Rząd PiS zbankrutował

    Rząd PiS zbankrutował

    Rozmawiała Ynona Husaim-Sobecka

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Donald Tusk.

    Donald Tusk.

    Rozmowa z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Platformy Obywatelskiej.
    Donald Tusk.

    Donald Tusk.

    - Będzie pan premierem?

    - Dzisiaj to nie jest pytanie do mnie, ale do ludzi, którzy 21 października będą decydować. Na szczęście żyjemy w kraju, w którym nominacje na premierów prezydentów, wójtów wręczają wyborcy, a nie politycy.

    - Jeżeli PO wygra wybory, będzie pan premierem?

    - To prawdopodobny scenariusz. Jako szef zwycięskiej partii powinienem podjąć się misji tworzenia rządu.
    Choć dużo zależy także od prezydenta. Po zwycięstwie wyborczym - chociaż nie jest ono zagwarantowane - prezydent jako pierwszy będzie proponował utworzenie komuś rządu. Liczę, że nie złamie obyczaju, który do tej pory był respektowany. Tworzenie rządu proponuje się liderowi zwycięskiej partii, a nie bratu z racji rodzinnej miłości.

    - Komu wówczas złoży pan ofertę współpracy w pierwszej kolejności?

    - Wszystkim równocześnie.

    - Samoobronie też?

    - Nie sądzę, by Samoobrona znalazła się w przyszłym parlamencie. Jeżeli mówię wszystkim, mam na myśli te ugrupowania, które oceniam jako istotne z punktu widzenia poparcia społecznego. A do tych należą, oprócz Platformy: PiS, LiD oraz PSL. To jest główny nurt polskiej polityki. Niezależnie od tego, jak bardzo krytycznie oceniam dwa lata rządów PiS, jak bardzo krytycznie oceniam całą tradycję polskiej lewicy i niezależnie od tego, czy PSL jest silną partią, jestem człowiekiem, który chce rozmawiać, a nie eliminować konkurentów.

    - Jest pan w stanie się dogadać z Jarosławem Kaczyńskim? Poseł PiS Zbigniew Girzyński powiedział, że sojusz PO i PiS jest niewykluczony pod warunkiem, że z PO odejdzie Tusk.

    - Nie powinniśmy zwracać uwagi na wszystkie niemądre złośliwości, które w kampanii się pojawiają. Każdy, kto dzisiaj grzeszy brakiem pokory, zapłaci bardzo wysoką cenę. Bo największą umiejętnością polityka jest zdolność do poważnej rozmowy o realnych problemach. Kampania jest kampanią. Rozumiem, że tu nikt nikogo nie oszczędza, ale wolałbym, by nie powtórzył się polityczny dramat z ostatnich dwóch lat, w którym główną rolę odgrywali politycy zacietrzewieni, pewni swego. Ta ich postawa doprowadziła do utworzenia koalicji Lepper, Giertych i Kaczyński. Bardzo złej dla Polski. Mam nadzieję, że te wybory wpłyną otrzeźwiająco zarówno na PiS, jak i na LiD. PO nie idzie do wyborów, by kogoś pokonać za wszelką cenę, ani z tajnym planem utworzenia z lewicą koalicji rządowej. Gdybym chciał za wszelką cenę odsunąć Kaczyńskich od władzy i z lewicą i Samoobroną utworzyć koalicję, to mogłem zrobić to w tym sejmie. Nie musiałem ryzykować wyborów.

    - Czy warunkiem powstania koalicji z PiS będzie powstanie komisji śledczych?

    - Komisje śledcze powinny powstać niezależnie od tego, jaki będzie rząd. Głównie PiS powinno być zainteresowane wyjaśnieniem tego zamieszania, którego było sprawcą. W Polsce nikt nie będzie chciał rządzić z PiS, dopóki te afery nie zostaną wyjaśnione. Dzień po wyborach to parlamentarne śledztwo powinno ruszyć. Będzie można to szybko zrobić pod warunkiem, że prokuratura i służby specjalne będą chciały współpracować. Nie ulega wątpliwości, że PiS musi stracić władzę w tych resortach.

    - Czy ewentualna koalicja Platformy z LiD będzie nowym 13 grudnia 1981 roku, jak to określił premier Kaczyński?

    - W sobotę, podobnie jak w wszyscy w Polsce, widziałem dwóch bardzo znanych i ambitnych polityków, którzy zachowywali się dziwnie. Kwaśniewski, jeżeli chodzi o swoje zachowanie w Kijowie, przynajmniej wytłumaczył to 10 kieliszkami wina. Co podali Kaczyńskiemu w Rzeszowie - nie wiem, ale mówił rzeczy wskazujące na utratę samokontroli. Są tylko dwie interpretacje słów Kaczyńskiego o tym, że będzie 13 grudnia jak Platforma wygra wybory. Ja, w przeciwieństwie do premiera, wiem, co to znaczy 13 grudnia. Byłem w Stoczni Gdańskiej i nie musiałem tam być. Wiem, że 13 grudnia to dzień, w którym władza zaczyna strzelać do ludzi. Jeżeli premier Kaczyński chciał wmówić Polakom, że jak Platforma wygra wybory, to zacznie strzelać do ludzi, to znaczy, że stracił kontrolę nad swoją psychiką. Albo jest druga interpretacja - jeszcze groźniejsza. Jeżeli wygra Platforma, to rząd Kaczyńskiego wprowadzi stan wojenny. Też można by się z tego śmiać, tylko te słowa o 13 grudnia mówił premier polskiego rządu.
    - Notowania PiS idą w górę. Może Polacy marzą o silnym przywództwie?

    - Dzisiaj jedna trzecia wyborców opowiada się za PiS i jedna trzecia za Platformą. Prawo i Sprawiedliwość ma wierny i żelazny elektorat. Poparcie 30 procent dla PiS to także efekt używania władzy, aparatu państwowego i mediów publicznych w sposób do tej pory niespotykany w Polsce po 1989. Jeżeli mamy do czynienia z rządem, który w 100 procentach kontroluje media publiczne, który pozwala sobie na ferowanie pustych obietnic, połączenie aparatu władzy i aparatu przymusu, który dysponuje niespotykaną w dziejach pomocą międzynarodową i ma 30-procentowe poparcie - to władza, która zbankrutowała, a nie władza, która może obwieszczać wielki sukces.

    - Spodziewał się pan rywalizacji z Nelly Rokitą w Warszawie?

    - Nie rywalizuję z Nelly Rokitą. Proponuję Jarosławowi Kaczyńskiemu, by stanął jak mężczyzna i podyskutował, co w Polsce zepsuł, a co można naprawić. Żeby nie chował się za kobietą.

    - W rozmowie z "Głosem" kilka miesięcy temu mówił pan, że Jan Rokita znudził się polityką. Czy nie lepiej byłoby go wówczas wyrzucić z hukiem, jak radzili specjaliści od marketingu politycznego?

    - Prowadzenie partii politycznej to nie jest marketing. W kampaniach wyborczych istotne są sztuczki marketingowe, ale nie to jest istota polityki. Jan Rokita był trudnym, a czasami kłopotliwym partnerem, ale był człowiekiem o wyrazistych poglądach, przydatnym Platformie. Zrezygnował w okolicznościach dla niego bardzo przykrych. Jak widzę polityków PiS, którzy żonę Jana Rokity traktują niczym włócznię do ranienia Platformy, to czuję niesmak.

    - Jan Rokita wróci do polityki po wyborach?

    - Myślę, że tak. Na pewno będzie musiał otrząsnąć się z tego.

    - Co się stanie, jak Platforma przegra w tych wyborach?

    - Nie zakładam takiego scenariusza. Przygotowuję scenariusze na wygraną. Szef partii, który pisze scenariusz na wypadek przegranej, skazuje partię na przegraną.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (19)

    Wszystkie komentarze (19) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo