W PRL niszczono kulturę Kaszubów. Bezskutecznie

    W PRL niszczono kulturę Kaszubów. Bezskutecznie

    archiwum

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Kaszuby - kobieta z chrustem. Lata międzywojenne.

    Kaszuby - kobieta z chrustem. Lata międzywojenne. ©archiwum

    Powojenna historia Kaszubów była pasmem nieustających represji ze strony komunistycznego reżimu.
    Kaszuby - kobieta z chrustem. Lata międzywojenne.

    Kaszuby - kobieta z chrustem. Lata międzywojenne. ©archiwum

    Bięcino gm Damnica - Chałupa robotnicza z początku XIX wieku. Zdjęcie wykonane po I wojnie światowej. archiwum

    Bięcino gm Damnica - Chałupa robotnicza z początku XIX wieku. Zdjęcie wykonane po I wojnie światowej.
    (fot. archiwum )

    Droga cierpień i łez zaczęła się od człowieka z piekła rodem - Jana Kaszubowskiego, który przekazał bezpiece i NKWD wszystko, co wiedział o organizacjach Kaszubów.

    Jak w przypadku każdej ciemnej postaci, po latach jego życiorys fascynuje i przeraża. Już w maju wyjdzie książka poświęcona Kaszubowskiemu autorstwa historyka Andrzeja Gąsiorowskiego. Będzie liczyła 600 stron. Dowiemy się z niej naprawdę dużo. A właśnie postać Kaszubowskiego wpłynęła na powojenne losy Kaszubów w największym stopniu.

    To więksi patrioci niż Polacy

    Kim był Kaszubowski? Urodził się w 1902 roku w Bolesławowie koło Kościerzyny. Do wybuchu II wojny światowej imał się różnych zawodów - głównie w handlu. Od 1941 roku na stałe zaczął pracować w gestapo. Był odpowiedzialny za rozpracowanie niepodległościowej organizacji Kaszubów "Gryf Pomorski".

    - Był postacią bardzo ważną dla Niemców. Znał język, ludzi, psychikę Polaków. Znał teren Kaszub, jeździł przecież po nim jako komiwojażer. Dodatkowo odznaczał się wysoką inteligencją, przed wojną studiował psychologię. Znał język polski, francuski, niemiecki, szwedzki i rosyjski - opowiada Gąsiorowski.

    "Gryf Pomorski" był niepodległościową organizacją zbrojną powołaną do życia przez Kaszubów w 1941 roku w Czarnej Dąbrowie koło Bytowa.

    - Była wyjątkowa w skali kraju. Nie było takiej drugiej regionalnej organizacji działającej na tak rozległym terytorium - mówi Piotr Szubarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.

    Dla Szubarczyka powołanie "Gryfa Pomorskiego" (liczebność organizacji ocenia się na 18-20 tys. członków, w terenie działało kilkadziesiąt oddziałów liczących około 500 osób) było naturalną konsekwencją charakteru Kaszubów.

    - Są formacją patriotyczną czysto polską. To więksi patrioci niż Polacy z Mazowsza. Prezentują niezwykle konserwatywny patriotyzm powiązany z Kościołem - stwierdza Szczubarczyk.

    Cień egzekucji

    Ale "Gryfa" czekały bardzo dramatyczne chwile. W 1943 roku jego ówczesny komendant Józef Dambek wydał rozkaz wykonania egzekucji na innym znanym dowódcy - poruczniku Józefie Gierszewskim.

    Motywy tej decyzji do dzisiaj nie są znane. W oficjalnej historii jako tło konfliktu wymienia się fakt, że Gierszewski ciążył ku jedności z Armią Krajową, a Dambek się temu sprzeciwiał, co raczej należy przypisać przekłamaniom bezpieki, która kompletnie zafałszowała historię "Gryfa". Inni z kolei twierdzą, że Gierszewski był donosicielem Gestapo i był związany z Kaszubowskim. Elżbieta Szalewska ze Słupska przekazała nam relacje, według których z kolei Gierszewski od dłuższego czasu wykazywał orientację prosowiecką.

    Dla Szczubarczyka te rozważania nie mają za bardzo sensu.

    - Dambek stał najwyżej w hierarchii i wydał określony rozkaz. Musimy pamiętać, że ci ludzie funkcjonowali w warunkach ścisłej konspiracji, co oznacza, że za kwestionowanie rozkazów groziła kula w łeb - tłumaczy historyk IPN. - Są znane przypadki, w których udowodniono po latach, że na przykład sądy Armii Krajowej myliły się w ocenie skazanych przez siebie domniemanych konfidentów, ale pozostawanie w wątpliwościach w warunkach konspiracyjnych jest po prostu niedopuszczalne.

    Cień tej egzekucji i manipulacji jej przyczynami przez bezpiekę już po wojnie zrobiły swoje. Do dziś społeczność kaszubska jest podzielona na zwolenników Dambka i Gierszewskiego.

    W ręce Smiersza

    W 1944 roku zginął Dambek w zasadzce zorganizowanej przez Kaszubowskiego. W jego ręce wpadło całe archiwum dotyczące kierownictwa tej organizacji. - Wiemy tylko, że to były listy członków, co tam było jeszcze - trudno powiedzieć. W każdym razie w efekcie tej akcji wkrótce potem aresztowano kilkaset osób - mówi Gąsiorowski.

    Kaszubowski vel Hans Kassner doczekał końca wojny. Już na początku 1945 roku rozpoczął współpracę z NKWD i osławionym sowieckim kontrwywiadem wojskowym Smiersz.
    Pieczenie chleba – zdjęcie zrobiono w Jamnie, gmina Mścice, w 1932 roku. archiwum

    Pieczenie chleba - zdjęcie zrobiono w Jamnie, gmina Mścice, w 1932 roku.
    (fot. archiwum)

    Zaraz potem przekazano go w ręce Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W ten sposób nowa władza dowiedziała się wszystkiego o strukturach "Gryfa Pomorskiego" i w krótkim czasie organizacja została zlikwidowana.

    - Zeznania były niezwykle szczegółowe i dokładne, pozwoliły aresztować wiele osób, a później część z nich zmuszać do współpracy - dodaje Gąsiorowski.

    Prawie że umierałem w gestapo

    Po wojnie Kaszubi traktowani byli jako niepewna nacja ciążąca ku Niemcom z tendencjami separatystycznymi. Wielu z nich zostało wpisanych na narodowościową listę niemiecką. By udowodnić swoją polskość, musieli przechodzić upokarzającą weryfikację.

    Do końca istnienia PRL Kaszubi byli pod ścisłą kontrolą najpierw UB, a później SB. Rewizje w mieszkaniach czołowych działaczy miały miejsce jeszcze w latach 70. XX wieku. Najlepiej dramatyczną sytuację tamtych czasów opisuje list jednego z liderów ruchu kaszubskiego do I sekretarza KW PZPR w Gdańsku: "Dlaczego tak sromotny los spotkał mnie, który skatowany do utraty przytomności, prawie że umierałem w gestapo jako Polak za sprawę polską? Wy nie widzieliście tego towarzysze. [...]

    Katowany [byłem] nie za regionalizm kaszubski. Pęknąć by z bólu mogło serce. Któż może z Polaków być aż tak okrutny, by przypuszczać, że bity i na śmierć skazany mógłbym z Niemcami paktować przeciw Polsce."

    Inwigilacja ruchu kaszubskiego osiągnęła tak wysoki stopień, że część historyków uważa, że właśnie działaniom SB można przypisać zanik języka kaszubskiego na Pomorzu (dr Alicja Paczoska).

    Języka, który na szczęście dziś może rozkwitać bez przeszkód.
    Skąd się wziął Dzień Jedności Kaszubów

    Dzień Jedności Kaszubów jest obchodzony od 2004 roku. Ma być przypomnieniem, że Kaszubi trwają nad Bałtykiem 1600 lat i że chcą być wspólnotą.

    Pomysłodawcą Dnia Jedności Kaszubów był Tomasz Żuroch Piechowski. Jak mówił w 2004 roku chodziło o znalezienie takiej imprezy, która mogłaby integrować wszystkich Kaszubów. Dzień Jedności związany jest z dniem 19 marca 1238 r., kiedy to po raz pierwszy pojawiła się w użyciu nazwa Kaszuby w piśmie. Właśnie tego dnia w bulli papieża Grzegorza IX książę szczeciński Bolesław I został nazwany Księciem Kaszub (dux Slavorum et Cassubia).

    Sama nazwa Kaszubi zdaniem historyków jest określeniem słowiańskiej ludności zamieszkującej obszar dzisiejszego Pomorza, a przez swoich sąsiadów nazywanych po prostu Pomorzanami. Warto przypomnieć jeszcze, że tytuł Księcia Pomorza używał władca pomorski z rodu Gryfitów Barnim III (dux Cassuborum 1320 - 1368).

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo