Magazyn
Jesteś tu: Strona główna Magazyn Artykuł

Skandalista Józef Warchoł

Dodano: 18 kwietnia 2008, 2:47

- Za kratami nie było tak źle jak w Big Brotherze - mówi o swoim pobycie w telewizyjnym show Józef Warchoł.
Józef Warchoł z Koszalina opuścił dom Wielkiego Brata w atmosferze skandalu.

Józef Warchoł z Koszalina opuścił dom Wielkiego Brata w atmosferze skandalu. (fot. Wojciech Kukliński)

Przeczytaj więcej

Zdemolował drzwi na oczach pół miliona widzów.

Telewizyjny show. Kamery śledzą mieszkańców domu Wielkiego Brata. Nagle umięśniony facet, tylko w gaciach, uderza drugiego, młodszego, w twarz. Potem jeszcze raz. I demoluje drzwi. Na oczach pół miliona widzów.

Zadającym ciosy był Józef Warchoł z Koszalina, zawodowy mistrz świata i były dwukrotny mistrz Europy. Jedyny w Polsce kickbokser, który ma w swoim dorobku aż dziewięć tytułów mistrza kraju. Przez tę bójkę wyleciał z programu Big Brother ledwie po kilku dniach na wizji. Nie pierwszy raz użył swojej siły.

Wychowanie przez "ręczne pranie”

Jeden z idoli Warchoła to Chuck Norris, który jako strażnik Teksasu zaprowadza porządek wszelkimi dostępnymi metodami. - Czym różnię się od niego? Tym, że on umie dzielić nawet przez zero, a ja nie - mówi Warchoł z uśmiechem na twarzy.
Naruszenie nietykalności cielesnej fotoreportera "Głosu Pomorza” czy też samochodowy pościg z Koszalina do Mielna za dziennikarzem "Gazety Wyborczej” były - jak twierdzi - spowodowane porywem jego serca. Stawał w obronie swojej dziewczyny, którą jeden sfotografował, a drugi nieprzychylnie opisał.

Uderzył w głowę siedmiolatka, który przebiegł przed kołami jego samochodu i pokazał mu odwrócony palec w obraźliwym geście, by "nauczyć smyka szacunku dla starszych”. W kołobrzeskim hotelu New Skanpol pobił gangstera, stając w obronie oszukanej i okradzionej kobiety.

W hali Gwardii potrząsał piłkarskim arbitrem za to, że palił on papierosa w niewyznaczonym do tego miejscu.

Na parkingu przed swoim domem "ręcznie” tłumaczył jednemu z kierowców, że zaparkował samochód niezgodnie z przepisami.

Gdy jako rowerzysta został zepchnięty przez samochód na pobocze, popędził za nierozważnym kierowcą, dopadł go na zamkniętym przejeździe kolejowym, wyciągnął zza kierownicy, zabrał kluczyki i wezwał policję.

Tajna broń Leppera

Kilka lat temu Warchoł zaprzyjaźnił się z Jarosławem Marcem, który wówczas był koszalińskim policjantem, a do niedawna, za rządów Jarosława Kaczyńskiego, pełnił funkcję szefa Centralnego Biura Śledczego. Znajomość ta nie wyszła kicbokserowi na dobre.

Podejrzliwy gang koszalińskich zapaśników uznał, że Warchoł coś kombinuje z policją. Doszło do walki: on jeden, ich kilku. Uderzył pierwszy.

- Jak szykuje się zadyma, to nie ma na co czekać, trzeba uderzyć - ujawnia swoje życiowe credo. Warchoł ma całkiem spore koneksje polityczne. Jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości, a poprzednio był w Lidze Polskich Rodzin i Samoobronie. To właśnie Warchołem straszył w jednym z telewizyjnych wywiadów Andrzej Lepper, mówiąc: - Jak trzeba będzie, to do Warszawy zaproszę Józka. On zrobi porządek.

Gorzej jak za kratami

Oprócz "robienia porządków”, Józef Warchoł chciałby też zrobić karierę aktorską. Występ w programie Big Brother miał być szansą na spełnienie tego marzenia. Szybko okazało się jednak, że nie jest to droga do gwiazd usłana różami.

- Było naprawdę ciężko - opowiada koszalinianin. - Gdy musieliśmy spać na podłodze, kąpać się w zimnej wodzie, korzystać z wychodka na dworze i jeść przez cały dzień zaledwie parę sucharków z jakimś salcesonem, ludzie zaczęli pękać. Szukali pomocy, jednocząc się w grupę. Chcieli z niej czerpać siłę przetrwania. Ja grupy nie potrzebowałem. Dzielnie znosiłem w samotności wszelkie niewygody i rzetelnie wykonywałem wszelkie rozkazy Wielkiego Brata.

Co doskwierało Warchołowi najbardziej? Ciągle włączone światła, wszechobecność kamer, brak snu. - Przytrafiło mi się spędzić trochę czasu za kratami, ale wierzcie mi, w więzieniu nie było tak źle jak w tym programie - mówi.

Dwa ciosy i koniec kariery

W miniony weekend Warchoł wyleciał z domu Wielkiego Brata. Widzowie i internauci zobaczyli, jak dwa razy uderza otwartą dłonią w twarz Dariusza Kiśluka i w szale niszczy drzwi.

- To, co pokazano, to totalna nieprawda - twierdzi Warchoł. - Zostałem do bójki sprowokowany przez pijanych współuczestników programu i stanąłem do walki w obronie własnej. Dlatego Big Brother nie pokazuje przyczyn tego zajścia.
Dodaje, że nie wyrzucono go, bo sam zdecydował się odejść. - Wyjście z programu to była moja i tylko moja decyzja - zaznacza.

- Po tym incydencie zażądałem wezwania policji, by alkomatem sprawdziła trzeźwość uczestników. W ten sposób wytargowałem natychmiastowe opuszczenie programu, z którego wychodzi się przecież tylko wówczas, gdy chcą tego widzowie. Mam żal do organizatora, że zrobił ze mnie jakiegoś oszołoma. Ja jestem inny.

Wojciech Kukliński

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!

Czy lubisz historię?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 197.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt z kolportażem »

Zadzwoń 59 848 81 36

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy tematyczne

Serwisy społecznościowe

gp24 jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.gp24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.