Bestia wiedziała, co czyni

    Bestia wiedziała, co czyni

    Bogumiła Rzeczkowska bogumila.rzeczkowska@gp24.pl

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Jerzy O. w słupskim sądzie.

    Jerzy O. w słupskim sądzie. ©Fot. Sławomir Żabicki

    Mała Wiktoria nie miała szans. Oprawca chwycił ją za rączkę i tłukł dziewczynką, gdzie popadło. Słupska Prokuratura Rejonowa oskarżyła Jerzego O. o zabójstwo.
    Jerzy O. w słupskim sądzie.

    Jerzy O. w słupskim sądzie. ©Fot. Sławomir Żabicki

    Materiały podobne
    Na ławie oskarżonych zasiądą też rodzice dziecka. Za to, że byli lekkomyślni, ale przede wszystkim pijani.

    To była taka zwykła wiejska sobota. W Jeziorce, w gminie Damnica, ludzie kręcili się w swoich domostwach. Zapach wiosny mieszał się z odorem taniego wina. Sielankę przerwał płacz 7-miesięcznej Wiktorii.

    Ostatnie łkanie

    53-letni Jerzy O. to nałogowy alkoholik. Utrzymywał się z prac dorywczych. 19 maja przyjechał do Urszuli i Tadeusza w gości. O godz. 14.30 skończył się alkohol.

    Rodzice dziewczynki wsiedli na motorower i pojechali po wino do sąsiedniej wsi. Tam jeszcze pili pod sklepem. Wrócili około godz. 16. Jerzy O. został w mieszkaniu. Siedział i dopijał resztki z butelki. Wiktoria zaczęła płakać...

    - Nie wiemy dokładnie, co się działo, bo oskarżony przedstawia dwie wersje - mówi prowadzący śledztwo prokurator Dariusz Kloc ze słupskiej Prokuratury Rejonowej. - W pierwszej wersji mówi o przypadku, w drugiej o działaniu osób z zewnątrz.

    Kiedy rodzice wrócili, zastali przed domem rodzinę Tadeusza D. i sąsiadów.

    Do linczu nie doszło, ale była awantura. Ludzie szarpali Jerzego O. On sam twierdzi, że został pobity. W chwilę później przyjechała karetka i policja. Lekarz stwierdził, że dziecko nie żyje.

    Ślady zbrodni

    Przebieg tragedii odtworzono na podstawie obrażeń i śladów krwi znalezionych w mieszkaniu. Śledztwo wykazało, że zabójca chwycił Wiktorię za rączkę i z całych sił uderzał jej główką o ściany, podłogę i meble.

    Dziewczynka miała złamaną rączkę, żebra, sińce na całym ciele i krwiaki mózgu, które ją zabiły.

    - Od uderzeń straciła przytomność. Nikt nie potrafi określić, ile czasu to trwało - ocenia Dariusz Kloc.

    Po zbrodni w mieszkaniu panował względny porządek. Na sprzętach niewiele było śladów krwi. Dopiero badanie luminolem wykazało, o co dziecko było uderzane.

    - To substancja chemiczna, która w ciemności świeci w połączeniu ze związkami żelaza, znajdującego się w krwi - tłumaczy prokurator. - W ten sposób specjaliści z Gdańska znaleźli krew na framudze drzwi i na ścianach.
    Ufałam mu

    Gdy wydarzyła się tragedia, rodzice Wiktorii od trzech lat żyli w konkubinacie. Dzisiaj 34- letnia Urszula i 31-letni Tadeusz D. są już małżeństwem. W ich mieszkaniu zawsze było czysto i schludnie. Dziecko zdrowe i zadbane.

    Ojciec miał pracę w Słupsku. Matka pilnowała wizyt u lekarza. Jeździła nawet z Wiktorią na Śląsk do specjalisty, bo obawiała się, że dziewczynka cierpi na chorobę genetyczną. Rodzice płakali na przesłuchaniach.

    Dariusz Kloc


    Dariusz Kloc

    Dariusz Kloc


    jest prokuratorem w słupskiej Prokuraturze Rejonowej. Pracuje w dziale śledztw i prowadzi sprawy dotyczące najcięższych zbrodni, afer gospodarczych czy funkcjonariuszy publicznych. Jest rodowitym słupszczaninem. Skończył klasę biologiczno-chemiczną w II LO im. Adama Mickiewicza. Jednak nie od razu trafił na wydział prawa Uniwersytetu Gdańskiego. W swoim dorobku ma zawód technika dentystycznego. Myślał także o medycynie. Lubi podróżować. Marzy mu się Kenia i Australia. Żona prokuratora - Hanna jest stomatologiem. 18-letni syn Piotr po maturze wybiera się na prawo.



    - Ufałam Jerzemu O. - broniła się Urszula D. - Nie obawiałam się zostawić pod jego opieką Wiktorii. Tę ufność kobieta tłumaczy, że Jerzy O. jest ojcem dziesięciorga dzieci, z których najmłodsze ma 11 lat. - Żałuję - Tadeusz D. przyznał, że zostawiając córeczkę pod opieką pijanego mężczyzny, naraził ją na niebezpieczeństwo.

    To zabójstwo

    Prokuratur nie miał wątpliwości, że to zabójstwo, a nie tylko spowodowanie śmiertelnych obrażeń.

    - Jeśli ktoś uderza dzieckiem o ścianę, musi przewidzieć, że ono nie przeżyje - wyjaśnia prokurator Kloc. - Przecież to bezbronne dziecko, które nikomu nie mogło zagrażać, czy w jakiś sposób sprowokować. Sprawca dokładnie wiedział, co czyni.

    To właśnie stwierdzili biegli psychiatrzy. W chwili zbrodni Jerzy O. był całkowicie poczytalny, ale jego osobowość spaczyło pijaństwo. Jerzemu O. grozi od ośmiu lat więzienia do dożywocia.

    Rodzicom niemowlęcia do pięciu lat. Jerzy O. i Tadeusz D. dodatkowo odpowiedzą za jazdę po pijanemu. Obaj już wcześniej byli za to karani i mają sądowy zakaz kierowania pojazdami. Pijani jeździli po alkohol. Sprawę osądzi Sąd Okręgowy w Słupsku.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.gp24.pl

    Polub nas na Facebooku

    Wideo ze Słupska

    Zdjęcia ze Słupska

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GP24 poleca

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!