Ma zapłacić karę za obcego człowieka

    Ma zapłacić karę za obcego człowieka

    Maciej Uptass

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Roman Kurowski.

    Roman Kurowski. ©Fot. Krzysztof Tomasik

    Nie został zatrzymany przez kontrolera. Nie nazywa się Wojciech Bolęski. A mimo to, musi zapłacić mandat za brak biletu.
    Roman Kurowski.

    Roman Kurowski. ©Fot. Krzysztof Tomasik

    Materiały podobne
    - Nie wiem, co mam począć. Firma windykacyjna straszy mnie komornikiem, bo nie zapłaciłem za czyjś mandat - żali się Roman Kurowski, który przyszedł do redakcji "Głosu". - Mam zapłacić karę za człowieka, którego nie znam, dlatego, że jadąc na gapę podał kontrolerowi mój adres. To jakiś absurd!

    Roman Kurowki mieszka w Słupsku razem z żoną i synem. Mają samochód i rzadko korzystają z miejskich autobusów. Tymczasem we wrześniu 2005 roku dostał wezwanie do zapłaty należności firmie Arsen.

    Napisano, że niejaki Wojciech Bolęski ma zapłacić karę w wysokości 95 zł za jazdę autobusem bez biletu. - Zdziwiło mnie to, bo nie znam nikogo takiego i nikt o tym nazwisku nie mieszkał w moim domu - wyjaśnia. - Poza tym adres był błędny. Mieszkam na Dębowej 20, a na kopercie widniała Dębowa 20 b. Taki adres nie istnieje.

    Pan Roman zadzwonił do Arsenu. Próbował wyjaśnić, że to pomyłka. Mimo tego pytano go o imiona wszystkich domowników. Arsen chciał się upewnić, czy ktoś przypadkiem nie pomylił się w zapisie imienia lub nazwiska.

    - Sprawdzali, czy przypadkiem ktoś z mojej rodziny nie jechał bez biletu - tłumaczy Kurowski. - W końcu jednak przyznali że Wojciech Bolęski nie brzmi tak jak Roman Kurowski. Uspokoili mnie mówiąc, że sprawa jest załatwiona, a pismo mogę wyrzucić.
    Jednak kilka dni temu na adres pana Romana przyszło kolejne zawiadomienie, tym razem od warszawskiej firmy windykacyjnej Auctus.

    List wzywa do zapłaty 120 zł w ciągu pięciu dni. W przeciwnym razie sprawa zostanie skierowana do sądu i komornik zażąda 390 zł.

    - Przecież zapewniano mnie, że sprawa jest zamknięta - żali się Kurowski. - A Arsen i tak przekazał domniemany dług windykatorom.

    Szef słupskiego Arsenu, Teofil Fijałkowski twierdzi, że Roman Kurowski sam jest sobie winien. - W takich sytuacjach wystarczy przyjść z dowodem osobistym i wyjaśnić sprawę. Przez telefon tego nie załatwiamy. Poza tym, zanim przekażemy sprawę do windykacji, wysyłamy więcej ponagleń - twierdzi Fijałkowski.

    - Żadnych ponagleń nie było - zapewnia Kurowski. - Przez telefon zapewniano mnie, że kara została anulowana. To ewidentna wina Arsenu.

    Jak się okazuje kontrolerzy Arsenu nie sprawdzają danych podanych przez pasażera za żadnym dokumentem. - Nie mamy możliwości potwierdzić takich informacji, ze względu na ustawę o ochronie danych - wyjaśnia Fijałkowski.

    Jednak dopiero po naszej interwencji zapewniono Romana Kurowskiego, że może spać spokojnie. - Postępowanie w tej sprawie zostało zatrzymane. - Szczegóły będziemy wyjaśniać z Arsenem - wyjaśnił nam przedstawiciel Auctusa.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.gp24.pl

    Polub nas na Facebooku

    Wideo ze Słupska

    Zdjęcia ze Słupska

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GP24 poleca

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!