Rozbieranie granicy

    Rozbieranie granicy

    Fot. Marcin Bielecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Gabriel Kłosiński z Nowego Warpna z sekatorem w ręku przystąpił do rozbierania granicy.

    Gabriel Kłosiński z Nowego Warpna z sekatorem w ręku przystąpił do rozbierania granicy. ©Fot. Marcin Bielecki

    Choć żelazna kurtyna runęła blisko 20 lat temu, dopiero od tygodnia możemy mówić o prawdziwej Europie bez granic.
    Gabriel Kłosiński z Nowego Warpna z sekatorem w ręku przystąpił do rozbierania granicy.

    Gabriel Kłosiński z Nowego Warpna z sekatorem w ręku przystąpił do rozbierania granicy. ©Fot. Marcin Bielecki

    Fakty

    Fakty


    - Polska oraz osiem innych krajów: Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Malta, Słowacja, Słowenia i Węgry weszły do strefy Schengen w nocy z 20 na 21 grudnia. Dołączyły do pozostałych krajów starej Unii (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Irlandii), a także Norwegii i Islandii.

    - Granice lądowe między państwami należącymi do Schengen można przekraczać w dowolnym miejscu i to bez kontroli granicznej - z kraju do kraju jedzie się tak, jakby się jechało z miasta do miasta.

    - Kontrole graniczne zostają w przypadku przekraczania granic morskich - za wyjątkiem statków pasażerskich kursujących na stałych liniach. Na razie kontrole obowiązują też na lotniskach, ale będą zniesione wiosną 2008 roku - oczywiście w przypadku lotów do państw należących do Schengen.

    - W przypadku Polski otwarciu granic z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą towarzyszą zaostrzone kontrole na granicach z państwami nienależącymi do Schengen - Ukrainą, Rosją i Białorusią.



    Horst Duering przeżył w swoim życiu niejedno. Urodził się w przedwojennym Neuwarp koło Szczecina (dziś Nowe Warpno). Krótko po zakończeniu wojny wraz rodzicami uciekł na drugą stronę Zalewu Szczecińskiego.

    Osiedlił się w wiosce Rieth, oddalonej zaledwie o kilometr od granicy z Polską. Mimo tak niewielkiej odległości, musiał czekać do lat 70., by po raz pierwszy po wojnie odwiedzić ziemie, z których pochodzi i dom, w którym się urodził.

    Nadrabiali kilometry

    - Przeprawialiśmy się stateczkiem z Altwarp do Nowego Warpna - opowiada 70-letni dziś Duering. - Trzeba było nadłożyć sporo drogi, ale warto było.
    Swoboda poruszania się nie trwała długo. Po powstaniu w Polsce "Solidarności" przeprawianie się przez "granicę przyjaźni" zostało mocno ograniczone. Tak naprawdę sytuację niewiele zmieniło runięcie żelaznej kurtyny.

    - Owszem, można było już przekraczać granicę z Polską bez przeszkód, ale by dostać się do Nowego Warpna wciąż musieliśmy jechać kilkadziesiąt kilometrów do przejścia w Lubieszynie, ewentualnie przeprawić się drogą wodną - opowiada Niemiec. - Najkrótsza droga między Rieth a Nowym Warpnem, prowadząca przez stary mostek nieczynnej od czasów wojny kolejki, wciąż pozostawała zamknięta.

    Most, który dzielił

    Tak było jeszcze tydzień temu, choć mieszkańcy obu miejscowości starania o udostępnienie dla ruchu znajdującego się na polsko-niemieckiej granicy mostku rozpoczęli już w 1993 roku. Władze powiatu Uecker-Randow wystąpiły nawet kilka lat temu z inicjatywą wybudowania w tym miejscu nowej drogi.

    Jedyne, co udało się wywalczyć, to otwarcie mostu raz w roku i to na zaledwie kilkanaście godzin. 1 maja każdego roku urządzany jest bowiem Polsko-Niemiecki Festyn Graniczny, rozpoczynający się ekumeniczną mszą polową. W każdy inny dzień roku most, zamiast łączyć mieszkańców, wyłącznie ich dzielił.

    Nic więc dziwnego, że inicjatywa rozebrania 21 grudnia - czyli w dniu wejścia Polski do strefy Schengen - zasieków na mostku narodziła się spontanicznie, a nie wyłącznie wśród samorządowców.

    - Ten most kolejowy jest miejscem symbolicznym - mówił nam Andrzej Łazowski ze Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość, jeden z organizatorów akcji "rozdrutowywania granicy". - Zapomniany przez lata, teraz po wejściu do Schengen powraca.

    Co do tego, że wspólne rozbieranie zasieków przez Polaków i Niemców ma wymiar symboliczny, nie mają wątpliwości mieszkańcy obu stron granicy.

    - Niesamowite, że tego doczekałem - kiwał głową Horst Reich, mieszkaniec Rieth. - Szkoda tylko, że nie dożył tego mój przyjaciel, który był wielkim orędownikiem otwarcia granic. Cieszyłby się dziś razem z nami.
    Drut na pamiątkę

    Wzruszenia nie krył też pan Bogusław, który na symboliczne rozbieranie granicy przyjechał ze Szczecina.

    - Taka chwila nie często się zdarza, jakże więc mogło mnie tu nie być? - pytał trzymając w ręku drut kolczasty z dopiero co zdemontowanych zasieków. - Zostawię sobie na pamiątkę - wyjaśniał.

    Podobne nastroje panowały na przejściu granicznym Lubieszyn-Linken. Chwilę po północy z 20 na 21 grudnia pamiątkowe zdjęcie przy tablicy "Przejście graniczne" postanowili zrobić sobie Piotr i Adam Głowińscy ze Szczecina.

    - Jeszcze niedawno "przemyciliśmy" przez granicę kuzyna - opowiadał nam pan Piotr. - W okolicach Gryfina wybraliśmy się na drugą stronę, do Niemiec. Kuzyn nie miał dokumentów. Trochę się baliśmy wracać, ale na szczęście nikt nas nie sprawdził. Teraz takie przeżycia to już historia.

    Trudno uwierzyć

    Emocjonujące przeżycia z granicy ma też Andrzej Mleczarski, szczecinianin. Ćwierć wieku temu próbował przekroczyć zieloną granicę między Węgrami a Austrią. Nie udało się. Został zatrzymany przez węgierskich pograniczników. To wspomnienie do dziś wywołuje u niego wiele emocji.

    - Źle się to wtedy dla mnie skończyło - przyznaje dziś pan Andrzej. - Tym bardziej więc cieszę się z tej chwili. Jeszcze kilka lat temu możliwość przekroczenia granicy w dowolnym miejscu była nie do pomyślenia.

    W wejście Polski do strefy Schengen trudno było też uwierzyć sierż. Mariuszowi Łabędzkiemu z Pomorskiej Straży Granicznej. Na przejściu w Lubieszynie spędził 6 lat, kontrolując samochody. Pracował też na zielonej granicy.

    - Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zdarzało się, że zieloną granicę polsko-niemiecką próbowały przekroczyć całe wioski ze Wschodu - mówi sierż. Łabędzki. - Na przejściu granicznym też co chwilę dochodziło do różnych sytuacji. A to ktoś zapomniał paszportu, a to chciał przekraczać granicę na podstawie prawa jazdy. Będzie mi brakowało tej pracy na przejściu. To trochę tak, jakby się straciło dziecko.

    Monika Stefanek

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo