzia Janina Klimkiewicz, przewodnicząca wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Słupsku.

    - Ubezwłasnowolnienie nie jest takie proste. W sprawie muszą wypowiedzieć się biegli psychiatrzy, którzy stwierdzą, że istnieją jakieś zaburzenia lub choroba psychiczna. Sąd bierze pod uwagę opinię lekarzy, a nie umowy kredytowe.
    Kiedyś sąd częściowo ubezwłasnowolnił staruszkę, która na swoje nazwisko pozwalała kupować telefony komórkowe. Miała ich cztery i stos niezapłaconych rachunków. - Oj, nie, nie! Nigdy czegoś takiego nie miałam - zapewniała na widok komórki.

    Komornik już zapukał

    W Bytowie co 16, a np. w Słupsku co 27 emeryt lub rencista ma zajęte świadczenie. Dzisiaj w prawie stutysięcznym mieście komornik położył rękę na 1.474 z 39.901 wypłacanych świadczeń. - Miesięcznie do oddziału ZUS średnio wpływało 350 zajęć komorniczych, ale w październiku było ich prawie pięćset - mówi Ewa Dusza, rzecznik słupskiego oddziału ZUS. - Z powodu niespłaconych kredytów bankowych i nieopłaconych rachunków zajmowane są zarówno niskie, jak i wysokie emerytury. Nie ma na to reguły. W niektórych przypadkach za pierwszym zajęciem idzie już kolejne i ciągnie się to latami. Ustawa o emeryturach i rentach zezwala na potrącenie 25 procent świadczenia brutto, niezależnie od jego wysokości. Zajęcie musimy zrealizować w ciągu siedmiu dni.

    Przy najniższej emeryturze, wynoszącej niecałe sześćset złotych, na życie nie zostaje prawie nic. A po całej procedurze tysiąc złotych pożyczki rośnie wielokrotnie. Dochodzą odsetki, kary, koszty komornicze. Kredyt można dostać na podstawie odcinka emerytury. Wystawiamy zaświadczenia, że już są potrącenia, ale banki i tak udzielają następnej pożyczki. Nie mamy na to żadnego wpływu.

    Ile czasu może wlec się taki kredyt?

    - Teraz mamy przegląd kredytów zaciągniętych w latach 2001-2002, przeważnie w SKOK-ach. Ludzie żalą się, że za dużo pieniędzy muszą płacić - mówi sędzia Andrzej Jastrzębski, przewodniczący wydziału cywilnego odwoławczego Sądu Okręgowego w Słupsku, gdzie trafiają skargi na czynności komornika po zajęciu emerytury, telewizorów czy mebli. Często tych kupionych za superkredyt.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo