Wiesław Mileńko - wiking z komórką

    Wiesław Mileńko - wiking z komórką

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Wiesław Mileńko pracuje na terminalu promowym. Jest cenionym specjalistą. Reprezentuje Zarząd Morskich Portów Szczecin-Świnoujście w międzynarodowym

    Wiesław Mileńko pracuje na terminalu promowym. Jest cenionym specjalistą. Reprezentuje Zarząd Morskich Portów Szczecin-Świnoujście w międzynarodowym projekcie związanym z badaniem przepływu ładunków na Bałtyku.

    Właśnie wrócił z konnej wyprawy wzorowanej na wyprawach ludów Wschodu sprzed 2500 lat. Po drodze wpakował się w bagno.
    Wiesław Mileńko pracuje na terminalu promowym. Jest cenionym specjalistą. Reprezentuje Zarząd Morskich Portów Szczecin-Świnoujście w międzynarodowym

    Wiesław Mileńko pracuje na terminalu promowym. Jest cenionym specjalistą. Reprezentuje Zarząd Morskich Portów Szczecin-Świnoujście w międzynarodowym projekcie związanym z badaniem przepływu ładunków na Bałtyku.

    Jego koń błyskawicznie zapadł się w grząskie podłoże. Próbując się ratować, zwierzę podniosło do góry przednie nogi, po czym przewróciło się w bagno razem z jeźdźcem i bagażami.

    - Czy się bałem? Nie - opowiada Wiesław Mileńko. - Ja się boję tylko horrorów w telewizji. Za bardzo wyobraźnia mi wtedy pracuje.

    Wiesław Mileńko ze Świnoujścia jest jednym z najstarszych ludzie w Polsce, którzy odtwarzają życie ludów wczesnośredniowiecznych, a nawet starożytnych. Był pierwszym w kraju, który razem z dwójką przyjaciół, szedł zapomnianym średniowiecznym szlakiem przez wyspę Wolin.

    Duch wojownika

    Na co dzień pracuje na terminalu promów pływających do Skandynawii. Przygodę z historią Wikingów i ludami żyjącymi setki, a nawet tysiące lat temu, rozpoczął już ponad 10 lat temu.

    - Zawsze miałem w życiu jakieś pasje - mówi. - Dużo pływałem, jeździłem na rowerze, nartach, nartorolkach.

    Razem z Małgorzatą mieszkają w niewielkim mieszkaniu w centrum Świnoujścia. Wystrój zaskakuje każdego, kto przekracza próg ich domu.

    - Nasza kamienica pochodzi z końca XIX wieku - opowiada pan Wiesław. - Chcieliśmy choć trochę oddać klimat mieszkania właśnie z tamtego okresu. Wyszło nam coś pomiędzy nowoczesnością a historią.

    Siadamy przy starym stoliku na czymś w rodzaju niewielkiej kanapy wyłożonej zwierzęcymi skórami. W niewielkim pokoju wszędzie widać ślady pasji Wiesława i Małgorzaty. W kącie poukładane stroje z epoki wczesnego średniowiecza. Obok na wieszaku wisi suknia Małgorzaty, zrobiona na wzór szat noszonych przez kobiety przed wiekami. Wszystko szyją sami. Używają wyłącznie naturalnych materiałów - skóry, lnu, a przede wszystkim wełny. Na ścianach prosta broń średniowiecznych wojowników.

    - To oryginalny bębenek zrobiony przez mongolskiego pasterza - pokazuje z dumą Małgorzata. - Przydaje mi się w moich tańcach. Dostałam go w prezencie od naszego przyjaciela z Wolina. Razem pracujemy przy rekonstrukcji średniowiecznej osady na wyspie Ostrów w Wolinie.

    Wikingowie w sieci

    Wszystko zaczęło się 15 lat temu. Oboje po raz pierwszy wybrali się na festiwal Wikingów do Wolina. O imprezie dowiedzieli się z plakatów. Popłynęli malutką łodzią.

    - Pływanie, to była wtedy moja największa pasja - opowiada Wiesław.

    Impreza spodobała im się. Choć jeszcze nie na tyle, aby historia Wikingów stała się ich prawdziwą pasją, drugim życiem.

    - Przez kolejne trzy lata przypływaliśmy na ten festiwal - zaznacza Wiesław. - Z roku na rok coraz bardziej mnie to wciągało. Gosię zresztą też.

    Gdy nastała era internetu, surfował w poszukiwaniu informacji.

    - Zacząłem działać na forum historycznym Freha - opowiada Wiesław. - To była kopalnia wiedzy. Po jakimś czasie zaproponowano mi, abym został moderatorem. Dziś prowadzę na tym forum dwa działy: łucznictwo i kuchnię.

    Dzięki festiwalowi w Wolinie i internetowi nawiązywał coraz to nowe kontakty z ludźmi, którzy tak jak on pasjonowali się wczesnym średniowieczem. Najpierw z Polski, potem z zagranicy.

    - Z czasem, dzięki kontaktom z Rosjanami, moje zainteresowania poszły bardziej w kierunku Wschodu - mówi Wiesław. - Ludów żyjących 2500 lat temu na Syberii, w Mongolii.

    Z dala od ludzi

    Na swoim koncie ma kilka pieszych wędrówek zimą po lasach wyspy Wolin. Był prekursorem w tego typu wyprawach w Polsce i jednym z pierwszych w Europie.

    - Chciałem pokazać, że bycie człowiekiem wczesnego średniowiecza, to nie tylko bywanie na różnego typu festiwalach - wyjaśnia Wiesław.

    Na pierwszą wyprawę wyruszył razem z dwójką przyjaciół: Jurkiem z Mokrzycy i Maćkiem z Wolina. Szli lasami, z dala od ludzkich siedzib. Spali w lesie pod gołym niebem. Jedli suszone mięso, własnoręcznie zrobiony ser, pili napar z ziół. Udało się. Na drugą wyprawę poszli w zimie. Tym razem przeliczyli się. W połowie trasy musieli zrezygnować.

    - Zaskoczyła nas pogoda. Nie byliśmy dobrze przygotowani - opowiada Wiesław. - W takich wyprawach liczy się odwaga, ale złym doradcą jest brawura. Spadło dużo śniegu, temperatura poniżej zera. Byliśmy przemoknięci. Skórzane buty tak nasiąknęły wodą, że z trudem stawialiśmy kroki. Musieliśmy się poddać. Gdybyśmy poszli dalej, to mogło się to źle dla nas skończyć. A przecież nie o to chodziło.

    Orkan przeżył w lesie



    W lutym tego roku razem z innym zapaleńcami znów wyruszył na trasę. Po kilku godzinach zadzwoniła Małgorzata. Telefon komórkowy, to jedyna współczesna rzecz, którą Wiesław zawsze ma przy sobie. Chodzi o bezpieczeństwo.

    - Bałam się, bo wszędzie w mediach mówili, że nad Polskę nadciąga orkan Emma - opowiada Małgorzata. - Powiedziałam o tym Wieśkowi. Prosiłam, żeby znaleźli sobie jakieś bezpieczne miejsce.

    Przez następnych kilka godzin na dworze panowała kompletna cisza. Zero wiatru.

    - Pomyślałam, że niepotrzebnie panikowałam - opowiada Małgorzata. - Było mi głupio.

    - Aż tu nagle, koło godziny 23, usłyszeliśmy dziwne odgłosy - przerywa jej Wiesław. - Jakby gdzieś blisko przetaczał się przez tory pociąg z węglem. A przecież żadnych torów w pobliżu nie było!

    To nadchodziła Emma. W jednej chwili zerwał się silny wiatr, zaczął padać ulewny deszcz. Temperatura spadła poniżej zera.

    - Byliśmy kompletnie przemoczeni - wspomina Wiesław. - Udało nam się jakimś cudem rozpalić ognisko i tak przesiedzieliśmy do rana.

    Zawsze z uśmiechem

    W średniowiecznym skansenie na wyspie Ostrów w Wolinie pracuje z ludźmi w wieku 18-25 lat. Ale jak mówi, wiek nie ma znaczenia. Dogadują się bez problemów.

    - Wiek nie tyle wynika z metryki, co z przekonania i charakteru człowieka - twierdzi Wiesław. - Zresztą, ja każdego, kto skończył 18 lat traktuję jak dorosłego. Nieważne czy ma 25, czy 40 lat.

    Często zdarza się, że ubrany w średniowieczne szaty jedzie pociągiem czy autobusem. Przyznaje, że ludzie oglądają się za nim.

    - Ale nigdy nie spotkały mnie jakieś przykre komentarze - zaznacza.

    Podobnie jest w pracy. Nikt nie puka się w czoło, gdy słyszy o pasji Wiesława.
    Choć dopiero wrócił z wyprawy, już myśli o kolejnych. We wrześniu planuje znów spędzić w siodle kilka dni.

    - To będzie typowo koczownicza wyprawa - zaznacza Wiesław.

    Szykuje się też do pieszo-konnej wyprawy brzegiem Bałtyku. Razem z nim wyruszy jeszcze pięciu śmiałków.

    - Łatwo nie będzie, bo będziemy mieli na sobie pełne uzbrojenie średniowiecznych wojowników - mówi.

    21 czerwca razem z Małgosią wezmą udział w imprezie na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Wspólnie z setką innych Wikingów.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo