Licealiści nakręcili dokument o czasach II wojny światowej

    Licealiści nakręcili dokument o czasach II wojny światowej

    Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Filmowa potyczka wojsk niemieckich z Sowietami.

    Filmowa potyczka wojsk niemieckich z Sowietami. ©fot. archiwum / Justyna wawak

    Noc z 9 na 10 lutego 1945 roku. Niemiecki statek szpitalno-transportowy Steuben, płynie z Pilawy do Świnoujścia.
    Filmowa potyczka wojsk niemieckich z Sowietami.

    Filmowa potyczka wojsk niemieckich z Sowietami. ©fot. archiwum / Justyna wawak

    Znajduje się na nim 4300 osób. Jedni śpią, inni rozmawiają albo słuchają radia. Za statkiem płynie radziecki okręt podwodny S-13. Sowieci przygotowują się do wystrzelenia torped. Zginie ponad trzy tysiące osób.

    To tylko jedna, ale za to pełna dramatyzmu, scena 40-minutowego filmu dokumentalnego przygotowanego przez tegorocznych maturzystów I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Słupsku. 13 marca w słupskim ratuszu odbył się jego uroczysty pokaz. Zanim jednak film "Pod skrzydłami czarnego orła" pokazano w całej krasie, młodzi ludzie wykonali ogromną pracę.

    Pomysł narodził się we wrześniu ubiegłego roku, gdy licealiści musieli wybrać temat na projekt podsumowujący ich pracę w szkole. Wybór był efektem połączenia zainteresowania historią regionu, językiem niemieckim i filmowej pasji Tomasza Wawrowskiego oraz Wojciecha Depty, jego kolegi z LO w Ustce. Do pracy w zespole włączyli się także Maciej Barnowski i Aleksandra Targowska, a nad ich działaniami czuwała Ewa Jurgiewicz, germanistka.

    Pierwsze sceny, które złożyły się na film, licealiści nakręcili kamerą cyfrową w listopadzie.

    - Najpierw jednak opracowywaliśmy scenariusz konkretnych scen. Szukaliśmy materiałów w źródłach, konsultowaliśmy się z historykami, a potem na podstawie zdobytej wiedzy konstruowaliśmy dialogi bohaterów i uczyliśmy się na pamięć ich kwestii po niemiecku - relacjonuje Tomek Wawrowski.

    - Staraliśmy się, aby przedstawione sceny były jak najbardziej realistyczne i zgodne z faktami. Gdy doszli do etapu realizacji scenek, dzięki uprzejmości ojca Tomka Wawrowskiego zdecydowali się je wykonać we wnętrzach i plenerach Doliny Charlotty oraz prywatnego domu we Włynkówku, który im udostępniono.

    - Scenę w łodzi podwodnej filmowaliśmy w kotłowni. Staraliśmy się ją tak wykadrować, aby choć trochę przypominała wnętrze statku. Bardzo pomocna okazała się maszyna do produkowania dymu, którą stosuje się w dyskotekach. Przy jej pomocy uzyskaliśmy również efekt postarzenia zdjęć, które w czasie montażu łączyliśmy z fragmentami oryginalnych, niemieckich kronik wojennych, które ściągaliśmy prywatnie od różnych znajomych pasjonatów.

    Gdy nasz materiał przetworzyliśmy na zdjęcia czarno-białe, całość świetnie się komponowała. Praca montażowa zajęła nam cały luty - dodaje Wojtek Depta. W lesie koło Doliny Charlotty realizowali również wstrząsające sceny egzekucji przez gestapowców polskich więźniów w Lasku Południowym.

    - Nie jesteśmy Andrzejem Wajdą, więc nie mogliśmy sobie pozwolić, aby wychodzić w niemieckich mundurach na ulice miasta - tłumaczy Wawrowski. Dość prymitywnie, bo dzięki połączeniu saletry z cukrem udało im się także stworzyć efekty wybuchów.

    - Baliśmy się, jak zostanie odebrana scena egzekucji. Dlatego konsultowaliśmy się z historykiem Maciejem Hejgerem, który nas uspokoił, że jak ją opatrzymy odpowiednim komentarzem, to zostanie właściwie odebrana - mówi Maciej Barnowski.

    Spory problem stanowiły kostiumy. Nie mieli bowiem sponsorów, którzy by pokryli koszty ich wypożyczenia. Dlatego korzystali z prywatnych kontaktów i kolekcji pasjonatów. Tylko na pokaz filmu w ratuszu wypożyczyli niemieckie mundury ze specjalistycznej wypożyczalni w Poznaniu, co kosztowało 600 złotych. To była spora część ich budżetu. Na szczęście rodzice trochę pomogli finansowo.

    - Obecne niemieckie mundury bardzo przypominają te z czasów Hitlera. Dzięki odpowiedniemu kamuflażowi można je było wykorzystać - zdradza Wawrowski.
    Najbardziej ucieszył ich odbiór filmu przez widzów. Nie zetknęli się z nieprzychylnymi komentarzami.

    - Dla mnie najważniejsze były reakcje przedstawicieli mniejszości niemieckiej. Podczas projekcji byli wzruszeni i dziękowali za to, że pokazaliśmy prawdę o tamtych czasach - mówi Wawrowski.

    Twórcy filmu chcieliby go teraz pokazywać w innych szkołach, bo uważają, że mało osób wie o tym, co działo się w Słupsku i okolicach w czasach II wojny światowej.

    Chcą też wysłać film do różnych instytucji w kraju i poza granicami Polski. Liczą, że może ktoś się nim zainteresuje. Na razie jednak filmowcami nie chcą zostać, ale gdyby dostali stypendia dla młodych filmowców, to by się zastanowili.

    - Wyróżnieniem dla mnie było już to, że Stanisław Łukasik, prezes Stowarzyszenia Historycznego "Pomerania 1945", które uczestniczyło w produkcji serialu "Twierdza szyfrów", zaproponował nam współpracę, jak zdamy maturę - dodaje Wawrowski.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo