Zimą 1945 roku wojska sowieckie zajęły Poborowo

    Zimą 1945 roku wojska sowieckie zajęły Poborowo

    Łukasz Capar

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Szkoła Podstawowa w Poborowie 1905 rok (obecnie świetlica wiejska).

    Szkoła Podstawowa w Poborowie 1905 rok (obecnie świetlica wiejska). ©archiwum

    Willi Palm, mieszkaniec podmiasteckiego Poborowa miał 13 lat, gdy do jego rodzinnej miejscowości wkroczyła Armia Czerwona.
    Szkoła Podstawowa w Poborowie 1905 rok (obecnie świetlica wiejska).

    Szkoła Podstawowa w Poborowie 1905 rok (obecnie świetlica wiejska). ©archiwum

    Zenon Kiżewski, sołtys Poborowa spisał wspomnienia Willego Palma, byłego mieszkańca tej miejscowości. Łukasz Capar

    Zenon Kiżewski, sołtys Poborowa spisał wspomnienia Willego Palma, byłego mieszkańca tej miejscowości.
    (fot. Łukasz Capar)

    Wspomnienia Palma notował obecny sołtys wsi Zenon Kiżewski, starający się zbierać wszystkie dokumenty dotyczące niezwykłej kultury, która nadała charakter ziemi, należącej od 1945 roku do Polski. Zima 1945 oznaczała jej kres.

    Dalej! do domu!

    Poborowo to mała, malownicza i zadbana miejscowość w okolicy Trzebielina. Przed wojną żyło tam około 300 osób. - Ludzie, którzy tu żyli, obawiali się Rosjan. Bardzo się ich bali - opowiada Kiżewski.

    21 stycznia zapadła decyzja o ewakuacji Poborowa. Podano informację, że Rosjanie przedarli się front. Jednak sama ewakuacja nastąpiła dopiero 5 marca. Mieszkańcy sformowani w kolumnach rozpoczęli wędrówkę przez Cetyń, Darzkowo, Podwilczyn na Radusz. Chaotyczna ucieczka poprzez drogi pełne uciekinierów trwała do 9 marca, kiedy mieszkańcy Poborowa trafili do Gałęźni Małej: "Jak tylko odstawiliśmy konie, nadjechały czołgi.

    Zaraz pojawił się rosyjski żołnierz i pozabierał od nas zegarki i obrączki. W ten sposób cała nasz gmina została opanowana przez Rosjan. Ucieczka się skończyła. Przyszedł rosyjski żołnierz i powiedział: Dalej! do domu!".

    Mieszkańcy zmuszeni więc zostali do powrotu. Nie wszyscy chcieli. Dwie kobiety zażyły truciznę. Jedną odratowano. Ale Rosjanie zabrali pięciu mężczyzn i dwie inne kobiety. Nigdy już nie wróciły.

    Tato ratuj, mamo ratuj

    - Z tej ucieczki nigdy nie zapomnę, jak młode dziewczyny były gwałcone w obecności rodziców, którzy musieli się temu przyglądać.

    Dziewczyny 15, 16 - letnie krzyczały: Tato ratuj, mamo ratuj! Ale nikt nie mógł pomóc. Przed naszymi oczami. 10 metrów przed nami się to działo - wspomina Palm. - Innym razem przechodziliśmy koło stodoły. Stało przed nią trzech Rosjan.

    Jeden z nich doszedł do nas, zabrał siłą jedną z dziewcząt, strzelił jej koło głowy, rzucił na siano i w trójkę ją zgwałcili. Znowu w obecności rodziców, którzy nie mogli jej udzielić pomocy - czekaliśmy na jej powrót.

    Ucieczka zakończyła się więc powrotem do Poborowa 15 marca.Trwała dziesięć dni.
    Przez spokojną wioskę przeszedł front. Bydło zostało zabrane. Świnie były zastrzelone i leżały na drogach. Pozostałe zwierzęta sprowadzono do jednej stodoły, a stamtąd odtransportowano do Budowa.

    Aresztowany za narodowość

    Rozpoczął się długi okres życia pod sowiecką okupacją. - Rosjanie szukali pięciu dziewczyn do obierania ziemniaków. Musiały one pod wieczór zgłosić się do określonego mieszkania. Tam było pięciu Rosjan. Nie było obierania kartofli. Rodzina musiała udostępnić jeden pokój. Całą noc Rosjanie wykorzystywali sprowadzone dziewczyny - wspomina Palm.

    Pod koniec marca zaczęły się przesłuchania mężczyzn. Palm razem z innymi trafił najpierw do Łubna, a później do bytowskiego zamku. W ramach żywienia otrzymywali jedynie kawę.
    Grupa strażaków z Poborowa. archiwum

    Grupa strażaków z Poborowa.
    (fot. archiwum)

    8 kwietnia kolumna aresztowanych ruszyła do Grudziądza. Ci, którzy nie mogli iść, byli rozstrzeliwani. Gdy dotarli na miejsce - chorzy, wśród nich Palm, byli badani przez rosyjskiego lekarza.

    - Jeden z mężczyzn nie mógł już iść. Został kopniakami zmuszony do dalszego marszu. Droga wiodła przez Wisłę. Lekarz zbliżył się do niego od tyłu i rzucił do rzeki. Mężczyzna bronił się, chwytając poręcze, ale spadł i zginął w nurtach Wisły - opowiada Palm.

    Bezsensowna wędrówka zakończyła się tak, jak zaczęła. Któregoś dnia po prostu powiedziano im: Rozejść się! Do domu!

    Palm nie dostał żadnych dokumentów. Wkrótce trafił za to do więzienia w Starogardzie.

    Wywózka w mrozie

    Do Poborowa wrócił dopiero jesienią 1945 roku. W grudniu musiał opuścić swój dom, ponieważ zajęli go pierwsi osadnicy polscy. Najął się jako parobek.
    Pierwsze wysiedlanie Niemców nastąpiło w czerwcu 1946 roku.

    Ostatnia, trzecia tura miała miejsce w styczniu 1947 roku. Zima była sroga, wagony bydlęce nie ogrzane. Wielu ludzi pomarło.

    Dziś Palm przyjeżdża do Poborowa. Bardzo dobrze zna się z Kiżewskim. Ale o tym najgorszym okresie swojego życia nie mówi już wcale. Chce zapomnieć.
    Willi Palm. Mieszkaniec Poborowa. Dziś mieszka w Berlinie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (9)

    Wszystkie komentarze (9) forum.gp24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 poleca

    Wideo