Kaszubi odzyskują przedwojenną własność

    Kaszubi odzyskują przedwojenną własność

    Bogumiła Rzeczkowska

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Grzegorz Szczepański z mecenasem Romanem Nowosielskim tuż po ogłoszeniu prawomocnego wyroku.

    Grzegorz Szczepański z mecenasem Romanem Nowosielskim tuż po ogłoszeniu prawomocnego wyroku. ©Justyna Wawak

    Słupski Sąd Okręgowy przyznał prawo rodzinie przedwojennych właścicieli lasu na Kaszubach do ich skonfiskowanej własności.
    Grzegorz Szczepański z mecenasem Romanem Nowosielskim tuż po ogłoszeniu prawomocnego wyroku.

    Grzegorz Szczepański z mecenasem Romanem Nowosielskim tuż po ogłoszeniu prawomocnego wyroku. ©Justyna Wawak

    Komentarz dnia

    Komentarz dnia


    Klucz do lasu

    Bogumiła Rzeczkowska
    bogumila.rzeczkowska@gp24.pl

    Zwrot zagrabionych po wojnie majątków to drażliwy temat. Po 1989 roku nie znaleziono sprawiedliwych rozwiązań. Ludzie mają poczucie krzywdy, a państwo związane historią ręce. Sprawa powrotu lasu do rodziny przedwojennych właścicieli jest jak powiew wolności. Jednak własność lasu to przede wszystkim ogromny i piękny obowiązek. Wobec nas, przyszłych pokoleń i ziemi.



    Majątek jest wart 1,8 miliona złotych. To w Słupsku pierwsza taka sprawa i jedna z nielicznych w Polsce. Wkrótce ruszy lawina.

    Elżbieta i Grzegorz Szczepańscy z miejscowości Bagno koło Czerska pozwali Nadleśnictwo Woziwoda. - Przed wojną właścicielem lasu był dziadek żony. Dbał o las, nie przepił go, nie roztrwonił majątku, ale później bezprawnie go zabrano.

    Nadleśnictwo ma z lasu korzyści, a ja z czego dzieci wykształcę? - pyta Grzegorz Szczepański. - Kiedy w 1993 roku chcieliśmy uporządkować sprawy majątkowe, okazało się, że nie można nas wpisać do księgi wieczystej, bo właścicielem lasu jest Skarb Państwa. Teraz od prawie trzech lat walczymy o wpis.

    W 1954 roku rodzina straciła 30-letni wówczas sosnowo-brzozowy las o powierzchni 57 hektarów. Stało się tak, bo 12 grudnia 1944 roku władza stalinowska uchwaliła dekret PKWN o przejęciu niektórych lasów na własność Skarbu Państwa. Państwo zabierało wszystkie tereny zalesione, które miały więcej niż 25 hektarów powierzchni.

    Jednak nie miało prawa znacjonalizować większego lasu, jeśli przed 1 września 1939 roku został podzielony na parcele mniejsze niż 25 hektarów.

    Mimo to do takich zagrabień dochodziło, bo nadgorliwość komunistycznych urzędników była ogromna. Jej ofiarą padli przodkowie Szczepańskich.

    - Kaszubi dla władz stalinowskich zawsze byli groźni, stanowili siłę, której się obawiano - mówi mecenas Roman Nowosielski, reprezentujący interesy właścicieli.

    - Przed wojną las rodziny Szczepańskich był podzielony na mniejsze parcele, więc odebrano go z naruszeniem przepisów dekretu. W 1991 roku dekret został uchylony, ale lasów i gruntów leśnych nie zwrócono nikomu, a w księgach wieczystych wciąż figurował Skarb Państwa.

    W Sądzie Rejonowym w Chojnicach Szczepańscy wygrali. Nadleśnictwo Woziwoda odwołało się od wyroku. Na wczorajszą sprawę przyjechał Adam Ablewicz, pełnomocnik Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, który bronił majątku państwowego. Twierdził, że parcele leśne w Bagnie miały większą powierzchnię, a do sprawy nie zgromadzono odpowiedniej dokumentacji. Sąd jednak nie miał wątpliwości, że las należy do Szczepańskich.

    - Mamy do czynienia z historycznymi przepisami. Trudno je analizować w oparciu o współczesne i oceniać, bo zostały wydane w innych realiach polityczno-społeczno-gospodarczych - uzasadniła sędzia Jolanta Deniziuk.

    - Dekretu z 1944 roku nie można podważyć, ale według niego, działki mniejsze niż 25 hektarów nie podlegały przejęciu. A w tym przypadku do niego doszło.

    - Najważniejsze, że własność jest szanowana. Ci, którzy ją utracili, teraz mogą domagać się zwrotu - powiedział po wyroku mecenas Roman Nowosielski. - Właściciele lasu teraz będą dążyć do zawarcia ugody z Nadleśnictwem. Mogą zażądać odszkodowania.

    Na Kaszubach, od Borów Tucholskich do Bałtyku takich spraw będzie kilkaset. Co się stanie, gdy lasy wrócą do właścicieli? - Właściciel lasu może postawić tablicę z napisem: teren prywatny, ale to nie oznacza, że będzie mógł robić w nim, co chce.

    Ma prawa, ale także obowiązki - mówi mecenas Nowosielski. Pan Grzegorz na razie nie zamierza brać opłat za wstęp do lasu. - Niech sobie zbierają grzyby i polują - mówi. - Jednak jeśli ktoś będzie las niszczył, śmiecił w nim, palił papierosy albo rozpalał ognisko, to wygonię - zapowiada prawowity właściciel.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo