Słupszczanka na planie Plebanii

    Słupszczanka na planie Plebanii

    Rozmawiał: Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Marta Kumik.

    Marta Kumik.

    Pochodzi ze Słupska, ale kocha Warszawę - rozmowa z Martą Kumik, aktorką znaną między innymi serialu "Plebania",.
    Marta Kumik.

    Marta Kumik.

    - Szerokiej telewizyjnej publiczności jest pani znana jako Jagoda z "Plebanii". Jak to się stało, że dziewczyna ze Słupska trafiła do obsady tego popularnego serialu?

    - Z castingu. Do dziś nie mogę uwierzyć, że mi się udało, a to już minęły dwa lata. Początkowo zaproponowano mi kilka dni zdjęciowych, ale chyba się spodobałam, bo zostałam na dłużej. Gram Jagodę. Urzędniczkę w gminie. Uwielbiam tę rolę! Poza tym serial daje ogromną popularność. Ludzie mnie rozpoznają, uśmiechają się. To jest bardzo miłe.

    - Jak wygląda dzień zdjęciowy?

    - Najczęściej zaczyna się wcześnie rano. Kiedy jadę na plan, czasami jest jeszcze ciemno. Najpierw muszę się "zrobić" na Jagodę - pomalować, przebrać, więc robimy make up, spędzam trochę czasu w garderobie, a kiedy jestem już gotowa, zaczynamy tzw. próbę stolikową, czyli czytamy tekst i ustalamy z reżyserem, co i jak będziemy grać. Kiedy na planie wszystko już jest przygotowane, ustalamy przejścia, podejścia itd. A potem to już "kamera, łączyć, poszła, i... akcja!". No i gramy.

    - Dlaczego wybrała pani aktorstwo?

    - Taki mus. Magnes, przyciąganie. Zawsze chciałam być aktorką. W mojej rodzinie nie ma tradycji aktorskich, więc nie wiem, skąd mi się to wzięło. Ale jak byłam mała, uwielbiałam uczyć się wierszyków na pamięć i śpiewać. Na okrągło słuchałam płyt analogowych. "Plastusiowy pamiętnik", który czytała Irena Kwiatkowska, wiersze Tuwima czy Brzechwy pamiętam do dziś. Potem czytałam wiersze na akademiach, śpiewałam w chórze, tańczyłam w zespole "Przyjaźń", brałam udział w konkursach recytatorskich i grałam w szkolnych przedstawieniach. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że aktorstwo może być zawodem. Ale granie to było coś strasznie fajnego.

    - Ukończyła pani Szkołę Aktorstwa Haliny i Jana Machulskich. To był przypadek czy świadomy wybór?

    - Do Szkoły Aktorskiej państwa Haliny i Jana Machulskich trafiłam od razu po maturze. Zdawałam też do Akademii Teatralnej w Warszawie, ale nie dostałam się. Komisja uznała, że jak na swój wiek jestem zbyt dojrzała. Egzaminatorzy zaproponowali mi, żebym zdawała egzamin eksternistyczny, ale nie chciałam iść na skróty. Złożyłam więc papiery do Szkoły państwa Machulskich. Chętnych było dużo, ale udało się. To, co w państwowej szkole było przeszkodą, tu okazało się wartością. Trzy lata nauki to było coś absolutnie cudownego. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. Pedagogów i przyjaciół. Stałam się bardziej otwarta i pewna siebie. Umocniłam w sobie pragnienie bycia aktorką. Wiedziałam już, że to jest to, co chcę robić w życiu. Moje marzenie stało się moim celem. W tej szkole liczy się przede wszystkim kreatywność, zdolność życia fikcją, umiejętność improwizacji, a także wyrazistość emocji. Ale przede wszystkim - osobowość. Państwo Machulscy wielokrotnie powtarzali nam, że aby być dobrym aktorem, trzeba najpierw być dobrym człowiekiem. I tego się trzymam. Staram się nie stać w miejscu. Ciągle się rozwijam. Skończyłam szkołę muzyczną, szkołę wizażu i charakteryzacji, a obecnie studiuję dziennikarstwo w Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej. Jestem szczęśliwa, że robię to, co kocham i jeszcze mogę się z tego utrzymać. Chciałabym dużo grać.

    - Od kilku lat mieszka pani na stałe w Warszawie. Lubi pani to miasto?

    - Kocham Warszawę. Zawsze chciałam tu mieszkać. I mimo że wydawało się to takie nierealne, dopięłam swego. Warszawa jest piękna! Uwielbiam zakamarki Starego Miasta, Łazienki Królewskie, Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. W Warszawie rozkwitam. Mieszkam tu już siedem lat i to miasto nie przestaje mnie zachwycać. Kiedy przyjechałam do Warszawy tuż po maturze, nie miałam na miejscu nikogo bliskiego. Godzinami rozmawiałam więc z rodziną przez telefon. Mama płaciła strasznie wysokie rachunki. Teraz w Warszawie studiuje też moja siostra. Mama często nas odwiedza. Jest fajnie.

    - Jak udaje się pani godzić pracę ze studiami?

    - Myślę, że to sprawa dobrej organizacji. Od dziecka miałam dużo zajęć i musiałam nauczyć się mądrze wykorzystywać czas. Duża w tym zasługa mojej mamy. Jest dla mnie ogromnym autorytetem. Podziwiam ją. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Ciągle ma niesamowity power i chęć działania. Dużo pracuje, ale zawsze jest uśmiechnięta. Staram się brać z niej przykład. I to procentuje. Mam czas na pracę, studia, spotkania z przyjaciółmi. Chodzę do kina, do teatru, dużo czytam. Teraz dużo czasu zajmuje mi pisanie pracy licencjackiej na temat fenomenu medialnego Krystyny Jandy. Bardzo cenię tę aktorkę. Uwielbiam też Meryl Streep.

    - Czy utrzymuje pani jeszcze kontakt z kolegami ze szkoły średniej?

    - Głównie mailowy i telefoniczny. Ale teraz zbliżają się święta i planujemy właśnie spotkanie klasowe. Bardzo lubię te nasze spotkania. Rzadko bywam w Słupsku, ale zawsze z przyjemnością tam wracam.

    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.gp24.pl

    Polub nas na Facebooku

    Wideo ze Słupska

    Zdjęcia ze Słupska

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GP24 poleca

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!