Czesław Przewoźnik: nieszablonowy człowiek peerelu

    Czesław Przewoźnik: nieszablonowy człowiek peerelu

    Fot. Archiwum Marii Wańkowskiej

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Czesław Przewoźnik (ur. 31 lipca 1928 r.), wojewoda słupski - zdjęcie pochodzi z ostatniego wywiadu, którego udzielił Telewizji Polskiej w 1987 roku

    Czesław Przewoźnik (ur. 31 lipca 1928 r.), wojewoda słupski - zdjęcie pochodzi z ostatniego wywiadu, którego udzielił Telewizji Polskiej w 1987 roku. ©Fot. Archiwum Marii Wańkowskiej

    Czesław Przewoźnik, był jednym z symboli słupskiego eksperymentu - jak w latach 80. XX wieku nazywano to, co się działo w województwie.
    Czesław Przewoźnik (ur. 31 lipca 1928 r.), wojewoda słupski - zdjęcie pochodzi z ostatniego wywiadu, którego udzielił Telewizji Polskiej w 1987 roku

    Czesław Przewoźnik (ur. 31 lipca 1928 r.), wojewoda słupski - zdjęcie pochodzi z ostatniego wywiadu, którego udzielił Telewizji Polskiej w 1987 roku. ©Fot. Archiwum Marii Wańkowskiej

    Tu władza pozwoliła na realizację rzeczy niecodziennych. Szczególnie w sferze gospodarczej.

    Człowiek nieszablonowy. Wysokiej kultury osobistej. Opanowany. Chłodno analizujący konfliktowe sytuacje. Inteligentny. Niektórzy odważą się go nawet nazwać mężem stanu, inni po prostu przyzwoitym człowiekiem. Potrafił przekładać interes publiczny nad interes własny, o partyjnym nie mówiąc. Bo partii ponoć nie lubił.

    Nie chodził do białego domu

    Do Słupska przyjechał w 1980 roku. W kraju było już gorąco. Nadchodził karnawał "Solidarności". Nie wiadomo, czemu został przeniesiony z Warszawy. Pełnił przecież wysoką funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Administracji i Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska, oraz prezesa Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii. Czy był zbyt otwarty na zmiany?

    Trudno powiedzieć. Dość szybko jednak dał się poznać jako człowiek daleki od partyjnego betonu. - Czasami przechodząc pod moją kancelarią, zwalniał, widząc mnie, zawsze chciał porozmawiać, przekazywał bieżące informacje i refleksje, że nie zgadza się z tym, co się dzieje - wspomina Anna Bogucka-Skowrońska, działaczka opozycji. Dość wspomnieć, że Przewoźnik pojawił się na przykład na poświęceniu sztandaru "Solidarności" w 1981 roku w słupskim teatrze.

    Być może dzisiaj ten gest jest mało znaczący. Ale wystarczy go porównać np. z sytuacją, kiedy chciano zwolnić z pracy jednego z dyrektorów słupskiej dużej firmy za to, że był jednym z czterech osób niosących baldachim nad monstrancją, gdzieś daleko w Polsce, by zdać sobie sprawę z tego, jak dziwne i trudne były czasy PRL.

    Tę otwartość zachował do końca pobytu w Słupsku. A do tego niekoniecznie był spolegliwy wobec partii. Między nim a Zygmuntem Czarzastym, I sekretarzem KW PZPR w Słupsku od 1985 roku, iskrzyło często. - Przewoźnik nie chodził do białego domu (zwyczajowa nazwa słupskiej siedziby KW - obecnie siedziba Sądu Okręgowego - przyp.aut.). Robił swoje - powiedział nam jeden z ówczesnych dyrektorów.

    Trolejbusy po interwencji

    Właśnie dzięki temu ciekawemu podejściu - czyli skupieniu się na pracy poza politycznej, Słupsk wiele zawdzięcza Przewoźnikowi.

    Najbardziej rozpoznawalną pamiątką, która niestety nie dotrwała do dzisiejszych czasów, były trolejbusy. To właśnie dzięki zaangażowaniu Przewoźnika, a później Czarzastego, popularne "trajtki" jeździły na ulicach miasta przez długie lata i do dzisiaj są wspominane z olbrzymią sympatią.

    - Pamiętam, że walka o te trolejbusy, bodajże z Koninem, szła na całego i do samego końca. Udało się dzięki osobistemu zaangażowaniu Przewoźnika
    - wspomina Maria Wańkowska, ówczesna dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Poselskiego w Słupsku.

    Przewoźnikowi byłe słupskie może zawdzięczać także infrastrukturę w miejscowościach nadmorskich, kompleksową budowę oczyszczalni w gminach wiejskich, a także utworzenie Parku Krajobrazowego "Dolina Słupi". - Z pewnością doceniał walory tego regionu i wiedział, że powinien postawić na ochronę środowiska, bo to atrakcyjny turystycznie region - stwierdza Wańkowska.

    Jedyna tego rodzaju spółka

    Symbolem miasta tamtych czasów był jednak tzw. "cud słupski". Chodziło o budownictwo. W Słupskim, dzięki pewnemu przyzwoleniu ze strony centrali, można było wprowadzać jego nowe formy zupełnie inne od sztywnej gospodarki ekonomicznej prowadzonej przez tak zwanych twardogłowych w rodzaju Zbigniewa Messnera (od 1985 roku premiera PRL).

    Takim pomysłem było np. budownictwo poza spółdzielcze, na zasadzie dzisiejszych wspólnot mieszkaniowych. W Słupsku oficjalna nazwa przedsiębiorstwa, które się tym zajmowało, brzmiała: Międzyzakładowy Pracowniczy Zespół Mieszkaniowy przy WPK.

    - Była to jedyna tego rodzaju spółka w Polsce. Działała w zasadzie bez przepisów i ułatwień. Po prostu skrzyknęło się 152 pracowników gospodarki komunalnej i zbudowało mieszkania - tłumaczy Elżbieta Kobiałka, która dowodziła całym projektem. Stoją do dziś przy ulicy Nowowiejskiej.

    Ten pomysł powtórzono później m.in. we Wrocławiu. Innym słupskim pomysłem było budownictwo ponad wyznaczone normy, dzięki czemu przedsiębiorstwa, które przekraczały wyznaczone progi, miały zwolnienia podatkowe. To koło zamachowe dość szybko wyprowadziło Słupsk na województwo, w którym budowano najwięcej mieszkań w Polsce.

    - Fakt jest taki, że bez wsparcia Przewoźnika nie byłoby szans, by nasz pomysł mógł się zrealizować - dodaje Kobiałka.

    Miał tę rzadką cechę

    Dziś po latach wiadomo, że tzw. cud słupski, czyli dopuszczenie pewnej swobody gospodarczej, był eksperymentem w skali ogólnopolskiej. Najbardziej uznani badacze historii najnowszej jak np. Antoni Dudek uważają, że działo się tak dlatego, by sprawdzone nowości przekuwać później w inne miejsca Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

    Przewoźnik z pewnością umiał jednak wydobyć dzięki tej swobodzie sporo dobrego dla regionu. - Można powiedzieć, że Słupsk miał naprawdę szczęście, że nie trafił w tych czasach ktoś, komu zależałoby tylko i wyłącznie na swojej karierze - stwierdza Wańkowska - On miał jednak tę cechę, która rzadko była spotykana i wtedy i dziś. Swoje stanowisko traktował jako służbę dla ludzi.

    Czesław Przewoźnik wyjechał ze Słupska w 1987 roku. Później był jeszcze wiceministrem w rządzie Mieczysława F. Rakowskiego i Tadeusza Mazowieckiego W 1990 roku odszedł na emeryturę. Zmarł w Warszawie w 27 grudnia 2007 roku. Pogrzeb odbędzie się 7 stycznia 2008 roku na warszawskich Powązkach.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo