Protest celników uderzył w kieszenie przewoźników

    Protest celników uderzył w kieszenie przewoźników

    Sławomir Żabicki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Na strajku ucierpieli też słupscy kierowcy.

    Na strajku ucierpieli też słupscy kierowcy. ©Sławomir Żabicki

    Na strajku ucierpieli też słupscy kierowcy.

    Na strajku ucierpieli też słupscy kierowcy. ©Sławomir Żabicki

    Protest celników na wschodniej granicy Polski dotkliwie odczuli również słupskie firmy z branży transportowej. Przewoźnicy stracili kilka tysięcy złotych za przymusowe postoje.

    Kolejki przed przejściami granicznymi osiągały nawet 40 km. W jednej z takich kolejek ugrzązł Józef Kokociński. Słupszczanin przewoził płyty meblowe. Wracał z Ukrainy. Granicę przekraczał w Korczowej.

    - W kolejce czekałem tydzień czasu - mówi Józef Kokociński.
    - Dobrze, że protest się nie przeciągnął, ponieważ moje zezwolenie na przejazd upływało 31 stycznia. Jednego dnia na swoją zmianę przyszło czterech celników, ale żaden nie miał uprawnień, aby odprawić TIR-y. Sytuacja była trudna także w sensie codziennych potrzeb. Na szczęście pomocna okazała się ludność ukraińska, która dowoziła nam jedzenie i picie.

    Kokociński twierdzi, że przez protest celników stracił około trzech tysięcy złotych. Przez tydzień, który stał na granicy, mógł wykonać jeszcze jeden kurs.
    Straty z powodu protestu pograniczników liczy również Eugeniusz Hec. Słupski kierowca obserwował wydarzenia z dystansu. Protest zastał go na Pomorzu.

    - I tak straciłem, bo w tym przypadku nie ma znaczenia, czy stałbym na granicy, czy czekałem w Słupsku - mówi. - Tuż przed protestem wróciłem z Ukrainy. Załadowałem samochód metalowymi blachami i byłem gotowy do kolejnego wyjazdu. Wtedy zaczął się cały ten cyrk. Wolałem więc zostać w domu niż siedzieć bezczynnie na granicy. Ten przymusowy postój kosztował mnie trzy tysiące złotych.

    Przewoźnicy przyznają, że najgorzej z przejazdem jest na granicy z Ukrainą i Białorusią. Gdy nie ma protestów, na odprawę w Dorohusku albo w Korczowej trzeba czekać nawet 48 godzin. Niestety jazda okrężną drogą, np. przez Słowację nie ma sensu. Powodują to zbyt wysokie ceny benzyny. Można albo czekać, albo przestać wozić towar w inne miejsca, np. do Rosji. Mimo protestu celników, na przejściach granicznych z Obwodem Kaliningradzkim czekało się kilkanaście godzin.

    - W Bezledach nasz kierowca stał ponad 10 godzin - mówi Beata Galant z firmy przewozowej z Zagórzycy w gminie Damnica. - Choć był protest, celnicy odprawiali w normalnym tempie. Tuż przed odprawą nastąpiła zmiana celników. Przyszedł tylko jeden pogranicznik, ale nie wpłynęło to na sprawność obsługi. Przewoźnicy, którzy stracili na proteście, mają żal do celników, że stali się ich ofiarami.

    - Straciłem miesiąc czasu - dodaje Eugeniusz Hec. - Jeżeli celnicy uważają, że za mało zarabiają to niech się zwolnią i poszukają innej pracy. Przecież to są wykształceni ludzie. Znają języki obce. Nie powinni mieć kłopotów ze znalezieniem lepiej płatnej pracy.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Polub nas na Facebooku

    Wideo ze Słupska

    Zdjęcia ze Słupska

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GP24 poleca

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Miastka i Bytowa” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    „Maluch na okładkę Głosu Słupska” Zobacz kandydatów!

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Konkurs. Do wygrania gadżety do biegania

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!

    Rzetelnie, prawdziwie, mobilnie. Poznaj plus.gp24.pl!