Rozmowa z Arkadiuszem Klimowiczem, burmistrzem Darłowa

- Co takiego zobaczył pan w elektrowni atomowej we Francji, że postanowił pan walczyć o to, by w Polsce pierwszą taką elektrownię budowano pod Darłowem?

- Do tej pory miałem sporo wątpliwości, co do koncepcji budowy elektrowni atomowej w Polsce, ale od półtora roku, gdy okazało się, że jest całkiem prawdopodobne, że powstanie ona w naszym regionie, zacząłem dużo czytać na ten temat, a wizyta we Francji była jakby zwieńczeniem tego wszystkiego.

Tam nabrałem pewności, że elektrownia atomowa jest dla nas dużą szansą.

To przecież fabryka prądu, która miałaby na 100 lat rozwiązać problem bezrobocia w naszym regionie. Do samej budowy potrzebnych byłoby kilka tysięcy osób z branży budowlanej, a do samej obsługi też około tysiąca osób, bo mitem jest, że w elektrowniach pracują tylko i wyłącznie wybitni specjaliści. Potrzebni są też zwykli pracownicy.

 

- Co z argumentem masowej ucieczki turystów?

- To kolejny mit. Wokół Flamanville bezrobocie nie istnieje, a turystyka się rozwija. Tam panuje klimat podobny do naszego, lata są dość kapryśne, a zatem turystyka ma charakter sezonowy. Poza tym Francja ma 58 reaktorów w 20 miejscowościach, w tym kilka nad Loarą, a kraj jest potęgą turystyczną.

Czy Francuzi są głupszym narodem od Polaków? Oni udowodnili, że wszystko można pogodzić: elektrownie i turystykę również.

Dlatego dzisiaj, wspólnie z wójtami i burmistrzami z powiatu sławieńskiego powiemy co chcemy zrobić, by elektrownia powstała właśnie u nas.

- Nie boi się pan równie mocnych jak w Gąskach protestów społecznych?

- Powiat sławieński to nie tylko i wyłącznie turystyka. Dlatego liczymy na to, że dialog społeczny będzie łatwiej prowadziło się tutaj niż w gminie Mielno.