Tłum uwierzył uzdrowicielowi

    Tłum uwierzył uzdrowicielowi

    Monika Zacharzewska

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Karolina przyjechała do Harrisa z nadzieją, że uwolni ją chociaż od bólu.

    Karolina przyjechała do Harrisa z nadzieją, że uwolni ją chociaż od bólu. ©Krzysztof Tomasik

    W czasie krótkiego spaceru z parkingu do Słupskiego Ośrodka Kultury zaczepił kilka osób, pozdrawiając je łamaną polszczyzną.
    Karolina przyjechała do Harrisa z nadzieją, że uwolni ją chociaż od bólu.

    Karolina przyjechała do Harrisa z nadzieją, że uwolni ją chociaż od bólu. ©Krzysztof Tomasik

    Clive Harris

    Clive Harris


    Uważa się za uzdrowiciela duchowego. Nie przypisuje sobie uzdrawiania jako osobistej cechy, ale uważa się za pośrednika siły transcendentalnej. Swoją działalność rozpoczął na początku lat sześćdziesiątych. Z chorymi spotyka się na zbiorowych spotkaniach, wszyscy zebrani widzą, jak dotyka innych. Jego fundacja, zapraszając na spotkania twierdzi, że Harris leczy głównie chorych na nowotwory. Informuje, że usunięcie guza nowotworowego lub zamienienie jego postaci ze złośliwej na łagodną, a także przywrócenie sercu, nerkom czy jakiemukolwiek choremu organowi normalnego funkcjonowania w organizmie pacjenta, zabiera Harrisowi zaledwie 10 sekund.



    W sali ośrodka już od kilku godzin czekało na uzdrowiciela kilkuset chorych.

    Informacje o przyjeździe do miasta Clive'a Harrisa dwa razy ukazały się na łamach "Głosu". To oraz informacje przekazywane pocztą pantoflową sprawiły, że na spotkanie z nim przyszło ponad 300 osób. My też. - Wy z gazeta. Chodźcie - mówił Harris z obcym akcentem.

    - Życie jest piękne, miłość cudowna. Ile ludzi! - zachwycał się. O swojej cudownej ponoć energii nie chciał mówić. Za to pokazywał nam zdjęcia swoich ukochanych psów.

    Takie ciepło daje

    Rozłożył walizkę, wyjął magnetofon, włączył relaksującą muzykę, a obok postawił skrzynkę z napisem "ofiara". Przybyłym ludziom kazał ustawić się w kolejkę. Każdemu poświęcił kilkadziesiąt sekund, dotykając różnych części ciała.

    - Przyjechaliśmy, bo jak człowiek ma taki dramat, to chwyta się każdej szansy na poprawę zdrowia - mówi ze łzami w oczach pani Marzena Peplińska, mama kilkunastoletniej Karoliny z Bytowa. Dziewczyna od roku walczy z nowotworem. - Właściwie to nic nie czułam, żadnego ciepła ani energii - mówiła jej córka po odejściu od Harrisa. - Ale może chociaż przestanie boleć - dodała z nadzieją. Następnego dnia Karolina jechała na chemioterapię do Gdańska.

    - Ja jeżdżę za Harrisem już od kilku lat. Żałuję, że w ubiegłym roku nie był u nas, bo miał wypadek - opowiada wtajemniczona pani Weronika ze Słupska. - To, co on robi, to są cuda Boże. Kiedy on dotyka, to człowiek czuje takie ciepło i potem ono utrzymuje się przez dłuższy czas - zdradza kobieta. Przyznaje, że mówiła o wizycie Harrisa swoim lekarzom. - Niektórzy go przeklinają, inni mówią, że nie zaszkodzi, jak do niego pójdę - opowiada.

    Czułam się jak w niebie

    Do rozmowy wtrąca się starsza kobieta w czarnym berecie. - Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że jak chemioterapia mi nie pomaga, to on pomoże. Przyszłam, bo szwagier mnie namówił, ale nie chcę siedzieć w tej duchocie - denerwowała się.

    Rzeczywiście, w sali robi się bardzo ciepło. Nikt nie otwiera okna. - To przez ten tłok i harmider chyba dziś niewiele czułam - opowiada Helena Miszkiel z Gardny Wielkiej. - Ale jak byłam u niego na spotkaniu w Koszalinie, to jak mnie dotknął, to tak się lekko poczułam jak w niebie. Jej sąsiadka Krystyna Brzozowska twierdzi, że po seansie u uzdrowiciela czuje dziwne ciepło w uszach. - Przyszłam tu, bo ciągle coś w nich piszczy - dodaje.

    Skąd on to ma

    Po nich do Harrisa podchodzi rodzina z ciężko chorym synem na wózku. Chłopak w ogóle nie reaguje. Rodzice chwytają się wszystkiego, by go ratować. Inna kobieta chce sprowadzić Harrisa do chorego syna w domu. - Tylko czy on da się namówić? Jak z nim rozmawiać, przecież on po Polsku nie mówi - martwi się.

    Clive Harris potrafi po polsku nazwać organy. Niektórych chorych pyta: wątroba, serce, płuca? Ale nie wszystkich: - Ja mu mówię i pokazuję, że mnie głowa boli, a on mnie po brzuchu dotyka - opowiada Jan Bryk ze Słupska. - Może to też na coś pomoże, teraz się tak lekko i wesoło czuję, ale to chyba dlatego, że tu tylu ludzi i jest z kim porozmawiać - dodaje. - I tylko tak się zastanawiam. Niby skąd on, taki mały i chudy, ma tyle energii, żeby na ten cały tłum ludzi wystarczyło.

    Clive Harris przez cały czas energicznie podchodzi do ciężko chorych. Szybko dotyka ich, śmieje się, ani na chwilę nie opuszcza go tajemniczy entuzjazm, mimo że żadnych spektakularnych ozdrowień nie ma. Prawie za każdym razem do skrzynki na stole trafia banknot.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo