"Szary" był wielkim bohaterem

    "Szary" był wielkim bohaterem

    K. Cuch

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Ostatnie zdjęcie Antoniego Hedy jako generała brygady, w ubiegłym roku na uroczystości starachowickich harcerzy.

    Ostatnie zdjęcie Antoniego Hedy jako generała brygady, w ubiegłym roku na uroczystości starachowickich harcerzy. ©K. Cuch

    Losy Antoniego Hedy "Szarego" to świetny materiał na sensacyjny film. Generał był człowiekiem-legendą.
    Ostatnie zdjęcie Antoniego Hedy jako generała brygady, w ubiegłym roku na uroczystości starachowickich harcerzy.

    Ostatnie zdjęcie Antoniego Hedy jako generała brygady, w ubiegłym roku na uroczystości starachowickich harcerzy. ©K. Cuch

    Partyzant doceniony

    Partyzant doceniony


    Medale i wyróżnienia przyznane Antoniemu Hedzie: awans na generała brygady, przyznany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tytuł generała związków strzeleckich, Honorowy Obywatel Skarżyska-Kamiennej, Iłży, Stąporkowa, Końskich i Starachowic, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Virtuti Militari, kilkakrotnie Krzyżem Walecznych.



    W czwartek pożegnaliśmy legendarnego dowódcę partyzanckiego, który chciał jeszcze walczyć po wydarzeniach radomskich 1976 roku.

    14 lutego zmarł generał Antoni Heda, pseudonim "Szary".
    Był człowiekiem-legendą. Romantycznym zagończykiem, świetnym dowódcą, szczerym do bólu człowiekiem. Wielu mieszkańców naszego regionu uczestniczyło wczoraj w jego pogrzebie, który odbył się w Warszawie.

    Antoni Heda urodził się w 1916 roku, we wsi Małomierzyce koło Iłży. Pochodził z chłopskiej rodziny. W tamtych czasach chłopskiemu synowi niełatwo było się wybić. Jednak skończył szkołę techniczną w Radomiu i pracował w fabryce w Starachowicach. Jego wojenny szlak rozpoczął się we wrześniu 1939 roku. Heda znalazł się w 12 Dywizji Piechoty, która walczyła z Niemcami w jego rodzinnych stronach, podczas jednej z najbardziej zaciętych bitew wojny obronnej pod Iłżą.

    Potem nasz bohater, jako podchorąży, walczył jeszcze pod Tomaszowem Lubelskim. Gdy jego oddział został rozbity, Heda próbował uciec na Wschód, przez zieloną granicę. Niemcom się wymknął, ale szybko wpadł w ręce Sowietów. Ta wpadka kosztowała późniejszego partyzanta dwa lata życia. Trafił do więzienia w twierdzy Brześć. Nieoczekiwanie "z pomocą" przyszedł mu niemiecki atak na Związek Radziecki. Podczas bombardowania Brześcia Heda uciekł i wrócił w rodzinne strony. Tu działała już konspiracja. Antoni Heda, doświadczony żołnierz, szybko trafił w jej szeregi.

    Specjalista od więzień

    Podczas dwóch lat spędzonych w sowieckim więzieniu dobrze poznał, jak działają takie placówki. Nic dziwnego, że po przejściu do partyzantki okazał się specjalistą od rozbijania więzień. Przeprowadził cztery takie akcje; w Starachowicach uwolnił 80 osób, większość z nich wstąpiła do jego oddziału. Potem powtórzył ten wyczyn w Iłży i Końskich. Ostatnim atakiem na więzienie wykazał się w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku w Kielcach. Tym razem wrogiem nie byli Niemcy, ale rodacy.

    Tyle że aresztowali i katowali kilkuset żołnierzy Armii Krajowej. A Heda nie miał w zwyczaju zostawiać kolegów w potrzebie. Na poczekaniu zwołał ukrywających się byłych podwładnych i przeprowadził precyzyjną, przemyślaną akcję. Jak podają historycy, uwolnił od 350 do 700 przetrzymywanych przez Urząd Bezpieczeństwa partyzantów. Po tej akcji o sławnym dowódcy zrobiło się jeszcze głośniej. Nie było wyjścia, Heda musiał uciekać. Komunistyczne władze nie mogły go schwytać przez trzy lata. Zemsta władzy ludowej dosięgła jego bliskich. Zamordowano dwóch jego braci.

    Najważniejsze akcje

    Najważniejsze akcje


    Najważniejsze akcje bojowe Antoniego Hedy "Szarego": 6 sierpnia 1943 roku - zdobycie niemieckiego więzienia w Iłży, 1 kwietnia 1944 roku - zwycięska bitwa z niemiecką obławą w okolicy wsi Jeleniec, 5 i 6 czerwca 1944 roku - partyzanci pod dowództwem "Szarego" opanowali Końskie i uwolnili więźniów z tamtejszego więzienia, 5 sierpnia 1945 roku - oddział zebrany przez Antoniego Hedę w brawurowej akcji rozbił więzienie Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach, uwalniając kilkuset partyzantów Armii Krajowej.



    Uwolnił Cybulskiego

    Podczas sławnej akcji w Kielcach jednym z uwolnionych żołnierzy był 19-letni wówczas Stanisław Kosicki. Dostał wyrok śmierci za zabicie funkcjonariusza "bezpieki". Kosicki był pierwowzorem Maćka Chełmickiego, bohatera książki Jerzego Andrzejewskiego i filmu Andrzeja Wajdy pod tym samym tytułem - "Popiół i diament".

    Do legendy przeszła pierwsza, a może i najważniejsza rola Maćka, zagrana przez Zbigniewa Cybulskiego. Tyle że w filmie bohater ginie od kul polskich żołnierzy. W rzeczywistości też by tak było, gdyby nie akcja podkomendnych "Szarego". Kosicki przeżył wojnę. Odnalazł go i opisał jego historię pisarz rodem z Suchedniowa, Krzysztof Kąkolewski, w książce "Diament odnaleziony w popiele". Ile innych życiorysów zmienił brawurowy wyczyn partyzanta Hedy, pewnie nigdy się nie dowiemy.

    4 x śmierć

    Heda wpadł w ręce Służby Bezpieczeństwa w 1948 roku, przez trzy lata ukrywał się jako Antoni Wiśniewski na Mazurach i Wybrzeżu. Sąd skazał go na poczwórny wyrok śmierci. Jednak los uśmiechnął się do "Szarego". Przypomnieli sobie o nim pełniący wysokie funkcje w państwie byli dowódcy Armii Ludowej z terenu Kielecczyzny. Pamiętali świetnego dowódcę z czasów wojny, gdy nieraz wspólnie walczyli. Dzięki ich wstawiennictwu "czapę" zamieniono Hedzie na dożywocie.

    Przeżył Stalina i po amnestii w 1956 roku wyszedł na wolność. Pod czujnym okiem Służby Bezpieczeństwa ułożył sobie życie. Ale poglądów nie zmienił i gdy nadarzyła się okazja, wrócił do walki o wolną Polskę. Działał w Solidarności, był doradcą Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nic dziwnego, że gdy ogłoszono stan wojenny, władze internowały go razem z tysiącami działaczy Solidarności. 65-letniego partyzanta przetrzymywano w obozie w Białołęce.

    Chciał rozbić kolejne więzienie

    Antoni Heda jeszcze w latach siedemdziesiątych szykował poważną akcję przeciwko władzy ludowej. Po wydarzeniach radomskich w 1976 roku, kiedy robotnicy podpalili gmach komitetu partii, zaczęły się represje. - Trzy tysiące osób aresztowano i przetrzymywano w hangarach na lotnisku w Radomiu. Wtedy "Szary" zebrał zaufanych ludzi w jednym z kościołów. Planował odbicie więźniów. Był zdecydowany.

    Byłem wtedy razem z nim - opowiada Tadeusz Woś z Suchedniowa, przyjaciel legendarnego dowódcy. Akcja nie doszła do skutku. - Zbyt mało mieliśmy ludzi, trudno byłoby ją przeprowadzić. Wtedy zobaczyłem, jakim człowiekiem jest Antoni Heda. Wówczas małomówny, ale bardzo konkretny. Był już starszym mężczyzną, ale widać było, że to nadal człowiek czynu - wspomina tamte wydarzenia Woś.

    Ludzie pamiętają

    Osób, które pamiętają Hedę z czasów wojny, jest już niewielu. Ale legenda o nim w Świętokrzyskiem jest ciągle żywa. 91-letnia Helena Boczek ze wsi Sorbin do dziś pamięta "Szarego". - Wpadł do wsi Zbrojów, niedaleko. Cały był pokrwawiony. Bardzo go postrzelali. Uciekał przed Niemcami. Zdążył wbiec do stodoły i przykrył się słomą. Hitlerowcy go nie znaleźli. Kilka razy był ranny. W latach 80. przyjechał do wsi. Tamta stodoła jeszcze stała, wspominał o tamtym wydarzeniu - opowiada kobieta.

    O różnych partyzantach do dziś krążą różne opinie. Jedni byli dobrzy, inni siłą zabierali żywność. - Były i bandy podszywające się pod partyzantów, bili chłopów, zabierali pieniądze. Ale oddział "Szarego" to była porządna partyzantka - wspomina Helena Boczek.

    Historyk Tadeusz Sikora ze Skarżyska uważa Antoniego Hedę za doskonałego taktyka wojny partyzanckiej. - Dzięki temu jego akcje wyróżniały się dużą skutecznością. Jego oddział składał się z miejscowej ludności, nie "spalonych" w miastach członków ruchu oporu. Dlatego "Szary" cieszył się dobrą opinią wśród ludności i zawsze mógł liczyć na wsparcie - mówi Sikora.

    Szczery do bólu

    W wolnej Polsce Antoni Heda, pomimo wieku, nadal angażował się społecznie. Był obecny na większości uroczystości patriotycznych. Często publicznie zabierał głos w różnych sprawach. Jego wypowiedzi nierzadko były kontrowersyjne i nie wszystkim się podobały. - Ale zawsze mówił, co myślał. Nawet jeśli wiedział, że będzie krytykowany. Sprzeciwiał się obecności polskich wojsk w Iraku, głośno protestował przeciwko wyprzedawaniu majątku narodowego. Mówił prosto w oczy, często niewygodną prawdę - uważa Tadeusz Woś.

    Za zasługi Antoni Heda otrzymał wiele medali, na półtora roku przed śmiercią został awansowany na generała brygady. Doceniły go też lokalne społeczności. "Szary" został honorowym obywatelem Skarżyska-Kamiennej, Iłży, Starachowic, Końskich i Stąporkowa. W sierpniu 2006 roku generał Heda uczestniczył w uroczystościach na cmentarzu partyzanckim w Skarżysku. Złożył wiązankę kwiatów. Kiedy chciał przemówić, zdołał tylko powtórzyć kilka razy "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus".

    To były ostatnie publicznie wygłoszone słowa "Szarego". Odwieziono go do skarżyskiego szpitala. Lekarze orzekli: udar mózgu. Po ponadrocznej chorobie, 14 lutego generał Antoni Heda zmarł. 21 lutego w Warszawie odbył się jego pogrzeb. Uczestniczyło w nim wielu mieszkańców.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (12)

    Wszystkie komentarze (12) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo