Ty moje najgorsze zmartwienie

    Ty moje najgorsze zmartwienie

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Eliasz Koton, szef szczecińskiej bezpieki w latach 1950 -1954, jeden z nadzorujących śledztwo w sprawie Robineau.

    Eliasz Koton, szef szczecińskiej bezpieki w latach 1950 -1954, jeden z nadzorujących śledztwo w sprawie Robineau.

    Listopad 1949 r. W Słupsku trwają aresztowania w związku z aferą szpiegowską Robineau. Wpada cała siatka
    Eliasz Koton, szef szczecińskiej bezpieki w latach 1950 -1954, jeden z nadzorujących śledztwo w sprawie Robineau.

    Eliasz Koton, szef szczecińskiej bezpieki w latach 1950 -1954, jeden z nadzorujących śledztwo w sprawie Robineau.

    Józef Goldberg

    Józef Goldberg


    Używał także imienia i nazwiska Jacek Różański - urodzony 13 lipca 1907 r., zmarł 21 sierpnia 1981 r.
    Zbrodniarz stalinowski, prawnik, oficer NKWD. Od lipca 1947 roku - szef pionu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Znane są relacje świadków, których osobiście torturował. Zwolniony w 1954 roku. Od 1955 do 1964 r. przebywał w aresztach, a później skazany i więziony. Później urzędnik Mennicy Państwowej. Nigdy nie przeprosił za swoje czyny.



    Wszyscy, którzy mieli z nią jakąkolwiek styczność. Chociażby najmniejszą. Wszyscy zostają przewiezieni do Szczecina.

    Wśród nich Genowefa Wiśniewska. Życiowo związana z innym aresztowanym - Bogusławem Sokół -Klimczakiem, który był rezydentem francuskiego wywiadu w Słupsku.

    Akcja aresztowania Robineau ogłaszana jest w kraju jako wielki sukces organów bezpieczeństwa.

    Gawarit ana, ili niet

    W Szczecinie, Wiśniewska od razu trafia do pokoju przesłuchań. Sadzają ją na stołku i tak zostawiają przez następne 72 godziny.

    - Nagle słyszę: "Inspekcja! Jaka inspekcja?! Z Warszawy!" - ktoś krzyczał w odpowiedzi. - opowiada pani Zielińska.

    Odwiedzającym więzienie był sam, osławiony Jacek Różański (Józef Goldberg), ówczesny szef pionu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Sadysta.

    - Wszedł do pokoju, gdzie siedziałam i jak nie wrzaśnie do takiego grubego ubeka: "No kak. Gawarit ana, ili niet?". A on stanął na baczność i mówi: "Ja nietutejszy, ja nie rozumiem po rosyjsku". "Dobra" - odrzekł. Przechodzi koło mnie i buch mnie w głowę. Aż mnie odwinęło. Podchodzi i mówi: "Nam jest tylko człowiek potrzebny. Paragraf zawsze się znajdzie" - opowiada pani Genowefa.

    Śledztwo trwało niespełna kilka miesięcy. Zielińska przeszła wszystko to, co wiąże się ze stalinowskim piekłem. Najciemniejszym okresem tego czasu.

    Kilkukrotnie nie wytrzymała. Gdy otrzymała cios w zęby kolbą pistoletu, to rzuciła się na ubeka i zaczęła go okładać pięściami. - Wzburzyła mnie moja krew na ubraniu. Stwierdziłam, że jest mi wszystko jedno - mówi dzisiaj.

    Drugi raz nie wytrzymała, gdy prowadzono ją z tak zwanej "Ewy", czyli karceru, pomieszczenia dwa na dwa metry kwadratowe, pełnego wody z kawałkiem suchego miejsca, w którym trzeba było chodzić w tę i z powrotem, by nie zamarznąć.

    Z tej strasznej kary prowadzono ją na wprost na śledztwo. Chwyciła się poręczy i zaczęła tak krzyczeć, że wszyscy osadzeni piętro wyżej, zaczęli walić w drzwi. W proteście.

    Drakońskie wyroki

    Nie wytrzymała też, gdy spotkała Bronisława. Klimczak trzykrotnie składał wniosek o możliwość wzięcia ślubu z Genowefą. Prawie się udało. Któregoś dnia została zaproszona przez naczelnika. - Będziesz miała ślub słynny na cały Szczecin - śmiał się. Gdy wychodziła, za drzwiami zobaczyła Bronisława. Padli sobie w objęcia tak mocno, ścisnęli się tak silnie, że wydawało się że nic nie może ich rozdzielić.
    Rozdzielili.

    W lutym Klimczak został skazany na karę śmierci. W mowie oskarżycielskiej usłyszał, że jego działalność "miała na celu zahamowanie legendarnego już dziś tempa rozwoju Polski Ludowej".

    W kwietniu 1950 roku Zielińska zostaje skazana na dożywocie. Za szpiegostwo i działanie przeciwko państwu polskiemu. Na procesie spotyka Klimczaka, który zeznawał jako świadek. "Ty moje najgorsze zmartwienie" - zdążył jej szepnąć.

    Drakońskie kary spotkały wszystkich słupszczan ze sprawy Robineau. Juchum Franciszek dostał 14 lat więzienia (zwolniony w 1956 r.), Wojtas Roch - 12 lat (zwolniony - 1955), Gaston Druet - 10 lat (zwolniony - 1953), Stanisław Kosowicz - 2 lata, Antoni Duchnowski bez wyroku przesiedział w szczecińskim areszcie 3 lata.
    Sam Robineau otrzymał karę 18 lat więzienia (zwolniony z Druetem w 1953 roku)

    Bandyci

    12 grudnia 1950 roku Klimczak przyszedł do niej we śnie. Widziała jak stoi przed plutonem egzekucyjnym. Później tylko strzał. Podeszła do jego ciała. Wzięła jego głowę na kolana. Wymazała twarz jego krwią. Obudziła się z płaczem i słowami:"Bandyci".

    Oficjalnie Klimczak został rozstrzelany w Kielcach 12 grudnia o godzinie 18.15. Miejsce pochówku nieznane jest od dziś.

    12 grudnia rano w Szczecinie koleżanki pani Genowefy z celi słyszały strzał. Tego samego dnia przyszedł do niej oddziałowy, przyjazny człowiek. Zdarzyło się już, że wcześniej przyniósł jej wiersz od Bronisława.

    "Chodźcie Zielińska" - powiedział. Zaprowadził ją do pustego pomieszczenia pełnego mebli, skąd był widok na dziedziniec. Na dziedzińcu jechał wóz. Na wozie - ciało człowieka, przykryte szmatą. Tylko te kręcone włosy. Jak włosy jego. Jedynego.

    Nie można uznać

    Łącznie pani Genowefa spędziła w więzieniach kobiecych w Szczecinie, Fordonie i Inowrocławiu siedem lat i 11 dni. Do Słupska wróciła w 1956 roku. Przez pierwszych kilka miesięcy w domu codziennie rano odruchowo szukała koca towarzyszki z celi, który zawsze ciągnęła, by ją obudzić. Dopiero gdy otwierała oczy i widziała sufit wiedziała, że jest wolna.

    Kilka dni po przyjeździe biegła razem ze zwolnionym Franciszkiem Juchumem w okolicy Stawku Łabędziego krzycząc "Wolności! Wolności!".

    Aż do początku lat 80. XX wieku musiała, co jakiś czas stawiać się w siedzibie Służby Bezpieczeństwa. Pracowała dorywczo, szyła swetry, później była telefonistką.

    W 1992 roku władze RP odmówiły rewizji wyroku w jej sprawie. "Jest rzeczą notoryjnie już znaną, że w okresie kilku lat po zakończeniu wojny, organy dochodzeniowe częstokroć posługiwały się, przy gromadzeniu materiału dowodowego w sprawach o charakterze politycznym, metodami określanymi jako "niedozwolone".

    Nie można jednakże uznać, że takie postępowanie było regułą" - napisała jej sędzia Elżbieta Jelowicka. I dalej: "Nie negując zatem, że wymierzona Pani kara była bardzo surowa, a jej odbywanie dolegliwe nie można jednak uwzględniając realia tamtego okresu - uznać ją za rażąco niewspółmierną i to w stopniu uzasadniającym wnoszenie rewizji nadzwyczajnej.

    Wkrótce potem oddalono pozew pani Genowefy o odszkodowanie. Do dziś żyje w Słupsku. - Mam dwie ojczyzny - Francję i Polskę. - Ale to Polska jest bliższa mojemu sercu - mówi.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo